Józef Alleine Pewny przewodnik do nieba (Alarm dla nienawróconych) PRZEDMOWA Józef Alleine urodził się w rodzinie purytańskiej w Devizes (hrabstwo Wiltshire) i został ochrzczony w dniu 8 kwietnia 1634 r. Anglia była wtedy w wirze zamieszek, które wkrótce doprowadziły do wybuchu Wojny Domowej. Zanim ukończył 10 lat, rynek jego rodzinnego miasta rozbrzmiewał hukiem armat i salwami muszkietów, gdy rojaliści zmusili jajogłowych do ucieczki w bitwie pod Roundway w lipcu 1643 r. Dwa lata później koleje losu się odwróciły i sam Cromwell dokładał starań, aby niebieski sztandar Parlamentu zawisł wysoko nad starym zamkiem stojącym naprzeciwko domu dzieciństwa Józefa Alleine. Również jego rodzinę dotknęły doświadczenia. Ojciec, mimo że był cieszącym się dobrą reputacją handlarzem tekstyliów, ucierpiał wskutek trudności gospodarczych wywołanych przez wojnę. Ku ich zasmuceniu, w 1645 r. zmarł najstarszy brat Józefa Edward, który był kaznodzieją. W tym samym roku Józef Alleine wystartował w “chrześcijańskim biegu” i błagał swego ojca, by pozwolił mu się wykształcić, by “zastąpić swego brata w dziele służby Bożej”. I tak, w kwietniu 1649 r. udał się do Oxfordu, aby kształcić się u stóp takich teologów jak Jan Owen i Tomasz Goodwin. W listopadzie 1651 r. przeniósł się z Lincoln do Corpus Christi College, które pod kierownictwem pobożnego doktora Edwarda Stauntona było seminarium mocniej osadzonym w teologii purytańskiej. Tam w dniu 6 lipca 1653 r. uzyskał tytuł licencjata nauk humanistycznych, został nauczycielem a następnie kapelanem w kolegium. Niewątpliwie częściowo dzięki wpływowi Józefa Alleine’a Henryk Jessey mógł napisać w 1660 r.: “Myślę, że trudno było znaleźć na świecie takie miejsca jak Corpus Christi, w którym tak wielu ludzi rozprawiało o mocy pobożności i czystości uwielbiania Boga. Mimo iż Corpus Christi było jak Eden, teraz jednak jest jałową pustynią”. W Oxfordzie Józef Alleine wyróżniał się pobożnością i pilnością studiów. Jego ciepłe usposobienie jednało mu wielu przyjaciół, lecz jeśli ich wizyty wypadały w czasie jego studiów, nie miał czasu na to, aby ich wpuścić, mówiąc: “Lepiej niech się dziwią teraz moją nieuprzejmością niż żebym tracił mój czas, gdyż teraz tylko kilku zauważy moją nieuprzejmość, później jednak wielu może odczuć moją stratę czasu”. Jako kapelan głosił ewangelię we wioskach wokół Oxfordu, a także co dwa tygodnie głosił kazania więźniom. Takie było jego przygotowanie do przyszłej służby kaznodziejskiej. Nie miał jeszcze dwudziestu jeden lat, a już wykształcił w sobie nienasycone pragnienie nawrócenia dusz; w tym celu wylewał swe serce w modlitwie i w kazaniach. Nic więc dziwnego, że zacny purytański teolog Jerzy Newton (16021 — 1681), kaznodzieja w kościele pod wezwaniem św. Magdaleny w Taunton powołał J. Alleine’a na stanowisko swego asystenta w 1655 r. Liczące około 20.000 mieszkańców Taunton, miasteczko znane z produkcji wełny, było twierdzą purytańską w zachodniej części kraju. Duch tego miasta objawił się wyraźnie 10 lat wcześniej, kiedy z heroiczną wytrwałością odparło kilka desperackich oblężeniom rojalistów, mimo iż połowa ulic spłonęła od salw moździerzy, a wielu mieszkańców zmarło z niedożywienia i głodu. Właśnie tutaj, wśród wzgórz, łąk i sadów Somerset, Józef Alleine spędził lata swej krótkiej, lecz niezapomnianej służby. W dniu 4 października 1655 r., zaraz po rozpoczęciu swej pracy w Taunton, Józef Alleine ożenił się ze swą kuzynką, Teodozją Alleine, kobietą o szczególnej duchowości, która zostawiła poruszające sprawozdanie ze służby swego męża. Jedyną “wadą”, za którą łajała swego męża było to, że nie poświęcał jej więcej czasu. On na to odpowiadał: “Ach, moja droga! Wiem, że twoja dusza jest bezpieczna, lecz o jakże wielu, którzy giną, muszę się zatroszczyć! Obym mógł uczynić dla nich coś więcej!”. Całe życie Józefa Alleine’a było ilustracją jego powiedzenia: “Dajcie mi chrześcijanina, który uważa swój czas za cenniejszy od złota”. Gdy rozpoczynał się tydzień, zwykle mawiał: “Jeszcze jeden tydzień przed nami, przeżyjmy ten tydzień dla Boga”. Każdego ranka mawiał: “Teraz przeżyjmy ten dzień dobrze”. Jego żona napisała: Przez cały czas, gdy był zdrowy, zawsze wstawał przed czwartą lub o czwartej rano, a w soboty wcześniej. Jeśli został obudzony, bardzo był zakłopotany słysząc odgłosy pracy kowali, szewców czy kupców wykonujących swe rzemiosło zanim on zaczął wypełniać swe obowiązkami wobec Boga. Mówił mi potem: “Czy mój Mistrz nie zasługuje na więcej niż ich mistrz?” Godziny od czwartej do ósmej spędzał na modlitwie, rozważaniu o świętych rzeczach, śpiewaniu psalmów, w których miał wielkie upodobanie. Wykonywał codzienne obowiązki samotnie jak też i w rodzinie. Ta pobożna para razem trudziła się dla dobra dusz ludzkich. Teodozja Alleine prowadziła szkołę dla dzieci w swym domu, podczas gdy jej pobożny małżonek spędzał pięć popołudni w tygodniu na pracy stanowiącej ciąg dalszy kazań rozbrzmiewających każdej niedzieli pod okazałą wieżą kościoła św. Marii Magdaleny. Posiadał spis nazwisk mieszkańców każdej ulicy i pilnował, by byli odwiedzani i katechizowani. Rezultatem tego było zgromadzenie wielu dusz. Jerzy Newton napisał: “Jego błagania i napomnienia były wiele razy tak czułe, pełne świętej gorliwości, życia i wigoru, że całkowicie zwyciężał swych słuchaczy, zmiękczał ich, a zdarzało się, że zmiękczał najtwardsze serca”. Wyraźnie widać, że nawet w wieku, w którym potężne, pełne mocy kazania i skuteczne ewangelizacje były dość powszechne, służba Józefa Alleine’a była czymś wybitnym w oczach jego braci. Oliver Heywood, apostolski purytanin północy, powiedział, że niewiele wieków wydało wybitniejszych kaznodziei niż Józef Alleine. Ryszard Baxter mówi o jego wspaniałych zdolnościach kaznodziejskich przejawiających się w publicznym wyjaśnianiu i stosowaniu Pisma Świętego, rozmiękczaniu serc i przekonywaniu swych słuchaczy. Gdy Józef Alleine rozpoczynał swą służbę, dzień łaski chylił się ku zachodowi. Po trzech latach zmarł Oliver Cromwell. Dwa lata później, w 1660 r., dzwony w Taunton biły radośnie na powitanie powracającego do kraju króla Karola II oraz restytucji monarchii. Lecz szczęście w sercach purytan nie trwało długo, gdyż, jak powiedział Filip Henry, “okres, w którym słońce pobożności jaśniało nad narodem” dobiegł końca w 1662 r. przez niesławną ustawę Act of Uniformity, kiedy to 2.000 najlepszych kaznodziei jakich Anglia kiedykolwiek miała, zostało usuniętych z kazalnic. Wśród osiemdziesięciu pięciu kaznodziei z Somerset których ta ustawa objęła, znalazł się, jak można się domyśleć, Jerzy Newton oraz Józef Alleine. Chociaż Alleine został pozbawiony kazalnicy, nie zgodził się na milczenie. I rzeczywiście, jego żona pisze, że “odłożywszy wszystkie inne studia na bok spodziewając się, że jego czas będzie krótki, rozszerzył swą działalność kaznodziejską i wiem, że głosił kazania czternaście razy w tygodniu, często dziesięć, a zwykle sześć i siedem w tych miesiącach”. Ostatecznie, po wielu groźbach Alleine przyjął wezwanie do stawienia się przed sądem w dniu 26 maja 1663 r. Następnej nocy wyznaczył spotkanie ze swym ludem na pierwszą lub drugą rano, na co ochoczo przystali. Przybyło kilkaset osób, zarówno młodych i starych. Głosił kazanie i modlił się z nimi przez około trzy godziny. Następnego dnia został wtrącony do więzienia w Ilchester. Po roku wypuszczono go na wolność, lecz musiał spełniać wymagania narzucone przez Five Mile Act oraz Conventicle Act. Mimo iż jego zdrowie pogorszyło się, podjął głoszenie kazań w ukryciu aż do 10 lipca 1666 r. Tego wieczora, podczas gdy na zgromadzeniu w prywatnym domu głosił kazanie na temat Psalmu 147, 20, nagle drzwi otworzyły się gwałtownie i znów zabrano go do więzienia. Gdy ponownie go wypuszczono, z nie zmniejszoną duchową energią zastanawiał się, co jeszcze mógłby zrobić, by rozprzestrzenić Ewangelię Chrystusa. Gdy rano wstał, mówił swojej żonie: “Teraz mamy jeszcze jeden dzień, jeszcze jeden dzień dla Boga. Przeżyjmy dobrze ten dzień, pracujmy ciężko dla naszych dusz. Odkładajmy dużo skarbów w niebie w tym dniu, gdyż pozostało nam niewiele dni życia tutaj”. Jego żona wspomina, jak w czysto purytańskim duchu, jego myśli zwracały się ku możliwości pracy misyjnej w Walii lub nawet w Chinach. Nigdy Ewangelia Jezusa Chrystusa nie płonęła gorliwiej w żadnym innym angielskim sercu. Jednak praca Alleine’a dobiegła końca, gdyż jego ciało nigdy nie odzyskało zdrowia po trudach więzienia i jego wigor szybko gasł. W dniu 17 listopada 1668 r., w wieku 34 lat, Bóg zabrał go przed złem mającym nadejść i sędziwy Jerzy Newton stanął przy jego zwłokach ułożonych do spoczynku w prezbiterium, obok kościoła w którym rozbrzmiewały niegdyś jego alarmujące wezwania do nienawróconych. Niniejsza książeczka zawiera sedno poselstwa Józefa Alleine’a, a tym samym podaje prawdziwy model purytańskiego rozumienia Ewangelii. Słownictwo używane w różnych okresach musi oczywiście się zmieniać, różni ludzie mają różne dary, lecz nie wahamy się powiedzieć: są zasady, które muszą się znaleźć w każdym prawdziwym przedstawieniu Ewangelii. Niejeden wielki ewangelista ukształtował swoje poglądy czytając tę książkę. Jerzy Whitefield będąc jeszcze studentem w Oxfordzie, pisze nam w swych dziennikach, jakim błogosławieństwem był dla niego Alarm dla nienawróconych Józefa Alleine’a. Karol Spurgeon odnotowuje, że gdy był dzieckiem, matka często czytała im ustęp z tej książki Józefa Alleine’a, gdy siedzieli wokół kominka w niedzielne wieczory. Gdy był przekonany o grzechu to także zwracał się do tej starej książki. Napisał: “Pamiętam, że zazwyczaj gdy budziłem się rano, pierwszą rzeczą którą brałem była książka Alleine’a Alarm dla nienawróconych lub Wezwanie dla nienawróconych Baxtera. Och te książki, te książki! Czytałem i pożerałem je!”. Mając serce tak płonące ogniem purytańskiej teologii, Spurgeon był przygotowany do wstąpienia w ślady Józefa Alleine’a i Jerzego Whitefielda. Odkąd po raz pierwszy książka ta ujrzała światło dzienne w 1671 r., ukazały się niezliczone jej wydania. W 1702 r. doktor Calamy napisał o niej: “Mnóstwo ludzi będzie miało powód, by być zawsze odczuwać wdzięcznymi za nią. Żadna inna książka w języku angielskim (z wyjątkiem Biblii), nie może się jej równać pod względem liczby sprzedanych egzemplarzy; dwadzieścia tysięcy sprzedano pod tytułem Wezwanie, lub Alarm, pięćdziesiąt tysięcy pod tytułem Pewny przewodnik do nieba, z czego trzydzieści tysięcy sprzedano w jednym nakładzie”. Jako znaczącą ilustrację duchowego wpływu tego dzieła, podamy jeden przykład. Pod koniec osiemnastego wieku, do kaznodziei zgromadzenia w Szkocji, człowieka bardziej znanego ze swego wykształcenia, niż z ewangelicznego zapału, zwróciło się Towarzystwo z prośbą o przetłumaczenie Alarmu dla nienawróconych na język galijski. Wręczono mu tę książkę, a znajdując w niej odpowiedni materiał do kazań, kaznodzieja zaczął powtarzać sedno jej kolejnych rozdziałów swemu zgromadzeniu. Mówi się, że rezultatem tego było rozprzestrzeniające się przebudzenie, które przez długi czas obejmowało okręg Netherlorn. Z modlitwą, aby treść tej książki można było znów usłyszeć w naszym kraju, polecamy ją błogosławieństwu Tego, którego Słowo jest “żywe i skuteczne, ostrzejsze niż wszelki obosieczny miecz”. Ponieważ wszelkie ciało jest jak trawa i wszelka chwała człowieka jak kwiat trawy; zwiędła trawa i kwiat jej opadł; Ale słowo Pańskie trwa na wieki. A to jest słowo, które wam jest zwiastowane. (I Piotra 1, 24—25) Wydawca: Thomas E. Watson 1 sierpnia 1959 r. WSTĘP Gorące zaproszenie grzeszników do nawrócenia się do Boga. Umiłowani! Z radością wyznaję, że jestem Waszym dłużnikiem. Jestem napełniony troską, gdyż chciałbym okazać się dobrym szafarzem domostwa Bożego i dać każdemu jego dział. Lekarz jednak najbardziej troszczy się o tych pacjentów, których stan jest najcięższy a rokowania najmniej optymistyczne, a żal ojca zwraca się szczególnie ku swemu umierającemu dziecku. Nienawrócone dusze wymagają najgłębszego współczucia i właściwej troskliwości w wyrywaniu ich jak gałęzi z płonącego ognia (Judy 1, 23). Dlatego właśnie do nich zwrócę się najpierw na tych stronach. Lecz gdzie mogę znaleźć argumenty? Czym mam ich przekonać? Obym mógł to wypowiedzieć! Pisałbym do nich we łzach, wypłakiwałbym każdy argument, oddałbym całą moją krew jako atrament, błagałbym ich na kolanach. O jakże wdzięczny byłbym, gdybyście zostali przekonani o pokucie i nawrócili się! Jakże długo trudziłem się dla Was! Jakże często chciałem zebrać Wasze dusze dla Boga! O to właśnie modliłem się i w tym celu studiowałem przez wiele lat, abym mógł przyprowadzić Was do Boga. Obym mógł zrobić to teraz! Czy dacie się uprosić? Lecz, o Panie, jakże nieodpowiednią jestem do tej pracy osobą! Biada! Czymże przebiję łuski Lewiatana, lub czymże sprawię, by zaczęło odczuwać serce tak twarde, jak kamień młyński? Czy mam pójść i przemawiać do grobu i oczekiwać, że zmarli mnie posłuchają i wyjdą? Czy mam przemawiać do skał, czy pochylić się ku górom i myśleć, że uda mi się je poruszyć moimi argumentami? Czy mam sprawić, by ślepi przejrzeli? Od początku świata nie słyszano, aby człowiek otworzył oczy urodzonemu ślepym (Jan 9, 32). Lecz Ty, Panie, możesz przeszyć serce grzesznika. Ja tylko mogę naciągnąć łuk na chybił—trafił. Obyś Ty pokierował strzałą! Zabij grzech, lecz uratuj duszę grzesznika, który kieruje swój wzrok na te strony. W żaden inny sposób nie można wejść do nieba jak tylko poprzez wąskie przejście powtórnych narodzin: bez uświęcenia nigdy nie ujrzycie Pana (Heb. 12, 14). Dlatego oddajcie się Panu teraz. Nastawcie się teraz na szukanie Go. Uczyńcie Jezusa Panem w swych sercach i w swych domach. Ucałujcie Syna (Ps. 2, 12) i doznajcie czułości jego miłosierdzia; dotknijcie Jego berła i żyjcie; dlaczego mielibyście umrzeć? Nie błagam o siebie, lecz o was gdyż chciałbym, abyście byli szczęśliwi. To jest nagroda, po którą biegnę. Pragnieniem i modlitwą mej duszy jest wasze zbawienie (Rzym. 10, 1). Błagam Was, abyście pozwolili mi na przyjacielską szczerość i swobodę w traktowaniu tej najważniejszej dla Was sprawy. Nie bawię się tu w mówcę, wypowiadającego uczone oracje, ani nie ozdabiam tej potrawy elokwencją aby Wam się przypodobać. Posłanie tej książki wynika z ważnego zadania –– chodzi o to aby Was przekonać o grzechu, nawrócić i zbawić. Nie łowię haczykiem retoryki, ani nie pracuję dla Waszych oklasków, lecz dla Waszych dusz. Moim zadaniem nie jest zadowalanie Was, lecz Wasze zbawienie. Jeśli nie zyskam Waszych serc, nie zyskam nic. Gdybym chciał zadowolić Wasze uszy, śpiewałbym inną pieśń. Gdybym miał zwiastować sam z siebie, obrałbym inny kurs. Opowiadałbym Wam przyjemniejszą opowieść. Przygotowałbym dla Was poduszki i opowiadałbym o pokoju, gdyż jakże Achab może kochać tego Micheasza, który zawsze prorokuje dla niego zło? (I Król. 22, 8). Zważ o ileż lepsze są razy zadane przez przyjaciela niż gładkie przemowy cudzołożnicy, która papla swymi ustami aż strzała przebije wątrobę (Prz. 7, 21—23; 6, 26). Gdybym miał uciszyć płaczące niemowlę, mógłbym śpiewaniem je uspokoić, albo tuliłbym je do snu. Kiedy jednak dziecko jest w ogniu, rodzice postępują inaczej i nie próbują uciszyć go kołysanką ani ciastkiem z kremem! Wiem, że jeśli nie uda mi się Was przekonać, będziecie zgubieni. Jeśli nie uda mi się sprawić, byście wyrazili zgodę by powstać i podejść, zginiecie na wieki. Bez nawrócenia nie ma zbawienia! Muszę zdobyć Waszą dobrą wolę, gdyż inaczej pozostaniecie w pożałowania godnym stanie. Lecz tutaj znów napotykam trudność mojej pracy. O Panie, wybierz dla mnie kamienie z potoku (I Sam. 17, 40.45). Przychodzę w imieniu Pana Zastępów, Boga armii Izraela. Wychodzę jak młodzieniec Dawid przeciwko Goliatowi, by zmagać się nie z ciałem ani z krwią, lecz ze “zwierzchnościami i mocami, i władcami ciemności tego świata” (Efez. 6, 12). Tego dnia niech Pan uderzy Filistynów, pozbawi mocarza jego zbroi i wyda mi z jego ręki więźniów. Panie, dobierz moje słowa, wybierz broń dla mnie. A kiedy włożę mą rękę do torby, wyjmę kamień i wystrzelę go, oby Bóg zaniósł go do celu i sprawił, by uderzył nie w czoło, lecz w serce nienawróconego grzesznika i powalił go na ziemię, jak to uczynił z Saulem z Tarsu (Dz. 9, 4). Niektórzy z Was nie wiedzą, co mam na myśli mówiąc o nawróceniu i na próżno próbowałbym przekonać Was do tego, czego nie rozumiecie. Dlatego ze względu na Was pokażę, czym jest nawrócenie. Inni trzymają się ukrytej nadziei na miłosierdzie, chociaż trwają w tym stanie, w jakim są. Tym muszę wykazać konieczność nawrócenia. Inni prawdopodobnie zatwardzają swe serca, myśląc w próżnej zarozumiałości, że już są nawróceni. Im muszę pokazać charakterystyczne cechy nienawróconych. Jeszcze inni, ponieważ nie czują żadnego niebezpieczeństwa, nie boją się nikogo i śpią jakby na szczycie masztu. Im muszę pokazać nędzny stan nienawróconych. Kolejna grupa to ci, którzy siedzą bez ruchu, ponieważ nie widzą drogi ratunku. Im pokażę środki nawrócenia. Na koniec zaś, dla ożywienia wszystkich, podam motywy do nawrócenia. Józef Alleine ROZDZIAŁ I FAŁSZYWE POJĘCIA O NAWRÓCENIU Diabeł wytworzył wiele fałszywych form nawrócenia i oszukuje jednych tym, drugich czymś innym. Jest on tak bardzo zręczny i sprytny w swej tajemnej sztuce oszukiwania, że gdyby było można, zwiódłby także wybranych. Aby wyleczyć ze zgubnych, fałszywych pojęć tych, którzy myślą o sobie jako o nawróconych, podczas gdy w rzeczywistości nimi nie są, a także wybawić z kłopotów i lęków tych, którzy myślą, że nie są nawróconymi, podczas gdy w rzeczywistości są, pokażę wam teraz istotę nawrócenia. Pokażę zarówno czym nawrócenie nie jest, jak i czym jest. Zacznę od tego, czym nawrócenie nie jest. Nawrócenie nie polega na samym wyznawaniu chrześcijaństwa. Chrześcijaństwo jest czymś więcej niż samą nazwą. Gdybyśmy zechcieli wysłuchać Pawła, usłyszelibyśmy, że nie polega ono na słowie, lecz na mocy Bożej (I Kor. 4, 20). Gdyby nawrócenie polegało tylko na tym, że przestaje się być Żydem bądź poganinem (jak chcieliby tego niektórzy), to gdzież można by było znaleźć lepszych chrześcijan niż w Sardes i Laodycei? Wszyscy oni byli chrześcijanami według wyznania i mieli imię po to tylko, by można było wiedzieć, że żyją. Lecz ponieważ mieli oni to imię, Chrystus potępił ich i zagroził, że ich odrzuci (Obj. 3, 14—16). Czy nie ma wielu, którzy wzywają imienia Pana Jezusa, a jednak nie odstępują od nieprawości (2 Tym. 2, 19); wielu, którzy wyznają, że znają Boga, lecz uczynkami swymi zapierają się Go? (Tyt. 1, 16) Czy Bóg przyjmie ich jako prawdziwych wierzących? Cóż to — nawróceni od grzechu, a jednak wciąż żyjący w nim? Toż to jawna sprzeczność! Gdyby lampa wyznania mogła świecić aż do końca, głupie panny z pewnością nie zostałyby odrzucone (Mat. 25, 12). Wiemy, że nie tylko chrześcijanie z nazwy, lecz także kaznodzieje zwiastujący Chrystusa, także ci, co czynili cuda znajdą się wśród odrzuconych ponieważ czynili nieprawość (Mat. 7, 22—23). Nawrócenie nie jest przyjęciem miana Chrystusowego w chrzcie. Ananiasz i Safira oraz Szymon Czarnoksiężnik byli ochrzczeni tak samo jak cała reszta. Jakże wielu myli się tutaj, błądząc i innych w błąd wprowadzając, gdyż uważają, że skuteczna łaska musi być związana z zewnętrznym udzieleniem chrztu i że każda ochrzczona osoba jest odrodzona nie tylko poprzez sakrament, lecz także rzeczywiście i właściwie. Z tego to właśnie powodu ludzie błędnie mniemają, iż akt chrztu czyni z nich ludzi odrodzonych i nie muszą dalej się trudzić. Lecz gdyby tak było, wtedy wszyscy ci, którzy zostali ochrzczeni musieliby być zbawieni, ponieważ obietnica przebaczenia i zbawienia związana jest z nawróceniem i odrodzeniem (Dz. 3, 19; Mat. 19, 28). I rzeczywiście; gdyby nawrócenie i chrzest były jedną i tą samą rzeczą, ludzie musieliby mieć przy sobie w dniu śmierci świadectwo chrztu, a po jego pokazaniu zostaliby przyjęci do nieba. Krótko mówiąc, jeśli dla nawrócenia bądź odrodzenia nie potrzeba nic innego jak tylko chrztu, co wtedy powiemy o fragmentach z Ewangelii Mateusza 7, 13—14 oraz z wielu innych miejsc w Piśmie Świętym? Gdyby to było prawdą, nie moglibyśmy więcej mówić o wąskiej drodze i ciasnej bramie, gdyż jeśli wszyscy ochrzczeni są zbawieni, to brama prowadząca do życia wiecznego byłaby niezmiernie szeroka, a droga przestronna. Wtedy mówiono by: “Szeroka jest brama i przestronna droga, która prowadzi do życia wiecznego”. Jeśli to prawda, to tysiące mogą wchodzić ramię w ramię i nigdy więcej nie będziemy nauczać, że sprawiedliwy z trudnością dostąpi zbawienia, oraz że trzeba zdobywać Królestwo Boże gwałtem i zmaganiem się, by wejść (I Piotra 4, 18; Mat. 11, 12; Łuk. 13, 24). Z pewnością, gdyby ta droga była tak łatwa, jak wielu przypuszcza, do zbawienia wystarczałoby niewiele więcej, niż chrzest i wołanie: “Panie, zmiłuj się!”. Nie musielibyśmy zmuszać się do takiego szukania, pukania i zmagania o zbawienie, jakiego wymaga Słowo Boże. Jeśli to prawda, to nie będziemy więcej mówić: “Niewielu jest tych, co ją znajdują”. Zamiast tego, będziemy mówić: “Niewielu jest tych, co jej nie znajdują”. Nie będziemy więcej mówić, że niewielu jest wybranych spośród wielu powołanych (Mat. 22, 14), oraz że tylko resztka spośród Izraela osiągnie zbawienie (Rzym. 9, 27). Jeśli nauka ta jest prawdziwa, nie będziemy powtarzać za uczniami: “Któż tedy będzie zbawiony?”, lecz: “Któż tedy nie zostanie zbawiony?”. A wtedy ktoś, kto został ochrzczony, nawet jeśli jest cudzołożnikiem, szydercą, chciwcem bądź pijakiem, odziedziczy mimo to Królestwo Boże (I Kor. 5, 11; 6, 9—10)! Niektórzy jednak powiedzą: “Tacy ludzie, chociaż otrzymali łaskę odrodzenia w chrzcie, odpadli od łaski i muszą zostać jeszcze raz odnowieni, aby mogli uzyskać zbawienie”. Na to odpowiadam: Istnieje nierozerwalny związek między odrodzeniem a zbawieniem, co już zostało pokazane. Oznaczałoby to, że człowiek taki musi się ponownie narodzić na nowo, co jest w dużej mierze absurdem. Oczekując dwukrotnych narodzin z łaski, równie dobrze moglibyśmy oczekiwać, że ludzie będą przechodzić dwukrotnie biologiczne narodziny. Przede wszystkim jednak, z tego wynika jedna rzecz, o którą walczę. Jeśli pomimo chrztu, bez względu na to, co ludzie w nim otrzymują, lub udają, że otrzymują, można stwierdzić, że są ignorantami, bluźniercami bądź okazują tylko formalną religijność bez mocy pobożności, to “muszą się na nowo narodzić” (Jan 3, 7), gdyż inaczej zostaną wyłączeni z Królestwa Niebios. Widzicie więc, że wszyscy zgadzają się w tym, iż jeśli człowiek coś otrzymuje w chrzcie, a potem nie jest w widoczny sposób uświęcony, musi być odnowiony poprzez pełną mocy, potężną przemianę, gdyż inaczej nie uniknie potępienia piekła. “Nie błądźcie! Bóg się nie da z siebie naśmiewać”. Bez względu na to, czy pokładasz ufność w swym chrzcie czy jakiejkolwiek innej rzeczy, powiadam ci w imieniu Wszechmogącego, że jeśli jesteś osobą, która się nie modli, szydercą czy osobą lubiącą złe towarzystwo (Prz. 13, 20), jeśli nie jesteś uświęconym, gorliwym i zapierającym się siebie chrześcijaninem, nie możesz być zbawiony (Heb. 12, 14; Mat. 15, 14). Nawrócenie nie polega na moralnej sprawiedliwości. Sprawiedliwość taka nie jest większa od sprawiedliwości uczonych w Piśmie i faryzeuszów (Mat. 5, 20) i dlatego nie może otworzyć przed nami Królestwa Niebios. Paweł kiedy jeszcze nie był nawrócony, był bez nagany jeśli chodzi o sprawiedliwość opartą na zakonie (Fil. 3, 16). Faryzeusz mógł o sobie powiedzieć, że nie jest rabusiem, cudzołożnikiem, oszustem (Łuk. 18, 11). Musisz okazać coś więcej niż to wszystko, gdyż inaczej Bóg cię potępi, bez względu na to, czym się będziesz usprawiedliwiał. Nie potępiam moralności, lecz ostrzegam cię, abyś na niej nie poprzestawał. Moralność jest jednym ze składników pobożności, tak jak humanitaryzm jest częścią chrześcijaństwa, oraz jak zrozumienie jest jednym ze składników łaski. Nie wolno nam jednak wyrywać części z całości. Nawrócenie nie polega na nieustannym przestrzeganiu zasad pobożności. Można zobaczyć, że ludzie mogą mieć formę pobożności, lecz bez mocy wypływającej z prawdziwej pobożności (II Tym. 3, 5). Ludzie mogą odprawiać długie modły (Mat. 23, 14), często pościć (Łuk. 18, 12), chętnie słuchać (Mar. 6, 20) oraz być bardzo gorliwi w służbie Bożej, nawet jeśli jest to kosztowne (Iz. 1, 11), a mimo to nie przeżyć nawrócenia. Aby dowieść, że jest się rzeczywiście nawróconym, ludzie muszą przedstawić coś więcej niż tylko powoływanie się na chodzenie do kościoła, dawanie jałmużny oraz odprawianie modłów. Nie istnieje żadna zewnętrzna działalność, której nie potrafiłby wykonać obłudnik, posuwając się aż do oddania całego swego mienia dla ubogich i spalenia swego ciała (I Kor. 13, 3). Nawrócenie nie jest zwykłym ograniczeniem skażenia poprzez wykształcenie, prawa ludzkie bądź moc udręki. Zbyt łatwo i zbyt często mylnie uważa się postępowanie człowieka wykształconego za oznaki działania łaski. Lecz gdyby to wystarczało, to któż byłby lepszym człowiekiem niż Joasz? Podczas gdy żył jego wuj Jehojada, Joasz był bardzo gorliwy wobec służby Bożej i wzywał do naprawy domu Bożego (II Król. 12, 2.7). Lecz przez cały ten okres nie było to niczym innym, jak tylko dobrym wykształceniem. Po śmierci swego nauczyciela Joasz okazał się wilkiem spuszczonym z łańcucha i wpadł w bałwochwalstwo. Nawrócenie nie polega więc na oświeceniu, przekonaniu, powierzchownej zmianie bądź częściowej poprawie. Odstępca może być człowiekiem oświeconym (Heb. 4, 6) i jak Feliks drżeć z niepokoju wynikającego z przekonania o grzechu (Dz. 24, 25), bądź czynić wiele rzeczy jak Herod (Mar. 6, 20). Czym innym jest przekonanie o grzechu, a czym innym ukrzyżowanie grzechu dzięki łasce nawrócenia. Ponieważ wielu odczuwało wyrzuty sumienia z powodu grzechów, błędnie uważają, że są bezpieczni, myląc przekonanie z nawróceniem. Kain mógłby wtedy wraz z nimi uchodzić za nawróconego, gdyż wędrował po świecie tu i tam jak oszalały, pełen wyrzutów sumienia napiętnowanego winą, dopóki nie uciszył sumienia wznoszeniem budowli i prowadzeniem interesów. Inni myślą, że ponieważ zrezygnowali ze swych dróg i skończyli ze złym towarzystwem, bądź poszczególnymi pożądliwościami, ponieważ ograniczyli się do poziomu uprzejmości i trzeźwości, to są prawdziwie nawróceni. Zapominają jednak, że istnieje ogromna różnica między byciem uświęconym a utemperowanym. Zapominają, że wielu szuka jak wejść do Królestwa Niebieskiego i są tego bliscy, i niewiele brakuje, by stali się chrześcijanami, jednak w końcu odpadają. Kiedy sumienie smaga, wielu się modli, słucha, czyta i powstrzymuje przed popełnianiem ulubionych grzechów. Lecz kiedy tylko ten lew zaśnie, wracają do swych grzechów. Któż był bardziej religijny niż Żydzi pod ręką Bożą? Jak tylko jednak skończyła się udręka, wtedy zapominali o swym Bogu. Być może odrzuciłeś kłopotliwe grzechy i uciekłeś przed widocznym skażeniem tego świata, a mimo to twa cielesna natura nie została przemieniona. Możesz wziąć kawałek ołowiu i ukształtować go na podobieństwo czegoś bardziej atrakcyjnego — rośliny, zwierzęcia, a następnie na kształt i podobieństwo człowieka, lecz przez cały ten czas będzie to tylko kawałek ołowiu. Tak samo człowiek może przejść przez kilka przemian, od niewiedzy do poznania, od bezbożności do uprzejmości, następnie przyjąć pewną formę religijności, lecz przez cały ten czas być w dalszym ciągu cielesnym i nieodrodzonym, gdyż jego natura pozostała w dalszym ciągu niezmieniona. Słuchajcie tego, wszyscy biedni grzesznicy; słuchajcie, jeśli chcecie żyć. Dlaczego mielibyście świadomie oszukiwać sami siebie i budować swe nadzieje na piasku? Wiem, że ten kto zechce wykorzenić wasze fałszywe nadzieje będzie miał do wykonania ciężką pracę. Nie może to być dla was przyjemne, a i dla mnie jest to nieprzyjemna rzecz. Rozpocząłem tę pracę jak chirurg mający odciąć martwą kończynę swego umiłowanego przyjaciela. Musi to jednak z bólem serca zrobić, gdyż jest to konieczne. Zrozumcie mnie umiłowani: ja tylko burzę ruiny, które w innym wypadku runęłyby same i pogrzebały was. Burzę je, aby zbudować solidny, mocny i trwały dom na zawsze. Nadzieja nieprawego zginie (Prz. 11, 7). Grzeszniku, czyż nie byłoby lepiej pozwolić, by Słowo przekonało cię o grzechu, byś teraz porzucił fałszywe i złudne nadzieje, niż żeby dopiero śmierć otworzyła twe oczy i zanim byś się zorientował, znalazłbyś się w ogniu piekielnym? Byłbym fałszywym i niewiernym pasterzem, gdybym ci o tym nie powiedział. Wy, którzy zbudowaliście wasze nadzieje na fundamentach nie lepszych od wyżej wymienionych, jeszcze pozostajecie w swych grzechach. Niech przemówi sumienie. O cóż to błagasz dla siebie? Czy nie jest tak, że nosisz szaty Chrystusowe, nosisz jego imię, jesteś członkiem widzialnego Kościoła, znasz zasady religii, jesteś uprzejmy, wypełniasz obowiązki religijne, postępujesz sprawiedliwie, a jednak sumienie wyrzuca ci grzechy? Mówię ci wobec tego, że twe błagania nigdy nie będą uznane przed Bożym sądem. Wszystkie te rzeczy, chociaż same w sobie dobre, nie dowodzą, że jesteś nawrócony i nie wystarczają do zbawienia. Spójrz na to i podejmij postanowienie szybkiego i całkowitego nawrócenia. Badaj własne serce i nie spocznij, dopóki Bóg nie wykona w tobie dokładnej pracy. Musisz być odrodzony jako nowa osoba, gdyż w innym wypadku będziesz zgubiony. Lecz jeśli osoba taka nie jest jeszcze nawrócona, cóż mogę powiedzieć o bezbożnym? Być może ledwie taki rzuci na tę książkę okiem czy nadstawi swego ucha, by się przysłuchać tej rozprawie. Jeśli jednak cokolwiek z tego jest w zasięgu jego wzroku bądź słuchu, musi dowiedzieć się od Pana, który go uczynił, że daleki jest od Królestwa Niebieskiego. Jeśli człowiek przebywający w towarzystwie mądrych panien może pomimo tego zostać odrzucony, to o ileż bardziej zgubiony będzie ten, kto jest towarzyszem głupców! Czyż nie jest tak, że człowiek może być sprawiedliwy w swym postępowaniu, a mimo to nie zostać usprawiedliwiony przed Bogiem? Cóż wobec tego będzie z tobą, nędzny człowieku, któremu sumienie wyrzuca, że jesteś fałszywy w swym postępowaniu i w swych słowach? Jeśli ludzie mogą być oświeceni i dojść do zewnętrznego wypełniania religijnych obowiązków i dobrych uczynków, a mimo to pójść na zatracenie za poleganie na nich i zadowalanie się tym aspektem nawrócenia, cóż stanie się z wami, biedne rodziny, które żyjecie bez Boga na tym świecie? Cóż stanie się z wami, nędzni grzesznicy, którzy bardzo rzadko myślicie o Bogu, którzy jesteście w takiej niewiedzy, że się nie modlicie, bądź na tyle nierozważni, że się nie chcecie modlić? Pokutujcie i nawróćcie się, zerwijcie z grzechami i zwróćcie się ku sprawiedliwości. Dalejże, do Chrystusa po łaskę przebaczenia i odrodzenia. Oddajcie się Jemu, by kroczyć w Jego świętości, gdyż inaczej nigdy nie ujrzycie Boga. Obyście usłyszeli Boże ostrzeżenie! W Jego imieniu jeszcze raz napominam was. Nawróćcie się po moim nawoływaniu. Porzućcie głupich i żyjcie. Bądźcie trzeźwi, sprawiedliwi i pobożni. “Obmyjcie ręce grzesznicy, oczyśćcie swe serca, ludzie o rozdwojonej duszy. Przestańcie czynić zło, uczcie się dobrze czynić” (Prz.1, 23; 9, 6; Tyt. 2, 12; Jak. 4, 8; Iz. 1, 16—17). Jeśli jednak będziecie trwać w złym, umrzecie. ROZDZIAŁ II ISTOTA NAWRÓCENIA Nie ośmielę się jednak zostawić was z oczami na wpół otwartymi jak u tego, który “widział ludzi chodzących jak drzewa”. Słowo jest użyteczne zarówno dla nauczania jak i karcenia. Dlatego też, przeprowadziwszy was tak daleko przez skały i mielizny tak wielu niebezpiecznych błędów, zaprowadzę was do przystani prawdy. Nawrócenie polega na całkowitej przemianie zarówno serca jak i życia. Opiszę pokrótce istotę jak i przyczyny nawrócenia. Autorem nawrócenia jest Duch Boży, dlatego też jest ono nazwane “uświęceniem w Duchu” (II Tes. 2, 13) oraz “odnowieniem z Ducha Świętego” (Tyt. 3, 5). Nie wyklucza to innych osób Trójcy, gdyż apostoł uczy nas, byśmy błogosławili Ojca Pana naszego Jezusa Chrystusa, który “zrodził nas ku nadziei żywej” (I Piotra 1, 3). O Chrystusie jest powiedziane, że “daje Izraelowi upamiętania się” (Dz. 5,31). Jest On także nazwany Odwiecznym Ojcem (Iz. 9,6), myśmy zaś jego “nasieniem” oraz “dziećmi, które dał Mu Bóg” (Heb. 2,13). Praca ta jednak jest zasadniczo przypisywana Duchowi Świętemu, dlatego też mówi się o nas jako o zrodzonych z Ducha (Jan. 3, 5—6). Jak z tego widać, nawrócenie jest dziełem nie leżącym w mocy człowieka. Jesteśmy “zrodzeni nie z krwi, ani z woli ciała, ani z woli człowieka, lecz z Boga” (Jan 1,13). Nigdy nie myśl, że możesz sam się nawrócić. Jeśli chcesz być nawrócony ku zbawieniu, musisz pozbyć się jakiejkolwiek nadziei zrobienia tego swą własną mocą. Jest to powstanie z martwych (Ef. 2,1), nowe stworzenie (Gal. 6,5 oraz Efez. 2,10), dzieło absolutnej wszechmocy (Ef. 1,19). Czyż te rzeczy nie leżą poza zasięgiem mocy ludzkiej? Jeśli nie masz nic więcej niż to, co miałeś dzięki pierwszym narodzinom: miłe i spokojne usposobienie, czyste prowadzenie się, to nie jesteś prawdziwie nawrócony, gdyż jest to dzieło nadnaturalne. Skuteczna przyczyna nawrócenia składa się z czynnika zarówno wewnętrznego jak i zewnętrznego. Przyczyną wewnętrzną jest wyłącznie darmowa łaska. “Zbawił nas nie dla uczynków sprawiedliwości, które spełniliśmy, lecz dla miłosierdzia swego” i “przez odnowienie przez Ducha Świętego” (Tyt. 3,5). “Zrodził nas z własnej woli” (Jak. 1,18). Jesteśmy wybrani i powołani do uświęcenia, a nie dzięki uświęceniu (Efez. 1,4). Bóg nie znajduje niczego w człowieku, co skłaniałoby Go do niego, lecz znajduje wystarczająco wiele, by od niego się odwrócić. Znajduje w człowieku wystarczająco wiele, by się odwrócić z obrzydzeniem, lecz nie znajduje niczego, co wzbudzałoby w Nim miłość. Spójrz na siebie chrześcijaninie. Przypomnij sobie swą niegdyś świńską naturę, duchową nieczystość twego ciała, twe niegdyś ukochane błoto (II Piotra 2,22). Zobacz swój moralny muł i skażenie. Czyż nie brzydzą się tobą twe własne szaty? (Job 9,31). Jak wobec tego mają cię kochać świętość i czystość? Zdumiejcie się tym niebiosa, porusz się tym ziemio! Któż nie musi wołać: “Łaski, łaski!” (Zach. 4,7). Posłuchajcie i zarumieńcie się, dzieci Najwyższego. Ludzie niewdzięczni, już więcej nie mówicie ani nie myślicie o darmowej łasce. Nie jest ona już adorowana ani wychwalana przez takich jak wy! Można by pomyśleć, że nie powinniście nic innego robić, jak tylko wielbić i podziwiać Boga, gdziekolwiek jesteście. Jak możecie zapomnieć o takiej łasce, bądź mówić o niej tak lekko i formalnie? Cóż innego jeśli nie niezasłużona łaska skłoniło Boga do umiłowania was? Czy mógł was umiłować z powodu waszej wrogości wobec Niego i strasznego zdeprawowania waszej istoty? Z jaką pełnią uczucia wznosi Piotr swe ręce, mówiąc: “Błogosławiony niech będzie Bóg i Ojciec Pana naszego, Jezusa, który z obfitego miłosierdzia swego zrodził nas na nowo”. Z jakim uczuciem Paweł wywyższa darmową łaskę Bożą, mówiąc: “Bóg, który jest bogaty w miłosierdzie, dla swej wielkiej miłości, którą nas umiłował, ożywił nas razem z Chrystusem. Łaską zbawieni jesteście” (Efez. 3,4—5). Zewnętrzną przyczyną jest zasługa i wstawiennictwo błogosławionego Jezusa. On uzyskał dary dla zbuntowanych (Ps. 68, 18), i to właśnie przez Jezusa Bóg sprawuje w nas to, co miłe jest w oczach Jego (Heb. 13, 21). Przez Niego są na nas zlewane wszystkie duchowe błogosławieństwa niebios (Efez. 1, 3). On wstawia się za wybranymi, którzy jeszcze nie uwierzyli (Jan 17, 20). Każdy nawrócony jest owocem Jego męki. Żadne niemowlę nie przyszło na świat z takim bólem, jaki Chrystus wycierpiał za nas. Wszystkie bóle, jakie wycierpiał na krzyżu, były naszymi bólami porodowymi. On jest dla nas uświęceniem (I Kor. 1, 30). Poświęcił się, to znaczy odłączył się, aby się stać ofiarą, dzięki której mogliśmy zostać uświęceni (Jan 17, 19). Przez ofiarowanie ciała Jezusa Chrystusa jesteśmy uświęceni raz na zawsze (Heb. 10, 10). Nic innego wobec tego jak tylko zasługa i wstawiennictwo Jezusa Chrystusa sprawia, że Bóg zlewa na nas łaskę nawrócenia. Jeśli jesteś nowym stworzeniem, wiesz, komu to zawdzięczasz — modlitwom i bólom porodowym Chrystusa. Wierzący podąża do Jezusa Chrystusa bardziej naturalnie niż źrebak biegający za klaczą, bardziej niż osesek zdążający do piersi matki. Gdzie indziej miałbyś pójść? Jeśli ktokolwiek z tego świata może dokonać dla twego serca tego, co Chrystus zrobił dla ciebie, to niech tego dokona. Czy szatan rości sobie prawo do ciebie? Czy świat zabiega o ciebie? Czy grzech oskarża twe serce? Czyż te rzeczy nie zostały ukrzyżowane dla ciebie? Chrześcijaninie! Miłuj swego Pana i służ Mu, dopóki żyjesz! Narzędzie nawrócenia jest osobowe i realne. Po pierwsze: narzędziem są słudzy Chrystusa. “W Chrystusie Jezusie zrodziłem was przez ewangelię” (I Kor. 4, 15). Sługami Chrystusa są ci, którzy zostali posłani do otwierania ludziom oczu i nawracania ich do Boga (Dz. 26, 18). O niewdzięczny świecie! Jak mało wiesz co robisz, gdy prześladujesz posłańców Pana. To im powierzył Chrystus pracę nad waszym zbawieniem. A wyście ich ganili i bluźnili im (Iz. 37, 23). Oni są sługami Najwyższego, którzy pokazują wam drogę zbawienia (Dz. 16, 17). Czy tak im odpłacacie nierozumni (V Moj. 32, 6) ? Synowie niewdzięczności, z kogo się naigrywacie? Przecież oni są narzędziami wykorzystywanymi przez Boga do nawracania i zbawiania grzeszników, a wy drwicie ze swych lekarzy i wyrzucacie swych pilotów za burtę! “Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą co czynią!”. Po drugie — realnym narzędziem jest Słowo. Zostaliśmy zrodzeni przez Słowo prawdy. To właśnie ono oświeca oko, nawraca duszę (Ps. 19, 8—9), czyni mądrym ku zbawieniu (II Tym. 3, 15). To ono jest tym nieskazitelnym nasieniem, przez które zostaliśmy zrodzeni (I Piotra 1, 23). Jeśli jesteśmy obmyci, to przez Słowo (Efez. 5, 26). Jeśli jesteśmy uświęceni, to przez prawdę (Jan 17, 17). Ono daje wiarę i ono odradza nas (Rzym. 10, 17; Jak. 1, 18). Święci Boży! Jakże powinniście kochać Słowo, gdyż przez nie zostaliście nawróceni. Wy, którzyście poczuli jego odnawiającą moc, korzystajcie z tego dopóki żyjecie. Bądźcie zawsze wdzięczni. Przywiążcie je sobie do szyi, wypiszcie je na swych rękach, chowajcie je na swych piersiach. Kiedy idziecie, pozwólcie by ono was prowadziło, kiedy śpicie niech ono was strzeże, a kiedy się budzicie, niech ono do was przemawia (Prz. 6, 21—22). Powiedzcie wraz z psalmistą: “Nigdy nie zapomnę przykazań Twoich, gdyż przez nie zachowujesz mnie przy życiu” (Ps. 119, 93). Wy, którzy nie jesteście nawróceni, pilnie czytajcie Słowo, chodźcie tam, gdzie jest ono zwiastowane z mocą. Módlcie się o przyjście Ducha w Słowie. Wstań z kolan i pójdź wysłuchać kazania, wróć z kazania i uklęknij. Jeśli kazanie nie odnosi skutku, to jest tak dlatego, że nie jest ono podlewane modlitwą i łzami, ani nie jest rozważane. Ostatecznym celem nawrócenia jest zbawienie człowieka oraz chwała Boża. Zostaliśmy wybrani “przez uświęcenie ku zbawieniu” (II Tes. 2, 13), powołani, abyśmy mogli być uwielbieni (Rzym. 8, 30), lecz szczególnie po to, aby Bóg mógł zostać uwielbiony (Iz. 60, 21), abyśmy rozgłaszali jego chwałę (I Piotra 2, 9) i przynosili owoc w dobrych uczynkach (Kol. 1, 10). Chrześcijaninie, nie zapominaj o celu swego powołania. Niech światło twe świeci, niech twa lampa płonie, niech owoce twe pojawią się we właściwym czasie i niech ich będzie wiele (Ps. 1, 3). Niech wszystkie twe zamysły będą zgodne z Bożymi, aby On mógł być wywyższony w tobie (Fil. 1, 20). Nawróceniu podlega wybrany grzesznik w całości, ze wszystkimi członkami, zdolnościami, oraz z całym umysłem. Bóg powołuje tylko tych, których wcześniej wybrał (Rzym. 8, 30). Nikt nie zostaje pociągnięty do Chrystusa poprzez swe własne powołanie, ani nikt nie przychodzi do niego poprzez uwierzenie. Do niego przychodzą tylko jego owieczki, które dał Mu Jego Ojciec (Jan 6, 37.48). Skuteczne powołanie jest równoznaczne z wiecznym wybraniem (II Piotra 1, 10). Jeśli zaczynasz od zastanawiania się nad swym wybraniem to znaczy, że rozpoczynasz od niewłaściwego miejsca. Dowiedź swego nawrócenia, a wtedy nigdy nie wątp w swe wybranie. Jeśli nie możesz tego jeszcze udowodnić, postanów sobie, aby nawrócić się dogłębnie teraz. Bez względu na to, jaki jest Boży ukryty cel, jestem pewien, że Jego obietnice są wyraźne. Jakże desperacko spierają się buntownicy, mówiąc: “Jeśli jestem wybrany, to będę zbawiony, bez względu na to co robię. Jeśli zaś, nie, to nie będę zbawiony, bez względu na to co robię”. Przewrotny grzeszniku! Czy chcesz zacząć od miejsca, które powinno być twym końcowym etapem? Czyż nie masz przed sobą Słowa? Cóż ono mówi? “Pokutujcie i nawróćcie się, aby wasze grzechy zostały zgładzone” (Dz. 16, 31). “Jeśli umartwiasz uczynki ciała, żyć będziesz” (Rzym. 8, 13). “Uwierz a będziesz zbawiony” (Dz. 3, 19). Czyż nie jest to bardzo jasne wezwanie? Nie stój, wciąż rozważając o swym wybraniu, lecz nakieruj serce ku pokucie i wierze. Wołaj do Boga o łaskę nawrócenia. Rzeczy jawne należą do ciebie, dlatego właśnie nimi się zajmij. Ktoś kiedyś powiedział, że ci, którzy nie karmią się Słowem Bożym, udławią się kośćmi. Bez względu na to, jakie cele ma Bóg, jestem pewien, że Jego obietnice są prawdziwe. Bez względu na to, jakie są dekrety niebios, jestem pewien, że jeśli będę pokutował i uwierzę, będę zbawiony, i że jeśli nie będę pokutował, będę potępiony. Czyż nie jest to pewna podstawa dla ciebie? Czy dalej będziesz płynął w kierunku skał? Co więcej, przemiana w nawróceniu obejmuje całego człowieka. Osoba cielesna może mieć pewne resztki dobrej moralności, lecz nie jest ona nigdy dobra w całej swej istocie. Nawrócenie nie jest naprawą starego budynku, lecz jest jego zburzeniem i postawieniem całkowicie nowej budowli. Nie jest to przyszycie łatki świętości. Nie — u prawdziwie wierzącego świętość zostaje wpleciona w całą istotę, zasady postępowania i uczynki. Szczery chrześcijanin jest całkowicie nową tkaniną, od dołu do góry. Jest on nowym człowiekiem, nowym stworzeniem; wszystko stało się nowe (II Kor. 5, 17). Nawrócenie jest dziełem dogłębnym, sięga serca. Stwarza nowego człowieka do nowego świata. Obejmuje całego człowieka, cały umysł, członki oraz motywy postępowania w całym życiu. Nawrócenie obejmuje umysł Nawrócenie zmienia równowagę osądu, tak że Bóg i jego chwała przeważa ponad wszelkimi cielesnymi i ziemskimi zainteresowaniami. Otwiera ono oczy umysłu, sprawia, że spadają łuski wrodzonej ignorancji i zwraca człowieka od ciemności ku światłości. Ten, kto wcześniej nie widział żadnego zagrożenia wynikającego ze swego stanu, uważa teraz siebie za zgubionego na wieki (Dz. 2,37), o ile nie zostanie odrodzony przez moc łaski. Ten, który niedawno sądził, że grzesząc ponosi niewielką szkodę, teraz stwierdza, że grzech jest największym złem. Widzi teraz bezsens, niesprawiedliwość, deprawację i ohydę grzechu tak, że jest nim przerażony –– czuje obrzydzenie do grzechu, boi się go, ucieka od niego a nawet brzydzi się sobą z powodu grzechu (Rzym. 7, 15; Job 42, 6; Ezech. 36, 31). Ten który dawniej widział niewiele grzechów w sobie i który nie znajdywał nic, z czego miałby się spowiadać, teraz widzi zepsucie własnego serca, dogłębne i okropne skażenie całej swej natury. Woła: “Nieczysty! Nieczysty! Panie oczyść mnie hyzopem, obmyj mnie dokładnie i stwórz we mnie serce czyste”. Widzi siebie jako całkowicie skażonego, zgniłe zarówno gałęzie jak i korzeń (Ps. 14, 3; Mat. 7, 17—18). Określając całe swe jestestwo, wszystkie swe umiejętności i działania, mówi: “Nieczysty”. Odkrywa brud, którego wcześniej nie był świadomy i widzi bluźnierstwo, kradzieże, morderstwo i cudzołóstwo które są w jego sercu, a o których w ogóle wcześniej nie wiedział. Do tej pory nie widział żadnego dostojeństwa ani urody w Chrystusie, żadnej piękności dla której miałby Go zapragnąć. Lecz teraz znajduje Ukryty Skarb i sprzeda wszystko, aby kupić to pole. Chrystus jest Perłą, której szuka. Teraz zgodnie z nowym światłem, człowiek taki posiada całkowicie inny umysł i hierarchię wartości niż poprzednio. Teraz Bóg jest wszystkim dla niego, poza Bogiem nie ma nikogo innego ani na ziemi ani w niebie, naprawdę woli Boga od całego świata. Jego łaska jest dla niego życiem, a światło Jego Oblicza jest czymś lepszym, niż dobra które poprzednio tak bardzo chciał posiadać i na zdobywanie których nakierował swe serce, mianowicie: ziarno, wino i oliwa (Ps. 4, 6—7). Obłudnik może zgodzić się z ogólnym stwierdzeniem, że Bóg jest rzeczywiście najwyższym dobrem. Co mądrzejsi poganie w końcu do tego doszli. Lecz żaden obłudnik nie posunie się tak daleko, by widzieć Boga jako najbardziej upragnione i najwłaściwsze dobro dla niego. To jest głos osoby nawróconej. Moja dusza mówi: “Pan jest moim działem. Kogóż mam w niebie jeśli nie Ciebie? A na ziemi nie mam w nikim innym upodobania, jak tylko w Tobie. Bóg jest mocą mego serca i moim działem na wieki” (Lam. 3, 24 oraz Ps. 73, 25—26). Nawrócenie zmienia nastawienie woli Zamiary woli zostają zmienione. Teraz osoba nawrócona ma inne cele i zamiary. Teraz osoba taka pragnie ponad wszystko Boga, i nie chce niczego innego na tym świecie jak tylko tego, by Chrystus mógł być uwielbiony w niej. Uważa to za większe szczęście niż wszystkie zbiory, które może przynieść ta ziemia, że może być użyteczną dla Chrystusa i przynieść Jemu chwałę. Celem do którego zmierza, jest aby imię Jezusa było uznane za wielkie na całym świecie. Czytelniku! Czy czytasz tę książkę bez postawienia sobie pytania, czy tak samo jest z tobą? Zatrzymaj się na chwilę i zbadaj swe serce. Osoba nawrócona jest osobą, której upodobania zostały zmienione. Osoba taka widzi Boga jako swoje szczęście, a Chrystusa i uświęcenie jako środki, które prowadzą do Boga. Wybiera Jezusa jako Pana. Nie jest tylko przymuszona sztormami życia aby pójść do Chrystusa, ani nie przychodzi doń ze zwykłej konieczności — przychodzi do Chrystusa wolna. Osoba taka nie dokonuje wyboru ze strachu, jak gdyby pod przymusem sumienia, bądź jak umierający grzesznik, który zrobiłby — zdawałoby się — wszystko dla Chrystusa, lecz on tylko wybiera Chrystusa zamiast piekła. Świadomie postanawia, że najlepszym wyborem jest Chrystus i dusza taka wolałaby Chrystusa zamiast wszystkich dóbr tego świata, którymi mogłaby się radować (Fil. 1, 23). Dusza taka obiera świętość za swą drogę, nie poddaje się jej z powodu zwykłej konieczności, lecz dlatego, że ją lubi i kocha. “Wybrałem ścieżkę twoich przykazań” (Ps. 119, 173). Przyjmuje Boże świadectwa nie jako niewolę, lecz jako dziedzictwo — dziedzictwo wieczne. Nie uważa ich za brzemię, lecz za rozkosz, nie za krępujące sznury lecz za przyjaciół (I Jana 5, 3; Ps. 119, 14.16.47). Nie tylko nosi, lecz zakłada na siebie jarzmo Chrystusowe. Nie reaguje na świętość jak żołądek na bardzo nieprzyjemne lekarstwo, które w końcu zażywa by nie umrzeć, lecz spożywa świętość tak jak głodny człowiek swój najlepszy pokarm. Żadne godziny nie upływają takiemu człowiekowi przyjemniej, niż godziny w których ćwiczy się w świętości. Jest to jego źródło siły i żywioł w którym się porusza, pragnienie oczu i radość serca. Zbadaj swoje sumienie, czy tak jest z tobą. Jesteś szczęśliwy, jeśli tak jest! Bacz jednak, abyś przeprowadził to badanie dokładnie i bezstronnie! Nawrócenie zmienia kierunek uczuć Wszystkie uczucia osoby nawróconej płyną nowym kanałem. Jordan się cofnął i wody płyną w górę, wbrew swemu naturalnemu kierunkowi. Nadzieją jest Chrystus. On jest nagrodą takiej osoby. Na Nim skupia się jej oko i serce. Osoba taka gotowa jest wyrzucić wszystko za burtę, aby zachować ten klejnot, tak ja kupiec w czasie sztormu wyrzuca ładunek ze statku, aby uratować się przed zatonięciem. Głównym pragnieniem osoby nawróconej nie jest złoto, ale łaska. Pragnie jej, szuka jej tak jak srebra, kopie jakby w poszukiwaniu ukrytego skarbu. Osoba nawrócona woli być napełniona łaską niż być kimś wielkim na tym świecie. Woli być raczej świętą niż najbardziej uczoną, najsławniejszą czy najbogatszą osobą na ziemi. Jako człowiek cielesny, mawiał sobie: Gdybym tylko miał poważanie, opływał w bogactwa, wiódł życie pełne przyjemności, gdyby wszystkie moje długi były spłacone, a ja i moi domownicy mieli za co żyć dostatnio, to byłbym szczęśliwym człowiekiem. Lecz teraz serce śpiewa inną melodię. Nawrócony mówi: Gdyby tylko moja nieprawość została ograniczona, gdybym tylko miał w jakiejś mierze łaskę i społeczność z Bogiem, to chociaż byłbym biedny, jednak nic by mnie to nie obchodziło, bo uważałbym siebie za człowieka błogosławionego. Czytelniku — czy takim językiem przemawia twa dusza? Źródła radości osoby nawróconej są całkowicie inne. Człowiek taki raduje się Bożymi świadectwami jak największymi bogactwami. Raduje się prawem Pana, w którym niegdyś miała niewielkie upodobanie. Największą radością są teraz myśli o Chrystusie, radość z jego towarzystwa, dobro Jego ludu. Inne są teraz troski osoby nawróconej. Niegdyś człowiek taki koncentrował się tylko na tym świecie i duszy jego wystarczały odrobiny czasu wolnego. Teraz woła z głębi ducha: “Co mam robić aby być zbawionym?” (Dz. 16, 30). Jego wielką troską jest to, w jaki sposób zabezpieczyć swą duszę. Jakżeby błogosławił cię, gdybyś mógł go wyprowadzić z wątpliwości w tej sprawie! Obawia się nie tyle cierpienia co popełnienia grzechu. Niegdyś bał się wyłącznie utraty swego mienia bądź reputacji. Najgorszą rzeczą wydawał się mu ból, ubóstwo bądź niełaska. Teraz o wiele mniej się obawia o te rzeczy, gdyż jego największą obawą jest by nie popaść w niełaskę u Boga. Jakże ostrożnie kroczy, aby czasem nie nadepnąć na węża. Patrzy przed siebie, do tyłu, dokładnie przygląda się swemu sercu, a często zwraca swój wzrok na swe barki, aby czasem nie został przygnieciony grzechem. Sama myśl o utracie Bożej łaski zabiłaby jego serce; tylko przed tym się wzdraga. Myśl o rozstaniu się z Chrystusem sprawia największy ból. Jego miłość płynie w innym kierunku. “To jest mój umiłowany” mówi Oblubienica (P. n. P. 5, 16). Jakże często Augustyn wylewa swą miłość do Chrystusa! Nie mógł znaleźć wystarczająco słodkich słów: “Pozwól Panie, by oczy moje ujrzały Ciebie, Światłości moich oczu. Przyjdź radości mego ducha, Obym Cię ujrzał, Szczęście mego serca. Pozwól bym Cię ukochał, Życie mej duszy. Objaw się mi, moje wielkie upodobanie, moja słodka pociecho, mój Boże, moje życie, cała chwało mej duszy. Pozwól bym Cię odnalazł, Pragnienie mego serca. Pozwól bym się Ciebie uchwycił, Miłości mej duszy. Pozwól bym Cię objął, Niebiański Oblubieńcze. Pozwól, abym Ciebie mógł mieć” (Augustyn Wyznania). Smutki nawróconego mają teraz nowe ujście (II Kor. 7, 9—10). Widok swych grzechów, widok Chrystusa ukrzyżowanego, które to ledwie mogły go przedtem poruszyć, teraz tak bardzo wpływają na jego serce. Jego nienawiść i gniew płoną przeciwko grzechowi. Nie ma cierpliwości, nazywa się głupcem, nierozumnym zwierzęciem i nie znajduje dobrego określenia, które by doń pasowało kiedy zostaje wzburzony gniewem przeciwko grzechowi (Ps. 73, 22; Prz. 30, 2). Niegdyś mógł z przyjemnością walać się w grzechu, teraz sama myśl o powrocie do tego stanu wprawia go w obrzydzenie, gdyż byłoby to dla niego tym samym, co lizanie najohydniejszych wymiocin. Sprawdź więc swe własne serce i zwróć uwagę na aktualny nurt twych uczuć, czy płyną w stronę Boga w Chrystusie ponad wszystkie inne troski. Obłudnicy mogą odczuwać nagłe przypływy mocnych uczuć, szczególnie jeśli się charakteryzują odpowiednio żywym temperamentem. Z kolei święci mogą nie odczuwać świadomych przypływów uczuć jeśli ich temperament jest chłodny, powolny. Celem badania jest stwierdzenie, czy osąd i wola są trwale nakierowane na Boga ponad wszystkie inne dobra, rzeczywiste i abstrakcyjne. Jeśli tak jest i jeśli uczucia szczerze płyną za wyborem i postępowaniem, to nawet jeśli nie objawiają się one w taki sposób, w jaki by się pragnęło, to bez wątpienia dokonana została zbawienna przemiana. Nawrócenie zmienia członki ciała Były one przedtem narzędziem grzechu, lecz teraz stały się świętymi naczyniami żywej świątyni Chrystusa. Ten który dawniej bezcześcił swe ciało, teraz zachowuje swe naczynie w czci i uświęceniu, umiarze, czystości i trzeźwości oddając je Panu. Oko które niegdyś błądziło, oko cudzołożne, wyniosłe i pożądliwe, teraz płacze, jak oczy Marii, nad swymi grzechami widząc Boga w Jego dziełach, czytając Jego Słowo bądź szukając miłosierdzia i okazji do pracy dla Niego. Ucho które niegdyś było otwarte na zawołania szatana i w niczym innym nie miało takiego upodobania jak w nieczystej bądź przynajmniej czczej gadaninie i śmiechu głupców, teraz jest przy drzwiach domu Chrystusa i otwarte dla Jego uczniów. Mówi ono teraz: “Mów Panie, bo sługa Twój słucha” (I Sam. 3, 9). Czeka na Jego słowa jak na deszcz i ma w nich większe upodobanie niż w jedzeniu (Job. 23, 12), są one słodsze niż miód i plaster miodu (Ps. 19, 10). Umysł który był wypełniony świeckimi pomysłami, jest teraz wypełniony innymi sprawami i nastawiony na studiowanie woli Bożej. Człowiek nawrócony wykorzystuje swój umysł nie tyle w celu osiągnięcia zysku, co w celu wypełniania swych obowiązków. Myśli i troski jakie wypełniają umysł to głównie te: w jaki sposób uciec od grzechu, oraz jak bardziej przypodobać się Bogu. Jego serce, które było niegdyś chlewem nieczystych pożądliwości, stało się teraz ołtarzem kadzidlanym, gdzie ogień Bożej miłości nieustannie płonie i z którego nieustannie wznoszą się codzienne ofiary modlitwy i uwielbienia, oraz słodka woń świętych pragnień, wołań i modlitw. Usta stały się studnią życia, język wybornym srebrem, a wargi jego karmią wielu. Teraz sól łaski przyprawia jego mowę i przeżarła skażenie (Kol. 4, 6), oczyściła człowieka od jego nieczystego postępowania, schlebiania, wyszydzania, kłamstw, przeklinania, obmawiania, które niegdyś wypływały z ust niczym płomienie wychodzące z piekła będącego w jego sercu (Jak. 3, 6). Z gardła, które niegdyś było grobem otwartym (Rzym. 3, 13), wydobywa się teraz słodki oddech modlitwy i świętych rozpraw. Nawrócony mówi teraz innym językiem, i nic innego nie sprawia mu takiej radości jak rozmowa o Bogu i Chrystusie oraz o rzeczach należących do przyszłego świata. Usta jego wypowiadają mądrość, jego język stał się srebrną trąbą uwielbienia Stwórcy i Jego chwały oraz najlepszym organem jaki ma. W tych rzeczach obłudnikowi wiele brakuje. Może on mówić jak anioł, lecz ma pożądliwe oko bądź niesprawiedliwy zysk jest w jego rękach. Jego ręka może być czysta, lecz jego serce jest pełne zepsucia (Mat. 23, 27), pełne trosk które nie zostały umartwione, jest piecem pożądliwości, warsztatem pychy, siedzibą złości. Może mieć, jak posąg Nebukadnesara, złotą głowę i ogromną wiedzę, lecz stopy jego są z gliny. Obłudnik ma światowe pragnienia, myśli o rzeczach ziemskich a jego postępowanie i jego droga są zmysłowe i cielesne. W nim praca nie została zakończona. Nawrócenie zmienia życie i zwyczaje Nowy człowiek obiera nowy kurs (Ef. 2, 2—3). Mówi o rzeczach niebieskich (Fil. 3, 20). Jak tylko Chrystus powołuje go poprzez skuteczną łaskę, nowonawrócony staje się jego naśladowcą. Kiedy Bóg daje nowe serce i wypisuje swe prawa w jego umyśle, od tego momentu kroczy on według Jego ustaw i zachowuje Jego sądy. Chociaż grzech mieszka w nim jako naprawdę uciążliwy i niemiły gość, nie ma on jednak już dłużej władzy nad nim. Teraz człowiek przynosi owoce ku uświęceniu. Chociaż ma niejedną skazę, jednak wzorem na który patrzy jest prawo i życie Jezusa. Wyraża szczery szacunek dla wszystkich Bożych przykazań. Sumienie wyrzuca mu nawet małe grzechy i małe zaniedbania obowiązków. Jego słabości, od których nie może się uwolnić chociaż chce, są ciężarem dla duszy i są dla niej jak ciało obce w oku, sprawiając wiele dolegliwości nawet pomimo niewielkiego rozmiaru. Czytelniku! Czy możesz to czytać bez zatrzymania się i sprawdzenia samego siebie? Szczerze nawrócony nie jest człowiekiem, który jest inny w kościele a inny w domu. Nie jest świętym na kolanach a oszustem w pracy. Nie będzie dawał dziesięciny z mięty i kminku zaniechując miłosierdzia i osądu w ważniejszych sprawach zakonu. Nie udaje pobożności i nie odrzuca moralności. Odwraca się od wszystkich swych grzechów i przestrzega wszystkich ustaw Bożych, nawet jeśli nie w sposób doskonały to poprzez szczere pragnienia i usiłowania, nie pozwalając sobie na przestąpienie którejkolwiek z nich. Teraz ma upodobanie w Słowie i nastawia się na modlitwę, otwiera swą rękę i czerpie z wnętrza swej duszy dla głodnych. Zrywa ze swymi grzechami poprzez czynienie sprawiedliwości i ze swą nieprawością poprzez okazywanie miłosierdzia ubogim (Dan. 4, 27). Ma dobre sumienie chcąc postępować we wszystkim uczciwie (Heb. 13, 18) i zachować się czystym wobec Boga i ludzi. W tym miejscu można znów znaleźć skazę wielu, którzy uważają się za dobrych chrześcijan. Są oni stronniczy w zakonie (Gal. 2, 9), biorą na siebie tanie i łatwe obowiązki religijne, lecz nie przeprowadzają dokładnie tej pracy. Są oni jak ciasto na wpół upieczone i na wpół surowe. Można stwierdzić, że są uważni w słowach, rzetelni w interesach, lecz nie ćwiczą się w pobożności, a badanie siebie i panowanie nad własnym sercem jest im obce. Można ich regularnie zobaczyć w kościele, lecz jeśli pójdziesz za nimi do ich rodzin, zobaczysz tam niewiele poza myślami tego świata. Jeśli mają obowiązki rodzinne — idź za nimi do ich komór, a stwierdzisz, że niewiele się troszczą o swe dusze. Chociaż mogą się wydawać osobami religijnymi, nie powściągają swych języków i cała ich pobożność jest bezużyteczna. Chociaż udają się do swych komór modlitewnych i przychodzą na modlitwy rodzinne, to jeśli pójdziemy za nimi do ich sklepów i warsztatów, stwierdzimy, że mają w zwyczaju kłamać bądź oszukiwać w inny, popularny sposób. Obłudnik nie jest w pełni posłuszny. Nawrócenie to odwrócenie się od grzechu, szatana, świata i naszej własnej sprawiedliwości Odwracamy się od grzechu. Kiedy człowiek doświadcza nawrócenia, staje się wiecznym wrogiem grzechu. Tak — staje się wrogiem wszelkiego grzechu i największym wrogiem własnych grzechów, szczególnie tych, które popełniał. Teraz powodem jego zmartwienia jest grzech. Własny grzech szczególnie potęguje jego smutek. Jest to grzech, który przeszywa go i rani, odczuwa go jak cierń w boku, jak oścień w oku. Jęczy i zmaga się z nim nie tylko formalnie, lecz z pełnym uczuciem krzyczy: “Nędzny ja człowiek!” (Rzym. 7, 24). Brzemieniem które go najbardziej niecierpliwi jest grzech. Gdyby Bóg dał mu wybór, wybrałby wszelkie inne udręki w zamian za pozbycie się grzechu. Odczuwa grzech jako kaleczący stopy żwir znajdujący się w butach, powodujący ból w trakcie chodzenia. Przed nawróceniem człowiek taki niewiele myślał o grzechu. Pielęgnował go w sobie, grzech dorastał razem z nim, jak gdyby jadł z nim posiłki i pił z jego kielicha, spał na jego łonie i był jego ulubieńcem. Lecz kiedy Bóg otwiera oczy poprzez nawrócenie, człowiek odrzuca grzech z obrzydzeniem, jak gdyby była to obrzydliwa ropucha, którą w ciemności przytulał, myśląc że jest ona pięknym, niewinnym ptaszkiem. Kiedy jednak człowiek jest zmieniony ku zbawieniu, jest wtedy głęboko przekonany nie tylko o niebezpieczeństwie, ale i o nieczystości grzechu! Jakże wtedy gorliwie prosi Boga o oczyszczenie! Brzydzi się sobą samym z powodu swych grzechów. Biegnie do Chrystusa i rzuca się wprost do źródła otwartego ku oczyszczeniu z grzechu i nieczystości. Jeśli tam wskoczy, to jakże wielkie zamieszanie ma miejsce aby wszystko oczyścić! Nie odpoczywa dopóki nie ucieknie do Słowa, nie obmyje i wypłucze się w nieskończonym źródle, pracując gorliwie aby oczyścić się z wszelkiej zmazy zarówno na ciele jak i na duchu. Osoba dogłębnie nawrócona z całego serca angażuje się przeciwko grzechowi. Zmaga się z nim, toczy przeciwko niemu wojnę. Zbyt często grzech stoi na przeszkodzie, lecz wierzący nigdy nie zrezygnuje z walki ani nie odłoży broni dopóki żyje. Nie zawrze z grzechem pokoju, nie odda ani kawałka. Może przebaczyć swym innym przeciwnikom, może odczuwać żal za nich i modlić się o nich, lecz w walce ze swymi grzechami jest nieubłagany, nastawiony na ich pełne pokonanie. Poluje na cenne życie swych grzechów, a jego oko nie zna miłosierdzia, jego ręka nie będzie ich oszczędzać. Nawet jeśli niektóre grzechy mogą okazać się korzystne, być jej ulubieńcami bądź zapewniać szacunek wśród ludzi tego świata, woli jednak wyrzucić te zyski do rynsztoka, wybrać raczej utratę zaufania i zobaczyć jak w jej ręce więdnie kwiat przyjemności niż pozwolić sobie na popełnienie jakiegokolwiek świadomego grzechu. Nie będzie popuszczać w niczym ani nie będzie okazywać tolerancji. Za każdym razem kiedy spotyka grzech, wyciąga miecz i marszczy brwi w grymasie mówiąc do gościa: “Czyżbym cię znów spotkał mój wrogu?”. Czytelniku! Czy sumienie twe pracuje podczas czytania tych zdań? Czy rozważałeś te rzeczy w swym sercu? Czy badałeś tę książkę, aby sprawdzić czy rzeczy się tak mają? Jeśli nie, przeczytaj ją na nowo i pozwól, aby twe sumienie przemówiło czy tak jest, czy też nie. Czy ukrzyżowałeś swe ciało z jego pragnieniami i pożądliwościami i nie tylko wyznałeś ale i porzuciłeś swoje grzechy? Czy w swych najgłębszych pragnieniach wyrzekasz się wszystkich grzechów i wszelkiego świadomie grzesznego postępowania w swym życiu? Jeśli nie, to nie jesteś jeszcze nawrócony. Czy sumienie nie wyrzuca ci w twarz w trakcie czytania, że kłamiesz dla swej własnej korzyści? Czyż nie oszukujesz w swej pracy? Czy nie żyjesz w jakiejś ukrytej rozwiązłości? Jeśli tak, to nie oszukuj samego siebie. Jesteś “pogrążony w gorzkiej żółci i w więzach nieprawości” (Dz. 8, 23). Czy twój niepohamowany język, twoje uleganie apetytom, twoje nieprawe towarzystwo, zaniechanie modlitwy, czytania i słuchania Słowa, świadczą teraz przeciwko tobie, mówiąc: “Jesteśmy Twymi uczynkami i będziemy iść za tobą”? A jeśli tym nie uderzyłem we właściwe miejsce, to czy twe sumienie nie mówi ci, że taka droga postępowania jest zła, a ty ją tolerujesz z jakiegoś cielesnego powodu? Jeśli tak jest, jesteś do dnia dzisiejszego nieodrodzoną osobą i musisz zostać przemieniony, gdyż w innym wypadku będziesz potępiony na wieki. Odwracamy się od szatana. Nawrócenie powoduje związanie mocarza, odbiera mu jego broń, wyrzuca jego towary, odwraca ludzi od mocy szatana do Boga. Przedtem grzesznik natychmiast reagował na najmniejsze skinienie szatana palcem, wzywającego go do złego towarzystwa, grzesznych rozrywek, nieczystych przyjemności. Szedł jak “wół, który idzie na rzeź, jak jeleń którego spętano powrozem, bądź jak ptak lecący do pułapki, nie wiedząc, że chodzi o jego życie” (Prz. 7, 22—23). Jak tylko diabeł kazał mu kłamać, natychmiast kłamstwo wychodziło z jego języka. Jak tylko szatan przedstawił przed jego oczyma przedmiot rozwiązłości, zostawał użądlony pożądliwością. Jeśli diabeł mówił: “Precz z modlitwą rodzinną i wychowywaniem w posłuszeństwie Słowu Bożemu”, to można być pewnym, że rzadko były one wykonywane w domu grzesznika. Jeśli diabeł mówił: “Precz z tą bezwzględnością i dokładnością”, nienawrócony trzymał się od tych rzeczy z daleka. Jeśli mówił mu: “Nie ma potrzeby, abyś wypełniał te obowiązki religijne”, to rzadko były one wypełniane. Lecz po nawróceniu grzesznik służy innemu Mistrzowi i obiera całkowicie odmienny kurs. Wychodzi i przychodzi na wezwanie Chrystusa. Czasami szatanowi udaje się złapać jego stopę w pułapce, lecz nie jest on już dłużej więźniem z własnej woli. Uważa na pułapki i sidła szatana oraz uczy się, jak te pułapki rozpoznać. Jest bardzo podejrzliwy w stosunku do pułapek diabła i bardzo gorliwy w swym życiu, aby czasem diabeł nie miał nad nim władzy. Odwracamy się od świata. Jeśli człowiek nie posiada prawdziwej wiary, nie jest w stanie przezwyciężyć tego świata. Albo kłania się mamonie, albo ze swej reputacji czyni bożka, bądź kocha bardziej przyjemności niż Boga. Tu leży korzeń całego ludzkiego nieszczęścia wynikającego z upadku. Człowiek zwraca się do stworzenia, w nim pokłada swą ufność, jemu oddaje swą cześć oraz uczucia które należą się tylko Bogu. O biedny człowiecze! Jakże zniekształconym tworem uczynił cię grzech! Bóg uczynił cię “niewiele mniejszym od aniołów” (Heb. 2.7), lecz grzech uczynił cię niewiele lepszym od demonów, stworem którego członki znajdują się w niewłaściwych miejscach, posiadającym głowę i serce tam, gdzie powinny być stopy, i którego stopy wierzgają przeciwko Niebu. Świat, który został stworzony po to, aby ci służyć, teraz jest mocniejszy od ciebie i rządzi tobą — ta zwodnicza cudzołożnica oczarowała cię swym wdziękiem i sprawiła, że się jej kłaniasz i jej służysz. Lecz łaska nawrócenia znów przywraca porządek, i stawia w twym życiu Boga na tronie, a świat u podnóżka Jego stóp. Chrystus jest w sercu, a świat pod stopami. “Jestem ukrzyżowany dla świata, a świat dla mnie” (Gal. 6, 14). Przed tą zmianą jedynym wołaniem jaki się wznosił, było: “Kto nam pokaże dobra tego świata?”. Lecz teraz nawrócony modli się w taki sposób: “Panie, wznieś światło Twego oblicza nade mną”, a kto chce, niech weźmie wino i zboże (Ps. 4, 6—7). Przed nawróceniem upodobaniem i zadowoleniem jego serca był ten świat. Wtedy jego pieśń brzmiała: “Duszo moja odpocznij sobie, jedz, pij i wesel się, gdyż masz wiele dóbr odłożonych na wiele lat”. Lecz teraz wszystko to zwiędło i nie widzi w tym żadnego piękna, którego by pożądał. Zgodnie śpiewa z Psalmistą Izraela: “Pan jest działem mego dziedzictwa, granice wypadły w dobrym dla mnie miejscu, me dziedzictwo jest dobre”. Nic innego nie może go zadowolić. Wszystkie swe ziemskie radości ocenia jako marność i utrapienie oraz jako stratę i gnój ludzkich osiągnięć. Teraz jego celem jest życie i nieśmiertelność. Gorąco pragnie łaski i chwały i widzi przed sobą niewiędnącą koronę chwały. Serce jego jest nastawione na szukanie Pana. Szuka “najpierw Królestwa Bożego i jego sprawiedliwości”, a pobożność nie jest już tylko sprawą zewnętrzną, lecz jego główną troską. Wcześniej świat miał na niego ogromny wpływ. Więcej trudził się dla zysku niż dla pobożności, aby przypodobać się swym przyjaciołom bądź swemu ciału niż Bogu, który go uczynił. Bóg musiał czekać, aż najpierw obsłuży świat. Lecz teraz ze względu na Chrystusa wszystko inne musi poczekać, w porównaniu z Nim ma w nienawiści matkę i ojca, życie i wszystko inne. Zatrzymaj się wobec tego na chwilę i wejrzyj w siebie. Czy nie napawa cię to troską? Udajesz, że jesteś za Chrystusem, lecz czy nie pociąga cię świat? Czyż nie masz większego upodobania w tym świecie niż w Nim? Czyż nie jest ci łatwiej myśleć o tym świecie, będąc otoczonym cielesnymi przyjemnościami niż modlić się i medytować w swym pokoju bądź rozważać Boże Słowo i uwielbiać Go? Nie ma pewniejszego dowodu wskazującego na stan nie nawrócenia, niż stawianie rzeczy tego świata na pierwszym miejscu wśród swoich celów, obiektów miłości i szacunku. Prawdziwie nawrócony stawia Chrystusa na pierwszym miejscu. Jakże drogim jest dla niego Jego imię! Jakże cenną jest Jego łaska! Imię Jezusa jest wyryte w jego sercu. Cześć jest ulotna jak powietrze, śmiech jest niczym innym jak tylko szaleństwem, bogactwo upadło jak Dagon przed Arką, z rękami i głową odciętymi i leżącymi na progu. Kiedy Chrystus jest objawiony w zbawiającej mocy, to wszystko inne przed nim upada. Oto drogocenna perła nawróconego, oto jego skarb, oto jego nadzieja. To jest jego chwała: “Mój umiłowany jest mój, a ja jestem jego”. Dla nawróconego słodszą rzeczą jest powiedzenie “Chrystus jest mój”, niż gdyby mógł powiedzieć: “Królestwo jest moje, Indie są moje”. Prawdziwie nawrócony odwraca się od swej własnej sprawiedliwości Przed nawróceniem każdy szuka swego liścia figowego, którym mógłby się okryć, oraz stara się poprawić swój stan poprzez wykonywanie obowiązków religijnych. Człowiek taki skłonny jest do ufania sobie samemu, ustanawiania swoich własnych zasad sprawiedliwości oraz do uznawania swych zasług za szczere złoto i nie poddawania się sprawiedliwości Bożej. Nawrócenie zmienia jednak jego umysł. Teraz swą sprawiedliwość uważa za brudne szmaty (Iz. 64, 6). Odrzuca ją tak jak człowiek odrzuciłby zapluskwione szmaty niemiłego żebraka. Teraz jest ubogi duchem, uskarża się oraz potępia samego siebie i myśli o sobie jedynie, że jest “biedny, nieszczęśliwy, ślepy i goły”. Nawet w tych świętych obowiązkach jakie wykonuje, widzi w sobie cały świat nieprawości, a swoją własną sprawiedliwość, którą się niegdyś bałwochwalczo chlubił, uważa za śmiecie i szmaty. Choćby mu oferowano tysiąc światów za nią, nie chciałby się w niej znaleźć. Teraz zaczyna wysoko sobie cenić sprawiedliwość Chrystusa. W każdym swym obowiązku widzi potrzebę Chrystusa dla usprawiedliwienia swej osoby i uświęcenia pracy. Nie może żyć bez Niego, nie może się modlić bez Niego. Chrystus musi iść z nim, inaczej nie stanie przed Bożą obecnością. Opiera się na Chrystusie i zgina swe kolana w domu swego Boga. Bez Niego uważa się za człowieka opuszczonego i zgubionego, gdyż jego życie jest ukryte w Chrystusie tak jak korzeń drzewa rozrasta się w ziemi szukając w niej pożywienia i stabilności. Przedtem wieść o Chrystusie była dlań rzeczą bez smaku i stęchłą. Lecz jakże słodkim jest teraz Chrystus! Augustyn nie mógł już więcej rozkoszować się niegdyś podziwianymi przezeń pismami Cycerona, gdyż nie mógł znaleźć w nich imienia Chrystusa. Jakże głęboko płacze, mówiąc jednym tchem o Chrystusie i do Chrystusa: “najsłodszy, najukochańszy, najuprzejmiejszy, najdroższy, najcenniejszy, najbardziej pożądany, najbardziej kochany, najpiękniejszy!” (Rozważania, s. 37). Jednym słowem nawrócony powtarza za męczennikiem: “Nikt tylko Chrystus.” Prawdziwie nawrócony nawraca się do Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego Prawdziwie nawrócony przyjmuje Osoby Trójcy Świętej za swe całkowicie wystarczające i wieczne błogosławieństwo. Człowiek nigdy nie jest w pełni uświęcony, dopóki jego serce nie jest nastawione ponad wszystko na Boga jako na swój dział i na swe główne dobro. Naturalne poruszenia serca wierzącego to: “Ty jesteś mym działem”; “Moja dusza będzie się chlubić Panem”; “Jego oczekuję; tylko On jest opoką moją i zbawieniem moim, moją chwałą, skałą mocy mojej; ucieczka moja jest w Bogu” (Ps. 119, 7; Ps. 34, 2; Ps. 62, 7 — 8). Czy chcesz być pewien, czy jesteś nawrócony czy też nie? Wobec tego niech twa dusza i wszystko to, co jest w tobie rozważy następujące pytania: Czy uczyniłeś Boga swym szczęściem? Gdzie leży pragnienie twego serca? Co jest źródłem twego największego zadowolenia? Przyjdź tedy i wraz z Abrahamem podnieś swe oczy na wschód, zachód, północ i południe i rozejrzyj się wokoło siebie. Co byś chciał mieć na niebie i na ziemi, aby być szczęśliwym? Gdyby Bóg dał ci wybór, tak jak Salomonowi, lub gdyby zapytał cię jak Achaszwerosz Esterę: “Powiedz jaka jest twa prośba i jakie twe życzenie a zostanie ono spełnione”, to o co byś poprosił? Idź do przyjemnych ogrodów i zbierz wszystkie wonne kwiaty — czy one zadowoliłyby cię? Idź do skarbców mamony — załóżmy, że możesz stamtąd wynieś tyle, ile chcesz. Udaj się do pomników chwały. Co myślisz o byciu osobą sławną i posiadaniu nazwiska równie sławnego jak nazwiska wielkich na tej ziemi? Czy wszystko to, bądź jakakolwiek część z tego zadowoliłaby cię i sprawiła, że uważałbyś się za szczęśliwego? Jeśli tak, to na pewno jesteś cielesny i nienawrócony. Jeśli zaś te rzeczy cię nie zadowalają, to idź dalej. Wkrocz do Bożych wspaniałości i udaj się do składów jego miłosierdzia, kryjówki Jego mocy, niezmierzonych głębi jego wszelakiej wystarczalności. Czy to jest właśnie tym, co tobie w najwyższym stopniu odpowiada i sprawia ci największą przyjemność? Czy mówisz sobie: “Dobrze jest być tutaj. Tutaj rozbiję namiot, będę mieszkał i tutaj umrę”? Czy wolałbyś raczej zostawić cały świat niż to stracić? Jeśli tak, to masz zdrową relację z Bogiem i jesteś szczęśliwy. Zaiste, masz szczęście, żeś się na nowo narodził. Jeśli Bóg sprawia, że jesteś szczęśliwy, to musisz być szczęśliwy, gdyż uczyniłeś Jahwe swym Bogiem. Czy mówisz do Chrystusa tak jak On do nas: “Twój Ojciec jest moim ojcem i Twój Bóg moim Bogiem”? Tu jest punkt zwrotny. Osoba powierzchownie nawrócona nigdy nie znajduje odpocznienia w Bogu. Ale łaska nawrócenia wykonuje swe dzieło i leczy z tej okropnej nędzy upadku w grzech poprzez odwrócenie serca od jego bożków ku Bogu Żywemu. Teraz dusza mówi: “Panie, dokąd pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego”. Na tym się skupia, tu się osiedla. Jest to dla niej wejście do nieba — Bóg staje się obiektem jej zainteresowania. Kiedy człowiek to odkrywa, mówi: “Wróć do odpocznienia ma duszo, gdyż Pan był bardzo szczodry dla ciebie” (Ps. 116, 7). Wtedy jest nawet gotów zaśpiewać pieśń Symeona: “Panie, pozwól teraz odejść swemu słudze w pokoju”. Mówi wraz z Jakubem, gdy jego stare serce ożywiło się słysząc dobre wieści: “Wystarczy” (I Moj. 45, 28). Kiedy widzi, że zawarł przymierze z Bogiem, do którego ma się udać, to jest to dla niego całe zbawienie i całe pragnienie (II Sam. 23, 5). Czy tak jest z tobą? Czy tego doświadczyłeś? Jeśli tak, to “błogosławiony jesteś w Panu”. Bóg pracował nad tobą. Zdobył twe serce mocą łaski nawrócenia, gdyż w innym wypadku nigdy byś nie mógł tego zrobić. Nawrócenie — dalszy opis Nawracamy się do Chrystusa, jedynego pośrednika między Bogiem a ludźmi (I Tym. 2, 5) Jego dziełem jest doprowadzenie nas do Boga (I Piotra 3, 18). On jest tą drogą do Ojca (Jan 14, 6), jedyną deską ratunku, jedynymi drzwiami, przez które możemy wejść (Jan 9, 9). Nawrócenie przyprowadza duszę do Chrystusa, by przyjąć Go jako jedyne źródło życia, jedyną drogę, jedyne imię w świecie, przez które możemy być zbawieni. Nie szuka zbawienia w nikim innym jak tylko w Nim, rzuca się tylko ku Chrystusowi. Grzesznik przekonany o swej grzeszności mówi: “Panie, tutaj i tylko tutaj odważę się — jeśli mam zginąć, to zginę, jeśli mam umrzeć, to umrę. Ale Panie nie pozwól mi zginąć pod okiem Twego miłosierdzia. Poproś mnie, abym Cię nie zostawiał, ani nie odwracał się od chodzenia za Tobą. Tutaj rzucam się przed Tobą — choćbyś mnie zabił, nie odejdę od tych drzwi”. Biedna dusza ośmiela się przyjść do Chrystusa i postanawia przylgnąć do Niego. Przed nawróceniem człowiek lekko traktował Chrystusa, bardziej niż Chrystusem zajmował się swym własnym gospodarstwem, przyjaciółmi i handlem. Lecz teraz Chrystus jest jego koniecznym pokarmem, jego codziennym chlebem, życiem jego serca, treścią jego życia. Jego wielkim pragnieniem jest by Chrystus był w nim wywyższony. Jego serce niegdyś mówiło jak wszyscy: “W czym twój umiłowany góruje nad innymi?” (P.n.P. 5, 9). W swym wesołym towarzystwie, nieprawych grach i zabawach i ziemskich przyjemnościach znajdował więcej powabu niż w Chrystusie. Religię uważał za wymysły ludzkie, mowa o wielkiej radości chrześcijan była dla niego próżnymi marzeniami. Lecz teraz Chrystus jest jego życiem. Teraz wszystko to, co było dla niego cenne uważa za mało ważne, gdyż ceni sobie wielce poznanie Chrystusa. Szczerze nawrócony przyjmuje wszystko od Chrystusa. Kocha nie tylko zapłatę, ale i pracę Chrystusa, nie tylko korzyści jakie daje Chrystus, ale i brzemię Chrystusa. Chce nie tylko młócić zboże, ale także ciągnąć jarzmo. Bierze przykazania Chrystusa, tak, bierze krzyż Chrystusa. Częściowo nawrócony bierze Chrystusa połowicznie. Całkowicie popiera zbawienie w Chrystusie, ale nie jest za uświęceniem. Jest za przywilejami, ale nie przywłaszcza sobie osoby Chrystusa. Dzieli urzędy i korzyści Chrystusa. To jest podstawowy błąd. Niech nań zważają wszyscy, którzy kochają życie. To jest zgubna pomyłka przed którą wiele razy was przestrzegano, lecz która jednak powtarza się najczęściej. Imię Jezusa jest słodkie, lecz ludzie nie kochają Jezusa szczerze. Nie chcą Go przyjąć takim, jakiego przedstawia Go Bóg: jako Księcia i Zbawiciela (Dz. 5, 31). Dzielą to, co złączył Bóg –– Króla i Kapłana. Nie chcą przyjąć zbawienia w Chrystusie tak jak On tego chce –– dokonują rozdziału. Wszyscy pragną uratowania od cierpienia, ale nie chcą być uratowani od grzeszenia. Pragną, by ich życie zostało zachowane, lecz chcą też wciąż postępować według swoich pożądliwości. I rzeczywiście, wielu tutaj dokonuje rozgraniczenia: byliby zadowoleni, gdyby niektóre z ich grzechów zostały zniszczone, ale nie mogą opuścić łona Dalili, ani rozwieść się z umiłowanymi Herodiadami. Nie mogą być okrutni wobec swojego prawego oka czy swojej prawej ręki. O bądźcie w tym niezmiernie ostrożni –– od tego zależy życie waszej duszy. Prawdziwie nawrócony bierze całego Chrystusa wraz z wszystkimi Bożymi zamiarami i celami — bez wyjątków, bez ograniczeń i bez zastrzeżeń. Chce mieć Chrystusa bez względu na warunki. Chce zarówno wybawienia Chrystusa jak i panowania Chrystusa. Mówi wraz z Pawłem: “Panie, cóż chcesz abym uczynił? Wszystko dla Ciebie, Panie”. Wręcza Chrystusowi pustą listę zobowiązań, aby On na niej wypisał Swoje warunki. Nawracamy się do praw, zarządzeń oraz dróg Chrystusa Serce które niegdyś było nastawione przeciw nim i nie mogło znieść tych więzów, surowości tych dróg, teraz zakochuje się w nich i wybiera je jako swe wieczne zasady i wiecznego przewodnika. W każdym nawróconym Bóg dokonuje czterech rzeczy W każdej osobie szczerze nawróconej Bóg dokonuje czterech rzeczy dotyczących praw i dróg Chrystusa, przez które — jeśli chcecie być wierni wobec własnej duszy, możecie poznać swój stan. Dlatego w miarę dalszego czytania przyjrzyjcie się uważnie swemu sercu. Osąd jest odmieniony tak, że zgadza się z Bożym prawem, Bożymi zarządzeniami i uważa je za najsprawiedliwsze i najrozsądniejsze Umysł jest odmieniony tak, że kocha drogi Boże i usunięte są ohydne uprzedzenia, które kiedyś podnosiły się przeciwko drogom Bożym, uważając je za nierozsądne i nie do przyjęcia. Zrozumienie zgadza się z nimi wszystkimi jako świętymi, sprawiedliwymi i dobrymi (Rzym. 7, 12). Jakże Dawid zachwyca się wspaniałościami Bożego prawa! Jak rozwodzi się chwaląc je, zarówno z powodu jego zalet jak i podziwu godnych efektów (Ps. 19, 8 — 11)! Istnieje dwojaki osąd zrozumienia — absolutny i praktyczny. Osąd absolutny występuje wtedy, kiedy człowiek generalnie uważa dane postępowanie za najlepsze –– ale nie uznaje że ten najlepszy wybór winien zastosować teraz do siebie i do swojej sytuacji. Osąd człowieka pobożnego skłania się ku drogom Bożym — i to nie tylko osąd absolutny, ale i osąd praktyczny. Człowiek taki uważa drogi Boże za najlepsze nie tylko w sensie ogólnym, ale i za najlepsze dla niego samego. Patrzy na zasady religijne nie tylko jako na rzeczy, które można tolerować, ale jako na rzeczy pożądane –– bardziej pożądane niż złoto, szczere złoto, wiele szczerego złota. Jego osąd jest całkowicie ustalony. Jest przekonany, że najlepiej być świętym, że najlepiej być rzetelnym, całkowicie oddanym, że jest to sama w sobie najlepsza z możliwych dróg i że jest to dla niego najmądrzejszy, najbardziej racjonalny i najbardziej pożądany wybór. Posłuchajcie osądu człowieka pobożnego: “Wiem, o Boże, że Twe drogi są sprawiedliwe; Miłuję Twe przykazania bardziej niż złoto, bardziej niż szczere złoto, dlatego wszystkie ustawy Twoje dotyczące wszystkich rzeczy uznaję za słuszne; Nienawidzę drogi fałszywej” (Ps. 119, 127—128). Zauważ, że aprobuje on wszystko to, czego Bóg wymaga i okazuje dezaprobatę w stosunku do wszystkiego, czego Bóg zakazuje. “Sprawiedliwe i prawe są Twe sądy, o Boże”. Twoje świadectwa które ukazałeś są sprawiedliwe i wierne. Twe słowo jest prawdziwe od początku, a każdy z twych sprawiedliwych sądów trwa na wieki (Ps. 119). Patrz jak ochoczo i w pełni zgadza się i ogłasza swą aprobatę na wszystko i na każdą rzecz zawartą w Bożym prawie. Pragnieniem serca jest poznanie całej woli Chrystusa Taka osoba nie chce mieć nawet jednego grzechu nieujawnionego, ani nie chce pozostać w nieświadomości nawet odnośnie jednego wymaganego od niej obowiązku. Oto naturalny i szczery odruch serca uświęconego: “Panie, jeśli jest we mnie jakakolwiek nieprawość objaw ją mi. Naucz mnie tego, czego nie wiem, a jeśli popełniłem grzech, nie popełnię go więcej.” Połowicznie nawrócony woli trwać w niewiedzy, nie pragnie przyjścia do światła. Chce zatrzymać jakiś swój grzech i dlatego nie jest skłonny do tego, by poznać, że jest to grzech i nie chce wpuścić światła. Z kolei serce wypełnione łaską pragnie poznać całą rozległość i cały zakres prawa swego Stwórcy. Przyjmuje z pełną akceptacją Słowo, które przekonuje go o wszelkim obowiązku o jakim jeszcze nie wiedział, bądź o jaki nie dbał i które także odkrywa każdy uprzednio zakryty grzech. Wolny wybór woli opowiada się za drogami Chrystusa ponad wszystkie przyjemności grzechu i bogactwa tego świata Jego zgoda wynika nie z jakiejś ekstremalnej udręki, ani nie jest to nagłe, pośpieszne postanowienie, lecz jest to wolny i świadomy wybór. To prawda — ciało się buntuje, lecz przeważająca część jego woli jest za prawem i rządami Chrystusa, tak że bierze je na siebie nie jako swe brzemię, ale jako rozkosz. Podczas gdy nieuświęcony wkracza na drogi Chrystusa jakby spętany łańcuchami i kajdanami, to prawdziwie nawrócony robi to z serca i uważa prawo Chrystusa za swą wolność. Ma upodobanie w pięknie świętości i ma na sobie ten nierozłączny znak. Gdyby miał wybór, to wolałby raczej wieść życie święte i surowe niż pełne dostatków i światowe. “A chodził z Saulem zastęp rycerzy, których serca poruszył Bóg” (I Sam. 10, 26). Kiedy Bóg dotyka serc Swoich wybranych, oni szybko podążają za Chrystusem i chociaż pociągnięci są przez Boga, to z własnej woli biegną za Nim i z własnej woli poświęcają się służbie Panu, szukając Go z całego serca. Lęk też ma swe miejsce, ale nie jest on główną sprężyną napędową uświęconego serca. Chrystus nie rządzi Swymi podwładnymi siłą, ale jest Królem ludu ochotnego. Poprzez łaskę, z własnej woli poświęcają się oni służbie dla Niego. Służą z wyboru, nie jako niewolnicy, ale jak syn bądź współmałżonek, z natchnienia miłości i lojalnego umysłu. Jednym słowem, prawo Chrystusa jest przedmiotem miłości osoby nawróconej, jej upodobaniem i przedmiotem ciągłych rozważań. Kierunek postępowania jest taki, aby przestrzegać Bożych ustaw Codzienną troską życia jest chodzenie z Bogiem. Szuka wielkich rzeczy, ma szlachetne zamiary, nawet jeśli nie dostaje mu w różnych rzeczach. Jego celem jest doskonałość, której pragnie. Sięga po nią i nie odpoczywa w żadnej mierze łaski, dopóki zupełnie nie pozbędzie się grzechu i nie zostanie udoskonalony w świętości (Fil. 3, 11—14). Tutaj można wykryć zepsucie obłudnika. Obłudnik pragnie świętości –– jak to ktoś słusznie powiedział –– tylko jako pomostu do nieba; gorliwie stara się poznać jakie są minimalne wymagania aby się tam znaleźć i jeśli uważa, że już je spełnia, to o nic więcej się nie troszczy. Jakie jest twoje postępowanie i jaki jest twój kurs? Czy kierunek i treść twojego życia zostały odmienione? Czy dążysz do świętości? Czy naprawdę poważnie traktujesz wiarę? Jeśli nie, to nie jesteś szczerze nawróconą osobą. Czy takie właśnie nawrócenie jest konieczne do zbawienia? A jeśli pytasz czy takie nawrócenie, jakie właśnie opisaliśmy jest absolutnie konieczne do zbawienia, to wiedz że ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia i że niewielu ją znajduje oraz że Boża moc jest konieczna aby zbawiennie nawrócić grzesznika do Jezusa Chrystusa. Posłuchaj napomnienia i ponownie zbadaj swe serce. Co mówi twe sumienie? Czy zaczyna cię oskarżać? Czyż nie przeszywa cię strzała przekonania? Czy to, co wyżej opisaliśmy jest zgodne z twym osądem, twym wyborem i twą drogą postępowania? Jeśli tak, to dobrze. Czy potępia cię twe serce i mówi ci o pewnym grzechu, w którym żyjesz wbrew swemu sumieniu? Czy nie mówi ci, że jest taka to a taka ukryta droga nieprawości którą kroczysz i że istnieje taki to a taki obowiązek, którego nie wypełniasz właściwie? Czy twe sumienie nie kieruje cię do komory modlitewnej i nie wyrzuca ci, że tak rzadko się tam modlisz i czytasz Słowo Boże? Czyż nie prowadzi cię ono do twej rodziny i nie pokazuje ci oskarżenia stawianego przez Boga oraz dusz twych dzieci, które zaniedbujesz? Czyż twe sumienie nie prowadzi cię do twego warsztatu bądź rzemiosła i nie mówi ci o nieprawościach jakie tam popełniasz? Czyż nie prowadzi cię do gospody czy też do klubu i nie obwinia cię za przebywanie w rozwiązłym towarzystwie, marnowanie tam cennego czasu oraz swych talentów? Czyż nie prowadzi cię do twej komory w ukryciu i nie odczytuje ci potępienia? Sumienie — czyń swą powinność! W imieniu Boga Żywego nakazuję ci sprawować swój urząd. Przezwycięż tego grzesznika, pochwyć i pojmij go wyrywając z objęć zwiedzenia! Cóż to? Czyż chcesz mu schlebiać i pocieszać pomimo iż żyje w grzechach? Przebudź się, sumienie! Dlaczego śpisz? Cóż to? Nie znajdujesz nagany? Cóż to? Czy ta dusza ma umrzeć w swej nierozważnej niedbałości wobec Boga i wieczności, a ty chcesz siedzieć cicho? Cóż to? Czy ma on trwać w swych występkach, a mimo to odczuwać pokój? Sumienie — powstań i wykonaj swą pracę! Niech przemówi ukryty w grzeszniku kaznodzieja. Krzycz głośno, nie oszczędzaj, podnieś swój głos jak trąba. Nie pozwól, by obciążono cię krwią za tę duszę. ROZDZIAŁ III KONIECZNOŚĆ NAWRÓCENIA Być może zapytasz, co oznacza to zamieszanie. Dziwisz się, dlaczego szedłem za tobą z taką pilnością, powtarzając tę samą lekcję, która wciąż dźwięczy ci jeszcze w uszach: musisz się nawrócić. A ja muszę odpowiedzieć ci tak samo, jak Rut odpowiedziała Noemi: Nie nalegaj na mnie, abym cię opuścił i odszedł od ciebie. Gdyby chodziło tutaj o jakąś drobną rzecz, lub gdybyś mógł zostać zbawiony takim, jakim jesteś, to z radością zostawiłbym ciebie w spokoju. Czy nie chcesz, abym troszczył się o ciebie jeśli widzę, że dojrzałeś do zguby? Jako żyje Pan, przed którym stoję, nie mam najmniejszej nadziei na ujrzenie ciebie w niebie — chyba, że się nawrócisz. Rozpaczam nad twym zbawieniem, chyba, że zwycięży cię łaska, abyś dogłębnie się nawrócił i oddał się Bogu w świętości nowego życia. Czyż Bóg nie powiedział, że nikt kto się na nowo nie narodził nie może ujrzeć królestwa Bożego, a ty mimo to dziwisz się, dlaczego twój kaznodzieja tak gorliwie pracuje dla ciebie? Nie uważaj za rzecz dziwną tego, że jestem z tobą szczery mówiąc, byś dążył do świętości. Pragnę ujrzeć odbicie Boga w tobie. Nigdy nikt nie wszedł i nie wejdzie do nieba w żaden inny sposób. Opisane tu nawrócenie nie jest jakimś wielkim osiągnięciem niektórych gorliwych chrześcijan. Każda zbawiona dusza musi przejść przez ten etap. Co uważasz za rzecz konieczną? Czy chleb jest dla ciebie rzeczą niezbędną? Czy oddychanie jest dla ciebie koniecznością? Wobec tego twoje nawrócenie jest rzeczą o wiele bardziej konieczną. Tak naprawdę, to jest jedyna konieczna rzecz. Twoje mienie nie jest koniecznie potrzebne — możesz sprzedać wszystko za tę drogocenną perłę i mimo tego zyskać na transakcji. Twoje życie też nie jest rzeczą bezwzględnie konieczną; możesz się z nim rozstać dla Chrystusa, jest to nieskończenie bardziej korzystne. Twa dobra reputacja nie jest niezbędna, inni mogą ciebie ganić z powodu imienia Jezus, a mimo to możesz wciąż być szczęśliwym. Tak, możesz być o wiele bardziej szczęśliwy znosząc hańbę, niż ciesząc się dobrą reputacją. Ale twoje nawrócenie jest rzeczą bezwzględnie konieczną – od niego zależy twe zbawienie. Czy nie należy zatroszczyć się o tak ważną rzecz? Od tej jednej rzeczy zależy to, czy wygrasz czy też przegrasz wieczność. Chciałbym teraz wykazać konieczność nawrócenia. Konieczność nawrócenia Bez nawrócenia twe życie jest puste i daremne. Czyż nie byłoby szkoda byś miał być nicponiem, obciążeniem dla ziemi, zwykłym wrzodem we wszechświecie? A tym właśnie jesteś jako osoba nienawrócona, gdyż ignorujesz cel swego istnienia. Czyż nie zostałeś stworzony i nie istniejesz dla Bożej przyjemności? Czyż Bóg nie stworzył cię dla siebie? Czy jesteś człowiekiem rozumnym? Wobec tego rozważ jak powstałeś i dlaczego istniejesz. Spójrz na Boże dzieło jakim jest twe ciało i spytaj samego siebie, w jakim celu Bóg je tak misternie stworzył. Rozważ wspaniałe możliwości twej zrodzonej w niebie duszy. W jakim celu obdarzył ją Bóg tyloma wspaniałymi cechami? Czy tylko dla twej przyjemności albo po to, byś folgował swym zmysłom? Czy Bóg posłał ludzi na ten świat po to tylko, by jak jaskółki zbierali chrust i błoto, budowali swe gniazdka, odchowali młode i odlecieli? Zwykły poganin widzi coś więcej niż to. Czy ty, który jesteś cudownie stworzony nie myślisz, że z pewnością zostałeś stworzony dla jakiegoś wspaniałego i wielkiego celu? Biedny człowiecze! Pomyśl logicznie. Czyż nie szkoda, by tak wspaniale stworzone dzieło miało być na próżno szkolone i ćwiczone? Naprawdę żyjesz na próżno, jeśli nie żyjesz dla Boga. Lepiej byłoby gdybyś się nie narodził, niż gdybyś miał żyć nie dla Niego. Czy chcesz spełniać swój cel? Musisz pokutować i nawrócić się, bez tego twe życie jest pozbawione celu –– żyjesz ku zatraceniu. Nie masz żadnego celu. Nienawrócony człowiek jest jak wyborny instrument, którego wszystkie struny są zerwane bądź nie nastrojone. Duch Żyjącego Boga musi go naprawić i nastroić przez łaskę odrodzenia, oraz słodko nim poruszać mocą ożywiającej łaski. W innym wypadku twe modlitwy będą niczym skowyt, a cała twa służba nie będzie muzyką miłą w uszach Najświętszego. Wszystkie twe zdolności i możliwości w swym naturalnym stanie są tak zepsute, że nie możesz służyć Bogu Żywemu o ile nie zostaniesz oczyszczony z martwych uczynków. Człowiek nieuświęcony nie może wykonywać dzieł Bożych. Nie posiada ku temu żadnych zdolności. Nie ma ku temu żadnych zdolności, tak samo jak nie pojmuje słowa o usprawiedliwieniu. Istnieją wielkie tajemnice tak w zasadach jak i w ćwiczeniu się w pobożności. Człowiek nieodrodzony nie zna tajemnic Królestwa Niebios. Od naturalnego człowieka nie można oczekiwać, że będzie wykonywał dzieła miłe Panu. Równie dobrze mógłbyś oczekiwać, że człowiek który nigdy nie uczył się alfabetu będzie czytał, lub że ten, który nigdy nie miał w rękach lutni zagra na niej piękną muzykę. Musi on być najpierw pouczony przez Boga (Jan 6, 45), nauczony jak się modlić (Łuk. 11, 1), nauczony, by się śpieszyć (Iz. 49, 17), nauczony jak chodzić (Oz. 11, 3), inaczej będzie całkowicie zgubiony. Nie ma ku temu żadnej mocy. Jakże słabe jest jego serce! (Ez. 16, 30). Szybko się męczy. Jakże męczący jest dla niego sabat (Mal. 1, 13). Nie ma on żadnej siły (Rzym. 5, 6) i jest martwy w swych grzechach (Ef. 2, 5). Nie obchodzą go dzieła Boże. Nie pragnie poznania Bożych dróg (Job 31, 14). Nie zna ich ani nie troszczy się o to, by je poznać (Ps. 82, 5), nie zna ich ani ich nie zrozumie. Nie ma ani potrzebnych narzędzi ani materiałów. Bez łask Ducha, które są zarówno materiałami jak i narzędziami w tej pracy, człowiek taki nie może wykonywać dzieł Bożych. Równie dobrze człowiek taki mógłby ciosać marmur bez żadnych narzędzi, albo malować bez farb i pędzli, budować bez materiałów. Jeśli dawanie jałmużny nie wypływa z miłości do Boga, to wtedy nie jest Bożą służbą, ale wynika z próżnej chwały. Czym jest modlitwa na ustach jeśli w sercu nie ma łaski? Czyż nie jest ona niczym trup pozbawiony życia? Czym są wszystkie nasze wyznania, jeśli nie wynikają z Bożego smutku i szczerej pokuty? Czym są nasze prośby, jeśli nie są ożywione świętymi pragnieniami i wiarą w charakter i obietnice Boże? Czym są nasze pieśni chwał i dziękczynienie jeśli nie wypływają z miłości Bożej oraz świętej wdzięczności, z odczucia w sercu Bożego miłosierdzia? Nie można oczekiwać od takiego człowieka, że będzie wykonywał jakąkolwiek służbę świętą i miłą Bogu. Równie dobrze można się spodziewać, że drzewa przemówią, lub że umarli będą się poruszać. Skoro drzewo jest niedobre, jakże więc może wydawać dobry owoc? Bez nawrócenia kres twego życia będzie okropny. Dusza człowieka nienawróconego jest schronieniem wszelkiego ptactwa nieczystego (Obj. 18, 2), grobem pełnym nieprawości i zepsucia (Mat. 23, 27), obrzydliwym trupem pełnym pełzającego po nim robactwa, ohydnie cuchnącym przed Bogiem (Ps. 14, 3). Czyż jeszcze nie widzisz jak potrzebna jest zmiana? Czy nie zasmuciłby cię widok złotych naczyń świątyni Bożej zamienionych na czary pijaństwa, splugawionych przez służbę bałwanom? (Dan. 5, 2 — 3). Kiedy Antioch ustawił obraz świni przy wejściu do świątyni, czyż nie było to dla Żydów obrzydliwością? O ileż bardziej obrzydliwe wobec tego byłoby, gdyby świątynię zamienić w stajnię bądź w chlew, a miejsce Najświętsze zamienić w dom Baala! Tak właśnie jest z osobą nieodrodzoną. Wszystkie twe członki zamienione zostały w narzędzia niesprawiedliwości, sługi szatana, a twe serce w naczynie nieczystości. Przebywających w nim gości możesz poznać po tym, co z niego wychodzi, gdyż “Z serca wychodzą złe myśli, zabójstwa, cudzołóstwa, rozpusta, kradzieże, fałszywe świadectwa, bluźnierstwa.” (Mat. 15, 19). Ten czarny zastęp pokazuje jakie piekło znajduje się we wnętrzu. Jakże okropną zniewagą jest widok duszy zrodzonej przez niebo a tak bardzo upodlonej! Widok chwały Bożego stworzenia, najprzedniejszego dzieła Bożego, pana nad ziemskim stworzeniem jedzącego plewy wraz z marnotrawnymi! Czy taką udręką był widok Izraelitów niegdyś jedzących delikatne potrawy a teraz opuszczonych, siedzących na ulicach? Widok drogich synów Syjonu, cennych jak szczere złoto, lecz teraz wartych tyle co gliniane dzbany? Siedzących na kupie gnoju, tych co nosili niegdyś szkarłatne szaty? (Lam. 4, 2.5). Czyż od tego nie jest o wiele straszniejszym widzieć jak jedyna na tym świecie istota obdarzona nieśmiertelnością i nosząca na sobie pieczęć Bożą staje się naczyniem, w którym Bóg nie ma upodobania, przeznaczonym do niechlubnego wykorzystania? O nieznośna hańbo! Lepiej by było, gdybyś był rozbity na tysiąc kawałków niż trwał w tym poniżeniu, w tej haniebnej służbie! Próżne jest życie człowieka i całego widzialnego stworzenia bez nawrócenia Bez nawrócenia próżne jest życie nie tylko człowieka, lecz całego widzialnego stworzenia. Bóg uczynił wszystkie widzialne stworzenia pod niebem i na ziemi aby służyły człowiekowi, a człowiek jest tylko rzecznikiem całej reszty. Na świecie człowiek jest niczym język dla ciała, mówi za wszystkie członki. Inne stworzenia nie mogą chwalić swego Stwórcy, a jedynie wskazywać niemymi znakami, że człowiek powinien mówić za nie. Człowiek jest jak gdyby arcykapłanem Bożego stworzenia do składania ofiary uwielbienia za wszystkie inne stworzenia. Pan Bóg oczekuje hołdu uwielbienia od wszystkich swych dzieł. Cała reszta składa hołd człowiekowi i składa go poprzez jego ręce. Kiedy więc człowiek jest fałszywy, niewierny i samolubny, wtedy Bóg jest odarty z czci i nie otrzymuje aktywnego uwielbienia od swego stworzenia. Co za okropna myśl — Bóg zbudował świat takim, jakim jest na próżno składając nań taką nieskończoną moc, mądrość i dobroć! Jakże okropną myślą jest to, że człowiek odziera Go z chwały całego ziemskiego stworzenia! Pomyśl o tym! Kiedy jesteś nienawrócony — na próżno całe stworzenie jest dla ciebie. Na próżno spożywasz pokarm, na próżno słońce świeci nad tobą, na próżno ogrzewa cię twój ubiór. Na próżno też zwierzęta zapewniają ci transport. Jednym słowem, wszystkie bóle i praca wszelkiego stworzenia dla ciebie jest na próżno! Służba wszystkich stworzeń, które trudzą się dla ciebie i oddają swą siłę tobie, który powinieneś to wykorzystać dla służby Bogu, jest pracą straconą. Dlatego “całe stworzenie wzdycha i boleje” (Rzym. 8, 22) pod udręką ludzi nieuświęconych, którzy przekręcają wszystko tak, by, wbrew pierwotnemu celowi, służyło to ich pożądliwościom. Bez nawrócenia cała twa religia jest próżna. Wszystkie twe obowiązki religijne nic nie przynoszą — gdyż nie mogą ani zadowolić Boga ani uratować twej duszy — a przecież to jest celem religii (Rzym. 8, 8; I Kor. 13, 2—3). Chociaż nabożeństwa mogą być dla ciebie bardzo cenne, Bóg jednak nie ma w nich upodobania (Iz. 1, 14; Mal. 1, 10). Czyż stan człowieka nie jest okropny, jeśli składane przez niego ofiary są niczym morderstwa, a jego modlitwy niczym oddech pełen obrzydliwości? (Iz. 66, 3; Prz. 29, 9). Wielu będąc pod ciężarem przekonania o grzechu uważa, że rozpoczęła się poprawa ich stanu i że wystarczy kilka modlitw i jałmużna, aby wszystko z powrotem naprawić. Ale, niestety, jeśli twe serce pozostaje nieuświęcone, twe uczynki nie zostaną przyjęte! Jakże gorliwym był Jehu w sprawach zewnętrznych! Wszystko to jednak zostało odrzucone, ponieważ jego serce nie było prawe (II Kor. 10 — porównaj z Oz. 1,4). Paweł był bez nagany, lecz wszystko to było stratą, gdyż nie był nawrócony (Fil. 3, 6—7). Ludzie myślą, że robią dużo, jeśli biorą udział w Bożej służbie — są gotowi do tego, by poniżyć Go do roli swego dłużnika. Ponieważ jednak nie są uświęceni, ich uczynki nie mogą zostać przyjęte. Biedna duszo! Nie sądź, że kiedy ścigają cię twe grzechy, to wystarczy trochę modlitwy i poprawy postępowania, aby uśmierzyć gniew Boga. Musisz zacząć od serca. Wyobraź sobie człowieka, który obraża cię w sposób niewypowiedziany, a następnie przynosi jakąś obrzydliwą rzecz, aby cię ułagodzić, bądź wpadłszy do bagna obejmuje cię swymi ramionami, w nadziei, że pojedna się z tobą. Tak właśnie podobasz się Bogu jeśli twoje serce nie jest odnowione! Wielkim nieszczęściem jest trudzenie się dla ognia. Bóg grozi największym doczesnym sądem — ogniem. Ludzie będą budować, lecz nie zamieszkają w tym co budowali, będą sadzić, lecz nie będą z tego jeść, a z owocu ich pracy będą korzystać obcy (V Mojż. 28, 30.38—41). Czy nie jest wielkim utrapieniem utrata owoców naszej pracy, sianie na próżno i budowanie na próżno? O ileż większą udręką są próżne trudy w religii, próżne modlitwy, słuchanie i poszczenie! Jest to ruina i wieczna zguba. Nie błądźcie — jeśli będziecie trwać w swym grzesznym stanie, to nawet gdy będziecie wyciągać swe ręce do Boga, On odwróci swój wzrok od was, choćbyście mnożyli swe modlitwy, On nie wysłucha (Iz. 1, 15). Jeśli niewykwalifikowany człowiek rozpoczyna jakąś pracę i w trakcie jej wykonywania zepsuje to nad czym pracował, to nie otrzyma zbyt dużego podziękowania, nawet jeśli pracował ciężko. Boga należy czcić według odpowiednich zasad. Jeśli sługa wykonuje nasze polecenie odwrotnie do tego, co mu powiedzieliśmy, zamiast pochwały otrzyma razy. Bożą pracę należy wykonywać zgodnie z zamiarami Boga, gdyż inaczej nie będzie on z niej zadowolony, a nie będzie z niej zadowolony jeśli nie będziemy jej wykonywać z uświęconym sercem. Bez prawdziwego nawrócenia twe nadzieje są próżne. Nadzieja obłudnika zginie (Job 8, 12—13). Pan odrzucił to, w czym pokładasz ufność (Jer. 2, 27). Nadzieja pocieszenia jest w tym wypadku próżna. Twoje nawrócenie jest konieczne nie tylko dla twego bezpieczeństwa, ale także i dla tego abyś miał zadowolenie ze swego stanu. Bez tego nie zaznasz pokoju (Iz. 59, 8). Bez bojaźni Bożej nie możesz mieć pociechy Ducha Świętego (Dz. 9, 31). Bóg daje pokój tylko swemu ludowi, swym świętym (Ps. 85, 8). Jeśli masz pokój trwając w swych grzechach, nie pochodzi on od Boga, możesz więc odgadnąć od kogo jest ten pokój. Grzech jest prawdziwą chorobą (Iz. 1, 5), najgorszą dolegliwością, jest niczym trąd na głowie (III Moj. 13, 44), dżuma serca (I Król. 8, 38), jest niczym skruszenie kości (Ps. 51, 8) — przebija, rani, biczuje i torturuje (I Tym. 6, 10). Nadzieja pociechy człowieka trwającego w grzechu to nadzieja człowieka spodziewającego się odpocznienia wtedy, kiedy znajduje się w najgorszym stadium swych chorób, bądź kiedy jego kości są wyrywane ze ścięgien. O nędzny człowiecze, który nie możesz znaleźć innego ukojenia w tym stanie, jak tylko to które wynika ze śmiertelności twej choroby! Biedny chory człowiek będzie mówił w swej hardości, że ma się dobrze; widać śmierć na jego twarzy, a on zajmuje się swoimi interesami wtedy, kiedy następny krok może skierować go do grobu. Często ludzie nieuświęceni nie widzą nic złego; uważają się za zdrowych, nie wzywają lekarza. Lecz to wskazuje tylko na niebezpieczeństwo ich stanu. Grzech w naturalny sposób rodzi choroby i zaburzenia w duszy. Cóż za nieustanna burza toczy się w niezadowolonym umyśle. Jakimże niszczącym złem jest niewłaściwa troska! Czymże jest pożądanie jeśli nie gorączką umysłu? Czymże jest pożądliwość jeśli nie śmiertelną gruźlicą? Czymże jest chciwość, jeśli nie nienasyconym i nieznośnym pragnieniem? Czyż złośliwość i zazdrość nie są jadem w sercu? Ospałość duchowa jest tylko szkorbutem umysłu i cielesnym bezpieczeństwem śmiertelnego letargu. “Pokój wielki mają ci, którzy zakon twój miłują, na niczym się nie potkną” (Ps. 119, 165). To drogi mądrości dają zadowolenie i pokój (Prz. 3, 17). Dawid miał nieskończenie większą przyjemność w Słowie, niż we wszelkich upodobaniach swego dworu (Ps. 119, 103.127). Sumienia nie można szczerze uspokoić o ile nie zostanie dokładnie oczyszczone (Heb. 10, 22). Pokój, jaki utrzymuje się na drodze grzechu jest przeklęty (V Mojż. 29, 19—20). Bardziej niż wszystkich nieszczęść na tym świecie należy się bać dwóch rodzajów pokoju: pokoju z grzechem oraz pokoju w grzechu. Nadzieja zbawienia po śmierci jest próżna. Nadzieja ta jest największym bólem dla Boga i najbardziej zdradliwa dla ciebie. W tej nadziei jest śmierć, rozpacz i bluźnierstwo. Twa ufność zostanie wykorzeniona z twych przybytków, Bóg wyrwie ją z korzeniami; nadzieja ta zaprowadzi cię do króla strachów (Job 18, 14). Chociaż polegasz na tym domu, on się jednak nie ostoi, lecz okaże się ruiną, do której człowiek wpada jeśli jej zawierza (Job 8, 15). Jest w niej rozpacz. Gdzie jest nadzieja obłudnika, kiedy Bóg zabierze jego duszę (Job 27, 8)? Jego nadzieję spotka wieczny kres. Nadzieja sprawiedliwego również ma swój kres, lecz ten cel nie jest destruktywny, ale doskonalący. Jego nadzieja kończy się spełnieniem, innych frustracją. Pobożny człowiek mówi przed śmiercią: “Wykonało się”. Bezbożny zaś mówi: “Stracone”. Może wtedy szczerze opłakiwać swój stan tak jak Job niesłusznie opłakiwał swój stan: “Gdzież jest teraz moja nadzieja? On mnie zniszczył, ginę; jak drzewo wyrwał mą nadzieję” (Job 19, 10). “Sprawiedliwy ma nadzieję w swej śmierci” (Prz. 14, 32). Kiedy naturalne ciało umiera, jego nadzieja żyje, kiedy jego ciało słabnie, jego nadzieja kwitnie. Jego nadzieja jest nadzieją żywą, lecz nadzieja innych umiera, jest to nadzieja potępiająca, niszcząca duszę. Kiedy bezbożny człowiek umiera, kończą się jego oczekiwania, a nadzieja niegodziwych nie spełnia się (Prz. 11, 7). Będzie ona odrzucona i okaże się pajęczyną (Job 8, 14), którą przędzie ze swych wnętrzności, lecz nagle nadchodzi śmierć i niszczy wszystko, nadchodzi wieczny kres jego nadziei, w której pokładał ufność. “Oczy bezbożnych zgasną, a ich nadzieją — wyzionąć ducha” (Job 11, 20). Bezbożni trzymają się kurczowo swej cielesnej nadziei i nie puszczą jej, aż śmierć rozluźni ich palce. I chociaż nie możemy ich wyciągnąć z tego stanu zwiedzenia, śmierć i sąd otworzą ich oczy. Kiedy śmierć przeszyje swą strzałą ich wątrobę, zniszczy ich duszę wraz z wszystkimi nadziejami. Nieuświęceni mają nadzieje tylko w tym życiu, dlatego są ze wszystkich ludzi najbardziej godni pożałowania. Kiedy nadchodzi śmierć, zabiera ich do czeluści niekończącej się rozpaczy. Jest w niej bluźnierstwo. Spodziewać się, że będziemy zbawieni pomimo braku nawrócenia, to tak jakby spodziewać się, że z Boga zrobimy kłamcę. On powiedział ci to już, będąc miłosiernym i współczującym, że nigdy cię nie zbawi jeśli będziesz dalej kroczył drogą ignorancji czy niesprawiedliwości. Jednym słowem powiedział ci, że cokolwiek będziesz robił to nic ci to nie pomoże do zbawienia o ile się nie staniesz nowym stworzeniem. Twierdzenie, że Bóg jest miłosierny i spodziewanie się, że zbawi nas bez nawrócenia jest w efekcie stwierdzeniem, że spodziewamy się, ze Bóg nie zrobi tego co zapowiedział. Nie możemy zaprzeczać atrybutom Boga. Bóg postanowił uwielbić Swe miłosierdzie, ale nie za cenę Swej prawdy, co zuchwały grzesznik stwierdzi ku swemu wiecznemu zasmuceniu. Zastrzeżenie: Ale przecież mamy nadzieję w Chrystusie, w Bogu pokładamy całą naszą ufność i dlatego nie wątpimy, że będziemy zbawieni. Odpowiedź: Nie jest to nadzieja w Chrystusie, ale nadzieja wbrew Chrystusowi. Nadzieja ujrzenia Królestwa Niebieskiego bez narodzenia na nowo, nadzieja znalezienia wiecznego życia na szerokiej drodze to nadzieja, że Chrystus okaże się fałszywym prorokiem. Dawid modlił się, mówiąc: “W Twym Słowie pokładam nadzieję” (Ps. 119, 81). Lecz taka nadzieja jest przeciwna Słowu Bożemu. Pokaż mi słowa Chrystusa na poparcie swej nadziei, że On cię zbawi w twej ignorancji bądź bezbożnym porzuceniu Jego służby, a wtedy nigdy więcej nie będę próbował zachwiać twą ufnością. Taką nadzieję Bóg odrzuca ze wstrętem. Potępieni przez proroka brnęli w swych grzechach, a mimo to prorok mówi: “A przecież na Panu polegają” (Mich. 3, 11). Bóg nie ścierpi, by ludzie opierali się na Nim trwając w swych grzechach. Pan odrzucił tych zuchwałych grzeszników, którzy trwali w swych występkach, a mimo to polegali na Bogu Izraela, tak jak człowiek strząsa z siebie wrzośce, które przylgnęły do jego szaty. Jeśli twa nadzieja jest cokolwiek warta, to oczyści cię z twych grzechów (I Jana 3,3), lecz przeklętą jest nadzieja, która utwierdza ludzi w grzechach. Zastrzeżenie: Czyżbyś chciał, byśmy żyli w rozpaczy? Odpowiedź: Musisz rozpaczać z tego powodu, że nie pójdziesz do nieba takim, jakim jesteś, to znaczy nienawrócony. Musisz rozpaczać, gdyż bez uświęcenia nie ujrzysz Oblicza Boga. Ale w żaden sposób nie wolno ci rozpaczać, że nie znajdziesz miłosierdzia poprzez pokutę i nawrócenie. Nie wolno ci także rozpaczać myśląc, że nie uzyskasz pokuty i nawrócenia wykorzystując Boże środki. Bez nawrócenia wszystko to, czego dokonał i co wycierpiał Chrystus, okaże się bezskuteczne w stosunku do ciebie. Wielu podaje to jako wystarczającą podstawę nadziei, że Chrystus umarł za grzeszników. Ale ja muszę ci powiedzieć, że Chrystus nigdy nie umarł za nie pokutujących grzeszników ani za trwających w swych grzechach. Pewien wielki teolog miał zwyczaj zadawać dwa pytania w czasie swych prywatnych rozmów duszpasterskich: Co uczynił dla ciebie Chrystus? Co sprawił w tobie Chrystus? Bez dzieła odrodzenia z Ducha Świętego człowiek nie wykazuje zainteresowania korzyściami wynikającymi z odkupienia. Powiadam ci od Pana, że sam Chrystus nie może cię zbawić, jeśli będziesz dalej trwał w tym stanie. Zbawienie ludzi gdy trwają w swych grzechach byłoby przeciwne okazanemu Mu zaufaniu. Pośrednik jest sługą Ojca, działa w Jego imieniu, okazuje rozkaz jaki od Niego otrzymał i powołuje się nań jako uzasadnienie działań (Jan 10, 18.36; 6, 38.40). Bóg wszystko Mu powierzył; powierzył Mu swą chwałę oraz zbawienie swych wybranych (Mat. 11, 27; Jan 17, 2). Zgodnie z tym Chrystus przed swym odejściem przedstawia Swemu Ojcu sprawozdanie z obu części, które Mu zostały powierzone (Jan 17). Gdyby Chrystus zbawiał ludzi, pomimo ich trwania w grzechach, to w ogóle nie oddałby chwały Bogu lecz nadużyłby Jego zaufania. Dlaczego? Ponieważ zaprzeczałoby to wszystkim zamysłom Bożym i byłoby wbrew wszystkim Jego cechom. Zaprzeczyłoby to wszystkim postanowieniom Boga, których porządek jest taki, że ludzie dostępują zbawienia poprzez uświęcenie (II Tes. 2, 13). On ich wybrał, aby byli święci (Ef. 1, 4). Są oni wybrani ku przebaczeniu grzechów i ku życiu, przez uświęcenie (I Piotra 1, 2). Jeśli jesteś w stanie odrzucić prawo wiecznych zamysłów Boga, albo sprawić by Ten, na którym Ojciec położył pieczęć swoją działał wbrew temu, co Mu powierzono, to wtedy, i tylko wtedy mógłbyś pójść do nieba w takim stanie, w jakim się znajdujesz. Spodziewać się, że Chrystus cię zbawi pomimo twego trwania w grzechu to spodziewać się, że Chrystus nie jest wierny temu, co mu powierzono. On nigdy nie zbawił, ani nigdy nie zbawi nikogo jak tylko tego, którego dał Mu Ojciec poprzez wybranie, oraz pociągnął do Niego w skutecznym powołaniu (Jan 6,37.44). Bądźcie pewni, że Chrystus nie zbawi nikogo wbrew woli Swego Ojca. Zbawianie ludzi trwających w swych grzechach byłoby przeciwne wszystkim cechom Boga. Byłoby to pogwałcenie Jego sprawiedliwości. Sprawiedliwość Bożego sądu polega na tym, że odda On każdemu według jego uczynków. Czyż wobec tego człowiek, który siał dla ciała otrzyma z Ducha żywot wieczny którym jest chwała Bożej sprawiedliwości? Byłoby to przecież odpłacenie bezbożnemu za dzieła sprawiedliwego. Stanowiłoby to pogwałcenie Jego świętości. Jeśli Bóg nie tylko zbawiałby grzeszników, ale także zbawiałby ich pomimo ich trwania w grzechu, to Jego najczystsza oraz pełna świętość byłaby w niezmiernie wielkim stopniu splugawiona. W świętych oczach Boga nie uświęceni są gorsi niż świnia bądź żmija. Zamieszkiwanie takiej osoby wraz z Nim byłoby największym gwałtem zadanym nieskończonej czystości natury Bożej. Nie mogą oni ostać się przed Jego osądem, nie mogą oni zamieszkiwać w Jego obecności. Jeśli święty Dawid nie mógł znieść ich w swym domu ani nawet nie cierpiał na nich patrzeć (Ps. 101, 3.7), czy wobec tego można uważać, że Bóg ścierpi? Czyżby miał brać ludzi takimi, jakimi są — z bagna ich nieczystości wprost do nieba? Świat pomyślałby wtedy, że Bóg nie jest aż tak bardzo oddzielony od grzechu, ani go tak bardzo nie nienawidzi jak powiedział. Na podstawie Bożej wyrozumiałości gotowi byliby dojść do wniosku, że Bóg jest taki sam jak oni –– jak ktoś dawno powiedział (Ps. 50, 21). Byłoby to naruszeniem Jego wiarygodności. Bóg ogłosił z niebios, że jeśli ktokolwiek będzie mówił o pokoju pomimo kroczenia za wyobrażeniami swego serca, to Jego gniew zapłonie przeciwko takiemu człowiekowi (V Moj. 29, 19—20). Ogłosił, że tylko ci, którzy wyznają i porzucają grzechy znajdą miłosierdzie (Prz. 28, 13). Powiedział, że na Jego górze zamieszka tylko ten, kto ma niewinne ręce i czyste serce (Ps. 24, 3—4). Gdzież byłaby Boża prawda, gdyby pomimo tego wszystkiego zbawiał ludzi bez nawrócenia? O nędzny grzeszniku, który ośmielasz się mieć nadzieję, że Chrystus uczyni ze Swego Ojca kłamcę i unieważni Jego Słowo aby cię zbawić! Byłoby to pogwałceniem Jego mądrości. Oznaczałoby to okazanie największego miłosierdzia tym, którzy je lekceważą i którzy w żaden sposób do tego się nie nadają. Nie ceniliby go sobie. Nieuświęcony grzesznik niewiele sobie ceni wspaniałe zbawienie Boga. Nie myśli o Chrystusie bardziej niż zdrowi o lekarzu. Nie ceni sobie Jego balsamu, Jego lekarstwa, lecz depcze Jego krew. Czy byłoby wobec tego mądrą rzeczą okazać na siłę przebaczenie i dać życie tym, którzy za to nie dziękują? Czy wszechwiedzący Bóg, który sam nam tego zakazał, będzie rzucał perły między świnie, aby je podeptały i odwróciły się przeciwko Niemu by Go rozedrzeć? Wtedy rzeczywiście miłosierdzie zostałoby wzgardzone. Mądrość tego wymaga, aby życie dano w sposób odpowiedni dla Bożego honoru, oraz by Bóg zatroszczył się o Swą chwałę a także o szczęście człowieka. Byłoby to rzeczą uwłaczającą Bogu gdyby zlewał najwyborniejsze bogactwa na tych, którzy większe upodobanie mają w swych grzechach niż w niebiańskich radościach jakie On oferuje. Bóg utraciłby cześć i chwałę Swej łaski, gdyby obdarzał ją tych, którzy nie tylko są tego niegodni, ale i tego nie chcą. Miłosierdzie Boże w żaden sposób nie pasuje do nienawróconych. Boża mądrość jest widoczna w dopasowywaniu rzeczy do siebie nawzajem, środki do odpowiednich celów, przedmiot do odpowiedniej zdolności, jakość podarunku do zdolności odbiorcy. Gdyby Chrystus wprowadził nieodrodzonego grzesznika do niebios, to osoba taka nie znalazłaby tam więcej szczęścia niż dzikie zwierzę postawione w pięknej sali pełnej uczonych mężów. To biedne zwierzę byłoby znacznie szczęśliwsze gdyby mogło skubać trawę na łące wraz z innymi zwierzętami. Co robiłaby osoba nie uświęcona w niebie? Nie byłaby tam szczęśliwa, gdyż nic by jej nie pasowało. Miejsce by jej nie odpowiadało, nie znajdowała by się w swoim żywiole, lecz byłaby jak ryba wyjęta z wody. Towarzystwo by jej nie odpowiadało, gdyż jaką społeczność ma ciemność ze światłością? Skażenie z doskonałością? Podłość i grzech z chwałą i nieśmiertelnością? Praca nie odpowiadałaby jej; hymny niebiańskie nie byłyby miłe jej ustom ani uszom. Czy możesz oczarować osła muzyką? Czy przyprowadzisz do go organów i będziesz oczekiwał, że zachowa linię melodyczną albo rytm wraz z chórem? Gdyby to nawet potrafił, to nie miałby ku temu żadnej chęci i nie znajdowałby w tym żadnej przyjemności. Nakryj stół podając różnorodne przysmaki choremu pacjentowi, a tylko go urazisz. Biada! Jeśli ktoś uważa kazanie za zbyt długie, a o dniu sabatu mówi, że jest brzemieniem, to jakim utrapieniem byłby dla takiego wieczny sabat? Naruszałoby to Bożą niezmienność, czyli inaczej Jego wszechwiedzę i wszechmoc. Ustanowiono w niebie i zapisano w wyroku sądu w górze, że tylko ci, którzy są czystego serca ujrzą Boga (Mat. 5, 6). Gdyby więc Chrystus miał wprowadzać do nieba nienawróconych, to albo musiałby to robić wbrew wiedzy Ojca, a wobec tego gdzie byłaby Jego wszechwiedza; albo wbrew Jego woli, a wtedy gdzie byłaby Jego wszechmoc? A gdyby zmieniał swą wolę, to gdzież byłaby Jego niezmienność? Grzeszniku! Czy nie porzucisz próżnej nadziei na bycie zbawionym bez zmiany swojego obecnego nędznego stanu? Bildad mówi: “Czyż ziemia ma być z twego powodu porzucona a skały mają być przeniesione ze swego miejsca?” (Job 18, 4). Czyż muszę dalej się z tobą spierać? Czy prawa niebios mają być z twego powodu zmienione? Czy odwieczne fundamenty mają być z twego powodu odrzucone? Czy Chrystus miałby dla ciebie wyłupać oko wszechwiedzy Swego Ojca, bądź ukrócić ramię Jego wiecznej mocy? Czy Boża sprawiedliwość ma być z twego powodu pogwałcona, a Jego świętość skalana? To jest niemożliwe! Taka nadzieja jest absurdem i bluźnierstwem! Myślenie, że Chrystus cię zbawi w tym stanie, to myślenie, że Chrystus stanie się grzesznikiem i że wyrządzi większą szkodę Majestatowi Boga niż wyrządzili i wyrządzą jeszcze wszyscy grzesznicy. Czy nie porzucisz tej bluźnierczej nadziei? Zbawienie grzeszników trwających w grzechach jest przeciwne słowom Chrystusa. Nie musimy mówić: “Kto wstąpi do nieba, aby przywieść Chrystusa z góry? Albo kto zstąpi z nieba, aby wyprowadzić Chrystusa z otchłani? Blisko ciebie jest Słowo.” (Rzym. 10, 6—8) Czy zgadzasz się, że Chrystus rozwiąże ten spór? Posłuchaj wobec tego Jego słów: “Jeśli się nie nawrócicie, w żaden sposób nie możecie być zbawieni” (Mat. 18, 3). “Musicie się narodzić na nowo” (Jan 3, 7). “Jeśli cię nie obmyję, nie będziesz miał działu ze mną” (Jan 13,8). “Jeśli nie będziecie pokutować, zginiecie” (Łuk. 13, 3). Można by pomyśleć, że raz powiedziane przez Chrystusa słowo wystarczy, lecz jakże często podkreśla: “Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, jeśli się człowiek nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego” (Jan 3, 3). Tak, nie tylko zapewnia, ale także dowodzi konieczności narodzenia na nowo z cielesności i grzechu pierwszych narodzin, ponieważ nieodrodzony człowiek tak pasuje do nieba, jak bydło do komnaty królewskiej. Czy ty wciąż jeszcze trwasz w swej zarozumiałej ufności wbrew słowu Chrystusa? Aby cię zbawić pomimo stanu w jakim trwasz, musiałby postąpić wbrew prawu Swego królestwa oraz zasadom według których On sądzi. Zbawianie ludzi trwających w swych grzechach jest wbrew przysiędze Chrystusa. Podniósł Swą rękę ku niebu, przysiągł, że ci, którzy trwają w niewierze i nie znają Jego dróg (to znaczy nic o nich nie wiedzą bądź są im nieposłuszni) nie wejdą do jego odpocznienia (Heb. 3, 18) Czy nie wierzysz grzeszniku, że On mówi o tym szczerze? Przymierze łaski jest potwierdzone przysięgą i zapieczętowane krwią. Jeśli więc masz być zbawiony żyjąc i umierając w grzechu, to trzeba znaleźć jakąś inną drogę, a świadectwa przymierza muszą zostać unieważnione. W swym postępowaniu z człowiekiem Bóg posunął się do ostateczności i uniżył się tak bardzo, na ile Mu na to pozwalał Jego honor. Człowiek nie może być zbawiony jeśli się nie nawróci, chyba że zostanie zawarte nowe przymierze a cała Ewangelia ustanowiona na zawsze przez uroczyste przymierze, zostanie całkowicie zmieniona. Czyż nie należy pozbawić takiej fałszywej nadziei tych, którzy ją żywią? Zbawianie ludzi trwających w grzechach uwłacza Jego czci. Bóg okazuje swą miłość do grzesznika tak samo jak swą nienawiść do grzechu. Dlatego też ci, którzy wzywają imienia Jezus muszą odstąpić od nieprawości i wyrzec się wszelkiej bezbożności. Ci, którzy mają nadzieję życia przez Chrystusa muszą oczyścić się tak, jak On jest czysty gdyż w innym wypadku można by pomyśleć o Chrystusie, że faworyzuje grzech (II Tym. 2, 19; Tyt. 2, 12; I Jana 3, 3). Pan Jezus chce, aby cały świat wiedział, że chociaż On przebacza grzech, to jednak nie będzie go osłaniał. Jeśli święty Dawid mówi: “Odstąpcie ode mnie wy, którzy popełniacie nieprawość”, zamyka przed nimi drzwi (Ps. 101, 7), to czy nie powinniśmy o wiele więcej oczekiwać od świętości Chrystusa? Czy przydałoby to Jemu czci, gdyby posadził psy przy stole, ulokował świnie wraz ze swymi dziećmi, bądź uczynił łono Abrahama gniazdem żmij?! Zbawienie ludzi trwających w swych grzechach jest sprzeczne z Jego urzędem. Bóg wywyższył Go, by był Księciem i Zbawicielem (Dz. 5, 31). Gdyby zbawiał ludzi trwających w swych grzechach, to działałby wbrew urzędom jakie uzyskał. Król musi być postrachem dla złoczyńców, a pochwalać tych, którzy czynią dobro. “Jest sługą Boga dla karania tych, którzy czynią zło” (Rzym. 13, 4). Gdyby Chrystus okazywał łaskę bezbożnym, którzy dalej trwają w grzechach i sprawił, by współrządzili z nim ci, którzy nie chcą, by nad nimi panował, to byłoby to sprzeczne z Jego urzędem. On panuje dlatego, aby mógł położyć swych nieprzyjaciół u podnóżka Swych stóp. Gdyby umieścił ich na swym łonie, to zniweczyłby cel Swej królewskiej mocy, rzeczą Chrystusa jako Króla jest zdobycie serc oraz zniszczenie pożądliwości Swych wybranych (Ps. 45, 5; Ps. 110, 3). Który król przyjąłby na swój dwór tych, którzy są mu jawnie przeciwni? Czymże byłoby to jak nie zdradą królestwa, życia, rządów oraz wszystkich innych rzeczy? Jeśli Chrystus jest Królem, to należy Mu się cześć, pokłon oraz poddanie. Zbawienie ludzi którzy są z natury Mu przeciwni to zniweczenie Jego godności, utrata autorytetu, sprowadzenie pogardy na Jego rządy oraz sprzedanie Jego drogo kupionych praw za bezcen. Gdyby Chrystus coś takiego robił, to nie byłby ani Królem ani Zbawicielem, gdyż Jego zbawienie jest rzeczą duchową. Nazwany jest Jezusem ponieważ zbawia Swój lud od grzechów (Mat. 1, 21). Gdyby zbawiał ludzi pomimo ich trwania w grzechach, to nie byłby ani Panem ani Jezusem. Zbawienie ludzi od kary a nie od mocy grzechu byłoby połowicznym wykonaniem pracy, okazałby się niedoskonałym Zbawicielem. Jego funkcja Zbawiciela polega na odwracaniu Jakuba od bezbożności (Rzym. 11, 26). Posłany jest aby im błogosławić poprzez odwrócenie ich od ich nieprawości (Dz. 3, 26), aby skończyć z grzechem (Dan. 9, 24). Czy miałby wobec tego unieważnić Swe własne zamiary i złożyć Swój urząd po to, aby zbawiać ludzi pomimo trwania w odstępstwie? Wstań więc! Dlaczego chcesz spać? Obudź się grzeszniku czujący się bezpiecznie, aby nie pochłonęły cię twe własne nieprawości! Myśl tak, jak owi trędowaci: “Jeśli będziemy tu siedzieć, pomrzemy” (II Król. 7, 3—4). To, że teraz nie jesteś w piekle jest nie mniej pewne niż to, że prędko się w nim znajdziesz jeśli się nie nawrócisz i nie będziesz pokutował. Istnieje dla ciebie tylko jedna droga ucieczki. Powstań wobec tego leniu i odrzuć swe wymówki. Jak długo będziesz drzemał i zakładał ręce do snu? Czy położysz się na środku morza, albo czy chcesz spać na szczycie masztu? (Prz. 23, 24). Albo się nawrócisz, albo będziesz cierpiał w ogniu –– nie ma innego wyjścia. Zmiana twego stanu jest bezwzględnie konieczna, chyba że postanowiłeś pozostać w najgorszym położeniu i wystawić na próbę Wszechmogącego. Jeśli miłujesz swe życie, wstań i przyjdź. Wydaje mi się, że widzę Pana Jezusa kładącego miłosierne ręce świętej gwałtowności na tobie. Wydaje mi się, że postępuje tak, jak aniołowie względem Lota: A gdy weszła zorza, przynaglali aniołowie Lota, mówiąc: Wstań, weź żonę swoją, i dwie córki twoje, które tu są, byś nie zginął z powodu nieprawości miasta tego. A gdy się ociągał, ujęli go owi mężowie za rękę, i żonę jego za rękę, i obie córki jego za rękę, albowiem Pan chciał go oszczędzić, i wyprowadzili go, i postawili go poza miastem. A gdy ich wyprowadzili precz, rzekł jeden: Jeśli chcesz, ratuj duszę twoja, a nie oglądaj się za siebie, ani stawaj na tej całej równinie; uchodź w góry, abyś nie zginął. (I Moj. 19, 15—17) O jakże dobrowolną będzie twoja zguba jeśli się zatwardzisz w swym grzesznym stanie! Ale żaden z was nie może powiedzieć, że nie zostaliście uczciwie ostrzeżeni. Mimo to, nie mogę was tak zostawić. Nie wystarcza mi to, że uratowałem swoją własną duszę. Co? Czyżbym miał odejść bez wykonania mego posłannictwa? Czy nikt z was nie powstanie i nie pójdzie za mną? Czy przez ten cały czas mówiłem do wiatru? Czyżbym próbował zaklinać głuchego węża bądź uśmierzać niespokojny ocean swymi argumentami? Czy przemawiam do drzew i skał, czy też do ludzi? Do pomników i grobów umarłych, czy do żywych ludzi? Jeśli jesteście ludźmi a nie głuchymi i nierozumnymi pniami zatrzymajcie i zastanówcie się, dokąd zmierzacie. Jeśli masz rozum i zrozumienie człowieka, nie ośmielaj się biec ku płomieniom by wpaść do piekła z otwartymi oczami, ale zatrzymaj się i zastanów, a następnie rozpocznij dzieło pokuty. Cóż wy na to, ludzie? Mimo to chcecie biec do czeluści, do której nie chcą biec zmuszane do tego zwierzęta? Cóż wy na to, obdarzeni rozumem? Lekceważycie śmierć i piekło a także pomstę Wszechmogącego? Czy człowiek nie różni się od zwierząt tym, że one nie mają zdolności przewidywania i że w związku z tym nie troszczą się o zabezpieczenie się na to, co może przyjść, a ty, który zostałeś ostrzeżony, nie śpieszysz się, by wyrwać się z wiecznych mąk? Okażcie się ludźmi, i niech rozsądek zwycięży w was. Czy rozumną rzeczą jest spieranie się z Panem, twym Stwórcą, lub Jego Słowem, tak jak gdyby Mocarz Izraela kłamał (Iz. 45, 9; Job 9, 4; I Sam. 15, 29)? Czy rozsądną rzeczą jest aby rozumne stworzenie straciło cel swego istnienia bądź żyło wbrew niemu? Czy rozsądną rzeczą jest, by jedyna istota na tym świecie, której Bóg dał zdolność poznania Jego woli oraz przynoszenia Mu chwały, miała żyć w ignorancji odnośnie swego Stwórcy i miała być nieużyteczna w służbie dla Niego, działać przeciwko Niemu i pluć jadem w twarz swemu Stwórcy? Słuchajcie tego niebiosa, nadstaw uszu ziemio i niech nierozumne stworzenia osądzą, czy rzeczą rozsądną jest by człowiek, którego wykarmił i wychował Bóg, zbuntował się przeciwko Niemu? Osądźcie to sami. Czy jest rzeczą rozsądną by wrzośce i ciernie szykowały się do bitwy przeciwko pochłaniającemu ogniowi? Czy gliniane naczynia będą się spierać ze swoim Stwórcą? Na pewno powiecie, że nie jest to rzeczą rozsądną — chyba, że oko waszego rozsądku zgasło. Lecz jeśli nie jest to rozsądne, to nie jest rzeczą rozsądną trwać w tym stanie, w jakim jesteście, lecz jest bardzo wiele powodów, byście natychmiast nawrócili się i pokutowali. Cóż mam rzec? Mógłbym zamęczyć się na śmierć przedstawiając argumenty. Obyście tylko mnie posłuchali i rozpoczęli żyć według nowych zasad! Czy nie chcecie być czyści? Kiedy w końcu się to stanie? Czytelniku, czy nie zechcesz usiąść teraz i rozważyć przedstawione właśnie argumenty i nie zastanowisz się, czy nawrócenie się teraz nie jest najlepszą rzeczą? Chodź, będziemy się spierać. Czy dobrze jest byś tu był? Czy dobrą rzeczą jest spróbować, czy Bóg jest tak samo dobry jak Jego słowo i zatwardzać swe serce w uporze, że wszystko będzie z tobą dobrze pomimo trwania w nie uświęceniu? Biada takim grzesznikom! Czy muszą oni w końcu ginąć setkami? Jak mam z nimi postępować, i jak inaczej się do nich odnosić? “Jak inaczej mam postąpić wobec złości córki mego ludu?” (Jer. 9, 6). O Boże, pomóż. To jest moja modlitwa. Biada! Czy mam ich tak zostawić? Jeśli nie chcą mnie słuchać, obyś Ty mnie zechciał wysłuchać. Oby mogli oni żyć przed Tobą! Panie, zbaw ich, gdyż inaczej zginą. Me serce stopniałoby we mnie, gdybym widział ich domy w ogniu, a ich samych śpiących w swych łożach. Czyż ma dusza nie poruszyłaby się we mnie widząc ich idących na wieczne zatracenie? Panie, miej litość i wybaw ich od ognia piekielnego. Okaż Swą boską moc, a wtedy dzieło zostanie wykonane. ROZDZIAŁ 4 Oznaki nawrócenia Gdy wypowiadamy ogólne, wzniosłe słowa, to nie należy spodziewać się wielu owoców, gdyż praca wykonywana jest rękami, nie słowami. Przebudzenie Dawida z duchowego letargu nie nastąpiło po usłyszeniu przypowieści proroka. Natan był zmuszony powiedzieć mu jasno: “Ty jesteś tym człowiekiem”. Niewielu jawnie zaprzeczy konieczności nowego narodzenia, ale ludzie oszukują samych siebie trwając w przekonaniu, że pracy tej nie trzeba wykonać teraz. A ponieważ wiedzą, że nie są wielkimi obłudnikami, którzy tylko stroją się w szaty religijności aby zwodzić innych i ukrywać niegodziwe zamiary, to ufają własnej szczerości i wcale nie podejrzewają jak wielkie niebezpieczeństwo tkwi w ich bardziej skrytej obłudzie –– oszukiwaniu własnej duszy. Ale podstępne serce człowieka nie ma sobie równych wśród oszustów, a oszukiwanie samego siebie jest tak potężną i śmiertelną chorobą, że nie wiem, które z nich jest większe: trudność czy też konieczność wyprowadzenia z błędu. Biada nienawróconym, gdyż trzeba wyprowadzić ich z błędu, bowiem w przeciwnym wypadku zginą! Lecz jak można tę pracę wykonać? Oto moja modlitwa: Pomóż, o Wszystko Przenikająca Światłości, i niech Twe rozdzielające oko objawi zepsute fundamenty tego, który oszukuje samego siebie. Prowadź mnie, o Panie Boże, tak jak prowadziłeś proroka do komnat symboli, przeniknij ścianę serca grzesznika i objaw ukryte obrzydliwości, które skrywane są w ciemnościach. Poślij Swego anioła przede mną, aby otworzył bramy ich serc, tak jak to uczyniłeś przed Piotrem sprawiając, że nawet żelazne bramy same się otworzyły. I tak jak Jonatan, którego oczy zostały oświecone natychmiast po zakosztowaniu miodu, spraw Panie, aby biedne, oszukiwane dusze z którymi mam do czynienia, podczas czytania tych stron doznały oświecenia umysłu, zostały przekonane w sumieniu oraz przebudzone, aby mogły “zobaczyć oczami, usłyszeć uszami i nawrócić się”, abyś Ty mógł ich uleczyć. Zanim przejdziemy dalej, należy jasno powiedzieć, że najoczywistszą rzeczą jest, że można mieć niezdrową ufność i być przekonanym, że serce jest dobre. Posłuchajcie więc Tego, który jest Prawdą, i który pokazuje na przykładzie zboru w Laodycei, że człowiek może być nędzarzem, może być biedny, ślepy i nagi i nawet o tym nie wiedzieć. Tak więc ludzie mogą mieć ufność, że są bogaci i że opływają łaskami (Obj. 3, 17). Jest ród czysty we własnych oczach, lecz nie obmyty ze swych nieczystości (Prz. 30, 12). Kto był bardziej przekonany o swym dobrym stanie niż Paweł, który jednak wciąż nie był nawrócony? (Rzym. 7, 9). Nędznie zwiedzeni są więc ci, którzy uważają mocną ufność za wystarczający dowód. Nie mają oni lepszego dowodu na nawrócenie niż swe mocne przekonanie, że są nawróceni, pomimo iż nimi nie są. Chcę jednak omówić to bliżej. Jak powiedziano o zwolennikach antychrysta, tak samo i niektórzy nienawróceni noszą otwarcie znamiona na swych czołach i na rękach. Apostoł wylicza tych, którzy są skazani na śmierć, podając wraz z nimi okropny katalog grzechów. Proszę, abyś pilnie to przeczytał: Bo to wiedzcie, że żaden wszetecznik, ani nieczysty, albo chciwiec, który jest bałwochwalcą, nie ma dziedzictwa w Królestwie Chrystusowym i Bożym. Niechaj was nikt nie zwodzi próżnymi słowy, albowiem z powodu tych rzeczy przychodzi gniew Boży na synów opornych (Ef. 5, 5—6). Udziałem zaś bojaźliwych, i niewierzących, i skalanych, i morderców, i