Gwiazdy wokoło twojej głowy - pod twoimi nogi fale morza - na falach morza tęcza przed tobą pędzi i rozdziela mgły - co ujrzysz, jest twoim - brzegi, miasta i ludzie tobie się przynależą - niebo jest twoim. - Chwale twojej niby nic nie zrówna.Ty grasz cudzym uszom niepojęte rozkosze. - Splatasz serca i rozwiązujesz gdyby wianek, igraszkę palców twoich łzy wyciskasz - suszysz je uśmiechem i na nowo uśmiech strącasz z ust na chwilę - na chwil kilka - czasem na wieki. - Ale sam co czujesz? - ale sam co tworzysz? - co myślisz? - Przez ciebie płynie strumień piękności, ale ty nie jesteś pięknością. - Biada ci - biada! - Dziecię, co płacze na łonie mamki - kwiat polny, co nie wie o woniach swoich, więcej ma zasługi przed Panem od ciebie.Skądżeś powstał, marny cieniu, który znać ó świetle dajesz, a światła nie znasz, nie widziałeś, nie obaczysz! Kto cię stworzył w gniewie lub w ironii? - Kto ci dał życie nikczemne, tak zwodnicze, że potrafisz udać Anioła, chwilą nim zagrzą1/4niesz w błoto, nim jak płaz pójdziesz czołgać i zadusić się mułem? - Tobie i niewieście jeden jest początek.Ale i ty cierpisz, choć twoja boleść nic nie utworzy, na nic się nie zda. - Ostatniego nędzarza jęk policzon między tony harf niebieskich. - Twoje rozpacze i westchnienia opadają na dół i Szatan je zbiera, dodaje w radości do swoich kłamstw i złudzeń - a Pan je kiedyś zaprzeczy, jako one zaprzeczyły Pana.Nie przeto wyrzekam na ciebie, Poezjo, matko Piękności i Zbawienia. - Ten tylko nieszczęśliwy, kto na światach poczętych, na światach mających zginąć, musi wspominać lub przeczuwaé ciebie - bo jedno tych gubisz, którzy się po-święcili tobie, którzy się stali żywymi głosami twej chwały.Błogosławiony ten, w którym zamieszkałaś, jako Bóg zamieszkał w świecie, nie widziany, nie słyszany, w każdej części jego okazały, wielki, Pan, przed którym się uniżają stworzenia i mówią: „On jest tutaj." - Taki cię będzie nosiłgdyby gwiazdę na czole swoim, a nie oddzieli się od twej miłości przepaścią słowa. - On będzie kochał ludzi i wystąpi mężem pośród braci swoich. - A kto cię nie dochowa, kto zdradzi za wcześnie i wyda na marną rozkosz ludziom, temu sypniesz kilka kwiatów na głowę i odwrócisz się, a on zwiędłymi się bawi i grobowy wieniec splata sobie przez całe życie. - Temu i niewieście jeden jest początekANIOŁ STRÓŻPokój ludziom dobrej woli - błogosławiony pośród stworzeń kto ma serce - on jeszcze zbawion być może. - Żono dobra i skromna, zjaw się dla niego - i dziecię niechaj się urodzi w domu waszym.Przelatuje.CHÓR ZŁYCH DUCHÓWW drogę, w drogę, widma, id1/4cie ku niemu - Ty naprzód, ty na czele, cieniu nałożnicy umarłej wczoraj, odświeżony w mgle i ubrany w kwiaty, dziewico, kochanko poety, naprzód.W drogę i ty, sławo, stary orle wypchany w piekle, zdjęty z palu, kędy cię strzelec zawiesił w jesieni - leć i roztocz skrzydła, wielkie białe od słońca, nad głową poety.Z naszych sklepów wynid1/4, spróchniały obrazie Edenu, dzieło Belzebuba - dziury zalepiem i rozwiedziemy pokostem - a potem, płótno czarodziejskie, zwiń się w chmurę i leć do poety - wnet się rozwiaż naokoło niego, opasz go skałami i wodami, na przemian nocą i dniem. - Matko naturo, otocz poetę !Wieś - kościół - nad kościołem Anioł Stróż się kołyszeJeśli dotrzymasz przysięgi, na wieki będziesz bratem moim w cbliczu Ojca niebieskiego.Znika.Wnątrz kościoła - świadki - gromnica na ołtarzu. Ksiądz ślub daje.Pamiętajcie na to.Wstaje para. Mąż ściska rękę żony i oddaje ją krewnemu- wszyscy wychodzą - on sam zostaje w kościele. Zstąpiłem do ziemskich ślubów, bom znalazł tę, o której marzyłem - przeklęstwo mojej głowie, jeśli ją kiedy kochać przestanę.Komnata pełna osób - bal - muzyka - świece - kwiaty. Panna Młoda walcuje: po kilku okręgach staje, przypadkiem napotyka męża w tłumie i głowę opiera na jego ramieniuPAN MŁODYJakżeś mi piękna w osłabieniu swoim - w nieładzie kwiaty i perły na włosach twoich - płoniesz ze wstydu i znużenia - o wiecznie, wiecznie będziesz pieśnią moją.PANNA MŁODABędę wierną żoną tobie, jako matka mówiła, jako serce mówi. - Ale tyle ludzi jest tutaj - tak gorąco i huczno.PAN MŁODYId1/4 z raz jeszcze w taniec, a ja tu stać będę i patrzeć na cię, jakem nieraz w myśli patrzał na sunących aniołów.PANNA MŁODAPójdę, jeśli chcesz, ale już sił prawie nie mamPAN MŁODYProszę cię, moje kochanie.Taniec i muzykaNoc pochmurna. - Duch Zły pod postacią dziewicy leżąc. Niedawnom jeszcze biegała po ziemi w taką samą porę teraz gnają mnie czarty i każą świętą udawać.Leci nad ogrodem.Kwiaty, odrywajcie się i lećcie do moich włosów.Leci nad cmentarzem.Świeżość i wdzięki umarłych dziewic, rozlane w powietrzu, płynące nad mogiłami, lećcie do jagód moich.Tu czarnowłosa się rozsypuje - cienie jej puklów, zawiśnijcie mi nad czołem. - Pod tym kamieniem zgasłych dwoje ócz błękitnych - do mnie, do mnie ogień, co tlał w nich!- Za tymi kraty sto gromnic się pali - księżnę dziś pochowa-no - suknio atłasowa, biała jak mleko, oderwij się od niej !- Przez kraty leci suknia do mnie, trzepocząc się jak ptak- a dalej, a dalej.Pokój sypialny - lampa nocna stoi na stole i blado oświeca Męża śpiącego obok Żony.MĄŻprzez senSkądże przybywasz, nie widziana, nie słyszana od dawna- jak woda płynie, tak płyną twoje stopy, dwie fale białe- pokój świątobliwy na skroniach twoich - wszystko, com marzył i kochał, zeszło się w tobiePrzebudza sięGdzież jestem! - ha, przy żonie - to moja żona.Wpatruje się w Żonę.Sądziłem, że to ty jesteś marzeniem moim, a otóż po długiej przerwie wróciło ono i różnym jest od ciebie. - Ty dobra i miła, ale tamta... Boże - co widzę - na jawie!DZIEWICAZdradziłeś mnie.Znika.MĄŻPrzeklęta niech będzie chwila, w której pojąłem kobietę, w której opuściłem kochankę lat młodych, myśl myśli moich, duszę duszy mojej...ŻONAPrzebudza sięCo się stało - czy już dzień - czy powóz zaszedł?- Wszak mamy jechać dzisiaj po różne sprawunki.MĄŻNoc głucha - śpij - śpij głębokoŻONAMożeś zasłabł nagle, mój drogi? Wstanę i dam ci eteru.MĄŻZaśnij.ŻONAPowiedz mi, drogi, co masz, bo głos twój niezwyczajny i gorączką nabiegły ci jagody.MĄŻzrywając sięŚwieżego powietrza mi trzeba. - Zostań się - przez Boga, nie chod1/4 za mną - nie wstawaj, powiadam ci raz jeszcze.Wychodzi.Ogród przy świetle księżyca - za parkanem kościółMĄŻOd dnia ślubu mojego spałem snem odrętwiałych, snem żarłoków, snem fabrykanta Niemca przy żonie Niemce świat cały jakoś zasnął wokoło mnie na podobieństwo moje- je1/4dziłem po krewnych, po doktorach, po sklepach, a że dziecię ma się mi narodzić. myślałem o mamceBije druga na wieży kościołaDo mnie, państwa moje dawne, zaludnione, żyjące, garnące się pod myśl moją- słuchającé natchnień moich - niegdyś odgłos nocnego dzwonu był hasłem waszym.Chodzi i załamuje ręce.Boże, czyś Ty sam uświęcił związek dwóch ciał? czyś Ty sam wyrzekł, że nic ich rozerwać nie zdoła, choć dusze się odepchną od siebie, pójdą każda w swoją stronę i ciała gdyby dwa trupy zostawią przy sobie?Znowu jesteś przy mnie - o moja - o moja, zabierz mnie z sobą. - Jeśliś złudzeniem, jeślim cię wymyślił, a tyś się utworzyła ze mnie i teraz objawisz się mnie, niechże i ja będę marą, stanę się mgłą i dymem, by zjednoczyć się z tobą.DZIEWICAPójdzieszli za mną, w którykolwiek dzień przylecę po ciebie?MĄŻO każdej chwili twoim jestem.DZIEWICA Pamiętaj.MĄŻZostań się - nie rozpraszaj się jako sen. - Jeśliś pięknoścíą nad pięknościami, pomysłem nad wszystkimi myśli, czegóż nie trwasz dłużej od jednego życzenia, od jednej myśli?Okno otwiera się w przyległym domu.GŁOS KOBIECYMój drogi, chłód nocy spadnie ci na piersi; wracaj, mój najlepszy, bo mi tęskno samej w tym czarnym, dużym pokoju.MĄŻDobrze - zaraz.Znikł duch, ale obiecał, że powróci, a wtedy żegnaj mi, ogródku i domku, i ty, stworzona dla ogródka i domku, ale nie dla mnie.GŁOSZmiłuj się - coraz chłodniej nad rankiem.MĄŻA dziecię moje - o Boże!Wychodzi.Salon - dwie świece na fortepianie - kolebka z uśpionym dzieckiem w kącie - Mąż rozciągnięty na krześle z twarzą ukrytą w dłoniach - Ż o n a przy fortepianie,ŻONAByłam u Ojca Beniamina, obiecał mi się na pojutrze.MĄŻDziękuję ci.ŻONAPosłałam do cukiernika, żeby kilka tort przysposobił, boś podobno dużo gości sprosił na chrzciny - wiesz - takie czokoladowe, z cyfrą Jerzego Stanisława.MĄŻDziękuję ci.ŻONABogu dzięki, że już raz się odbędzie ten obrządek - że Orcio nasz zupełnie chrześcijaninem się stanie - bo choć już chrzczony z wody, zdawało mi się zawsze, że mu nie dostaje czegoś.Idzie do kolebki.Śpij, moje dziecię - czy już się tobie coś śni, że zrzuciłeś kołderkę - ot, tak - teraz leż tak. - Orcio mi dzisiaj niespokojny - mój maleńki - mój śliczny, śpij.MĄŻna stronieParno - duszno - burza się gotuje - rychłoż tam ozwie się piorun, a tu pęknie serce moje?ŻONAWraca, siada do fortepianú, gra i przerywa, znowu grać zaczyna i przestaje znowu.Dzisiaj, wczoraj - ach! mój ty Boże, i przez cały tydzień, i już od trzech tygodni, od miesiąca słowa nie rzekłeś do mnie - i wszyscy, których widzę. mówią mi, że 1/4le wyglądamMĄŻna stronieNadeszła godzina - nic jej nie odwlecze.głośnoZdaje mi się, owszem, że dobrze wyglądasz.ŻONATobie wszystko jedno, bo już nie patrzysz na mnie, odwracasz się, kiedy wchodzę, i zakrywasz oczy, kiedy siedzę blisko. - Wczoraj byłam u spowiedzi i przypominałam sobie wszystkie grzechy - a nie mogłam nic znale1/4ć takiego, co by cię obrazić mogło.MĄŻNie obraziłaś mnie.ŻONAMój Boże - mój Boże!MĄŻCzuję, że powinienem cię kochaé.ŻONADobiłeś mnie tym jednym: „powinienem" - ach! Lepiej wstań i powiedz: „nie kocham" - przynajmniej już będę wiedziała wszystko - wszystko.Zrywa się i bierze dziecko z kolebki.Jego nie opuszczaj, a ja się na gniew twój poświęcę- dziecko moje kochaj - dziecko moje, Henryku.Przyklęka.MĄŻpodnoszącNic zważaj na to, com powiedział - napadają mnie często złe chwile - nudyŻONAO jedno słowo cię proszę - o jedną obietnicę tylko - powiedz, że go zawsze kochać będziesz.MĄŻI ciebie, i jego - wierzaj mi.Całuje ją w czoło - a ona go obejmuje ramionami - wtem grzmot-słychać - zaraz potem muzykę - akord po akordzie i coraz dziksze.ŻONACo to znaczy?Dziecię ciśnie do piersi. Muzyka się urywa. Wchodzi D z i e w i c a.O mój luby, przynoszę ci błogosławieństwo i rozkosz - chod1/4 za mną.O mój luby, odrzuć ziemskie łańcuchy, które cię pętają. - Ja ze świata świeżego, bez końca, bez nocy.- Jam twoja.ŻONA Najświętsza Panno, ratuj mnie! - to widmo blade jak umarły - oczy zgasłe i głos jak skrzypienie woza, na którym trup leży.MĄŻTwe czoło jasne, twój włos kwieciem przetykany, o luba.ŻONACałun w szmatach opada jej z ramion.MĄŻŚwiatło leje się naokoło ciebie - głos twój raz jeszcze - niechaj zaginę potem.DZIEWICA Ta, która cię wstrzymuje, jest złudzeniem. - Jej życie znikome - jej miłość jako liść, co ginie wśród tysiąca zeschłych - ale ja nie przeminę.ŻONAHenryku, Henryku, zasłoń mnie, nie daj mnie - czuję siarkę i zaduch grobowy.MĄŻKobieto z gliny i z błota, nie zazdrość, nie potwarzaj- nie blu1/4ń - patrz - to myśl pierwsza Boga o tobie, ale tyś poszła za radą węża i stałaś się, czym jesteś. ŻONANie puszczę cię.MĄŻO luba! rzucam dom i idę za tobą.Wychodzi.ŻONAHenryku - Henryku!Mdleje i pada z dzieckiem - drugi grzmot.Chrzest - Goście - Ojciec Beniamin - Ojciec Chrzestny - Matka Chrzestna - mamka z dzieckiem - na sofie na boku siedzi Ż o n a - w głębi służącyPIERWSZY GOŚĆpo cichuDziwna rzecz, gdzie Hrabia się podział.DRUGI GOŚĆZabałamucił się gdzieś lub pisze.PIERWSZY GOŚĆA Pani blada, niewyspana, słowa do nikogo nie przemówiła.TRZECI GOŚĆChrzest dzisiejszy przypomina mi bale, na które zaprosiwszy, gospodarz zgra się w wilią w karty, a potem gości przyjmuje z grzecznością rozpaczy.CZWARTY GOŚĆOpuściłem śliczną księżniczkę - przyszedłem - sądziłem, że będzie sute śniadanie, a zamiast tego, jako Pismo mówi, płacz i zgrzytanie zębów.OJCIEC BENIAMINJerzy Stanisławie, przyjmujesz olej święty?OJCIEC I MATKA CHRZESTNAPrzyjmuję.JEDEN Z GOŚCIPatrzcie, wstała i stąpa jak gdyby we śnie.DRUGI GOŚĆRoztoczyła ręce przed się i chwiejąc się idzie ku synowi.TRZECI GOŚĆCo mówicie? - Podajmy jej ramię, bo zemdleje.OJCIEC BENIAMIN,Jerzy Stanisławie, wyrzekasz się Szatana i pychy jego?OJCIEC I MATKA CHRZESTNAWyrzekam się.JEDEN Z GOŚCICyt - słuchajcie.ŻONA kładąc dłonie na głowie dziecięciaGdzie ojciec twój, Orcio?OJCIEC BENIAMINProszę nie przerywać.ŻONABłogosławię cię, Orciu, błogosławię, dziecię moje. - Bąd1/4 poetą, aby cię ojciec kochał, nie odrzucił kiedyś.MATKA CHRZESTNAAle pozwólże, moja Marysiu.ŻONATy ojcu zasłużysz się i przypodobasz - a wtedy on twojej matce przebaczý.OJCIEC BENIAMINBój się, Pani Hrabina, Boga.ŻONAPrzeklinam cię, jeśli nie będziesz poetą.Mdleje - wynoszą ją sługi.-GOŚCIErazemCoś nadzwyczajnego zaszło w tym domu - wychod1/4my, wychod1/4my !Tymczasem obrząd się kończy - dziecię płaczące odnoszą do kolebkiOJCIEC CHRZESTNYprzed kolebkąJerzy Stanisławie, dopiero coś został chrześcijaninem i wszedł do towarzystwa ludzkiego, a pó1/4niej zostaniesz obywatelem, a za staraniem rodziców i łaską Bożą znakomitym urzędnikiem - pamiętaj, że Ojczyznę kochać trzeba i że nawetza Ojczyznę zginąć jest pięknie...Wychodzą wszyscy.Piękna okolica - wzgórza i lasy - góry w oddali. MĄŻTegom żądał, o to przez długie modliłem się lata i nareszciem już bliski mojego celu - świat ludzi zostawiłem z tyłu - niechaj sobie tam każda mrówka bieży i bawi się d1/4błem swoim, a kiedy go opuści, niech skacze ze złości lub umiera z żalu.GŁOS DZIEWICYTędy - tędy.Przechodzi.Góry i przepaście ponad morzem - Gęste chmury - burza.MĄŻGdzie mi się podziała - nagle rozpłynęły się wonie poranku. pogoda się zaćmiła - stoję na tym szczycie, otchłań pode mną i wiatry huczą przera1/4liwieGŁOS DZIEWICYw oddaleniuDo mnie, mój luby.MĄŻJakże już daleko, a ja przesadzić nie zdołam przepaści.GŁOSw pobliżuGdzie skrzydła twoje?MĄŻZły duchu, co się natrząsasz ze mnie, gardzę tobą.GŁOS DRUGIU wiszaru góry twoja wielka dusza, nieśmiertelna, co jednym rzutem niebo przelecieć miała ot kona! - i nieboga twoich stóp się prosi, by nie szły dalej - wielka dusza- serce wielkie MĄŻPokażcie mi się, we1/4cie postać, którą bym mógł zgiąć i obalić. - Jeśli się was ulęknę, bodajbym Jej nie otrzymał nigdy.DZIEWICAna drugiej stronie przepaści Uwiąż się dłoni mojej i wzleć! MĄŻCóż się dzieje z tobą? - Kwiaty odrywają się od skroni twoich i padają na ziemię a jak tylko się jej dotkną, ślizgają jak jaszczurki, czołgają jak żmije.DZIEWICAMój luby !MĄŻPrzez Boga, suknię wiatr zdarł ci z ramion i rozdarł w szmaty.DZIEWICACzemu się ociągasz?MĄŻDeszcz kapie z włosów - kości nagie wyzierają z łona.DZIEWICAObiecałeś - przysiągłeś.MĄŻ Błyskawica 1/4rzenice jej wyżarła .CHÓR DUCHÓW ZŁYCHStara, wracaj do piekła - uwiodłaś serce wielkie i dumne, podziw ludzi i siebie samego. - Serce wielkie, id1/4 za lubą twoją.MĄŻBoże, czy Ty mnie za to potępisz, żem uwierzył, iż Twoja piękność przenosi o całe niebo piękność tej ziemi - za to, żem ścigał za nią i męczył się dla niej, ażem stał się igrzyskiem szatanów ?DUCH ZŁYSłuchajcie, bracia - słuchajcie!MĄŻDobija ostatnia godzina. - Burza kręci się czarnymi wiry- morze dobywa się na skały i ciągnie ku mnie - niewidoma siła pcha mnie coraz dalej - coraz bliżej - z tyłu tłum ludzi wsiadł mi na barkí i prze ku otchłani. DUCH ZŁYRadujcie się, bracia - radujcie!MĄŻNa próżno walczyć - rozkosz otchłani mnie porywa - zawrót w duszy mojej - Boże - wróg Twój zwycięża!ANIOŁ STRÓŻponad morzemPokój wam, bałwany, uciszcie się!W tej chwili na głowę dziecięcia twego zlewa się woda święta. Wracaj do domu i nie grzesz więcej. Wracaj do domu i kochaj dziecię twoje.Salon z fortepianem - wchodzi M ą ż - służący ze świecą za nimMĄŻGdzie Pani?SŁUGAJW. Pani słaba.MĄŻByłem w jej pokoju - pusty.SŁUGAJasny Panie, bo JW. Pani tu nie ma.MĄŻA gdzie?SŁUGAOdwie1/4li ją wczoraj...MĄŻGdzie ? SŁUGADo domu wariatów.Ucieka z pokojuMĄŻSłuchaj, Mario, może ty udajesz, skryłaś się gdzie. żeby mnie ukarać? Ozwij się, proszę cię, Mario - Marysiu!Nie - nikt nie odpowiada. - Janie - Katarzyno! - Ten dom cały ogłuchł - oniemiał.Tę, której przysiągłem na wierność i szczęście, sam strąciłem do rzędu potępionych już na tym świecie. - Wszystko, czegom się dotknął, zniszczyłem i siebie samego zniszczę w końcu. - Czyż na to piekło mnie wypuściło, bym trochę dłużej był jego żywym obrazem na ziemi?Na jakiejże poduszce ona dziś głowę położy? - Jakież d1/4więki otoczą ją w nocy? - Skowyczenia i śpiewy obłąkanych. Widzę ją - czoło, na którym zawsze myśl spokojna, witająca - uprzejma - przezierała - pochylone trzyma- a myśl dobrą swoją posłała w nieznane obszary, może za mną, i błąka się biedna, i płacze.GLOS SKĄDSIŚDramat układasz.MĄŻHa! - mój Szatan się odzywa. Bieży ku drzwiom, rozpycha podwoje.Tatara mi osiodłać - płaszcz mój i pistolety! Dom obłąkanych w górzystej okolicy - ogród wokołoŻONA DOKTORAz pękiem kluczów u drzwiMoże Pan krewny Hrabiny?MĄŻJestem przyjacielem jej męża, on mnie tu przysłałŻONA DOKTORAProszę Pana - wiele sobie z niej obiecywać nie sposób- mój mąż wyjechał, byłby to lepiej wyłuszczył - przywie1/4li ją zawczoraj - była w konwulsjach. - Jakie gorąco.Obciera twarz.Mamy dużo chorych - żadnego jednak tak niebezpiecznie jak ona. - Imainuj sobie Pan, ten instytut kosztuje nas ze dwakroć sto tysięcy, - Patrz Pan, jaki widok na góry- ale Pan, widzę, niecierpliwy - więc to nieprawda, że jakóbiny jej męża porwali w nocy? Proszę Pana.Pokój - kratowane okno - kilka krzeseł - łóżko-Żona na kanapie.MĄŻWchodzi. Chcę być z nią sam na sam.GŁOS ZZA DRZWIMój mąż by się gniewał, gdyby...MĄŻDajże mi W. Pani pokój!Drzwi za sobą zamyka i idzie ku Żonie.GŁOS ZNAD SUFITUW łańcuchy spętaliście Boga. - Jeden już umarł na krzyżu. - Ja drugi Bóg, i równie wśród katów.GŁOS SPOD PODŁOGINa rusztowanie głowy królów i panów - ode mnie poczyna się wolność ludu.GŁOS ZZA PRAWEJ ŚCIANYKlękajcie przed królem, panem waszym.GŁOS ZZA LEWEJ ŚCIANYKometa na niebie już błyska - dzień strasznego sądu się zbliża.MĄŻCzy mnie poznajesz, Mario?ŻONAPrzysięgłam ci na wierność do grobu. MĄŻChod1/4 - daj mi ramię, wyjdziemy.ŻONANie mogę się podnieść - dusza opuściła ciało moje, wstąpiła do głowy.MĄŻPozwól, wyniosę ciebie.ŻONADozwól chwil kilka jeszcze, a stanę się godną ciebieMĄŻJak to?ŻONAModliłam się trzy nocy i Bóg mnie wysłuchał.MĄŻNie rozumiem cię.ŻONAOd kiedym cię straciła, zaszła odmiana we mnie -"Panie Boże", mówiłam i biłam się w piersi, i gromnicę przystawiałam do piersi i pokutowałam, „spuść na mnie ducha poezji", i trzeciego dnia z rana stałam się poetą.MĄŻMario !ŻONAHenryku, mną teraz już nie pogardzisz - jestem pełna natchnienia - wieczorami już mnie nie będziesz porzucał.MĄŻNigdy, nigdy.ŻONA Patrz na mnie. - Czy nie zrównałam się z tobą? - Wszystko pojmę, zrozumiem, wydam, wygram, wyśpiewam. - Morze, gwiazdy, burza, bitwa. - Tak, gwiazdy, burza, morze- ach! wymknęło mi się jeszcze coś - bitwa. - Musisz mniezaprowadzić na bitwę - ujrzę i opiszç - trup, całun, krew, fala, rosa, trumna.Nieskończoność mnie oblejeI jak ptak w nieskończonościBłękit skrzydłami rozwiejçI lecąc się rozemdlejęW czarnej nicościMĄŻPrzeklęstwo - przeklęstwo!ŻONAObejmuje go ramionami i całuje w usta.Henryku mój, Henryku, jakżem szczęśliwaGŁOS SPOD POSADZKITrzech królów własną ręką zabiłem - dziesięciu jest jeszcze - i księży stu śpiewających mszę.GŁOS Z LEWEJ STRONYSłońce trzecią część blasku straciło - gwiazdy zaczynają potykać się po drogach swoich - niestety - niestetyMĄŻDla mnie już nadszedł dzień sądu.ŻONARozjaśnij czoło, bo smucisz mnie na nowo. - Czegoż ci, nie dostaje? - Wiesz, powiem ci coś jeszcze.MĄŻMów, a wszystkiego dopełnię. ŻONATwój syn będzie poetą.MĄŻCo?ŻONANa chrzcie ksiądz mu dał pierwsze imię - poeta - a następne znasz, Jerzy Stanisław. - Jam to sprawiła - błogosławiłam, dodałam przeklęstwo - on będzie poetą. - Ach, jakże cię kocham, Henryku!GŁOS Z SUFITUDaruj im, Ojcze, bo nie wiedzą, co czynią.ŻONATamten dziwne cierpi obłąkanie - nieprawdaż?MĄŻNajdziwniejsze.ŻONAOn nie wie, co gada, ale ja ci ogłoszę, co by było, gdyby Bóg oszalał.Bierze go za rękę.Wszystkie światy lecą to na dół, to w górę - człowiek każdy, robak każdy krzyczy: „Ja Bogiem" - i co chwila jeden po drugim konają - gasną komety i słońca. - Chrystus nas już nie zbawi - krzyż swój wziął w ręce obie i rzucił w otchłań czy słyszysz, jak ten krzyż, nadzieja milionów, rozbija się o gwiazdy, łamie się, pęka, rozlatuje w kawałki, a coraz niżej i niżej - aż tuman wielki powstał z jego odłamków - Najświętsza Bogarodzica jedna się jeszcze modli i gwiazdy, Jej służebnice, nie odbiegły Jej dotąd - ale i Ona pójdzie, kędy idzie świat cały.MĄŻMario, może chcesz widzieć syna?ŻONAJam mu skrzyła przypięła, posłała między światy, by się napoił wszystkim, co piękne i straszne, i wyniosłe. - On wróci kiedyś i uraduje ciebie. - Ach !MĄŻŹle tobie?ŻONAW głowie mi ktoś lampę zawiesił i lampa się kołysze- nieznośnie.MĄŻMario moja najdroższa, bąd1/4że mi spokojna, jako dawniej byłaś !ŻONAKto jest poetą, ten nie żyje długo.MĄŻHej ! ratunku - pomocy !Wpadają kobiety ! Ż o n a D o k t o r a.ŻONA DOKTORAPigułek - proszków - nie - nic zsiadłego - owszem, płynne jakie lekarstwo. - Małgosiu, bież do apteczki!- Pan sam temu przyczyną - mój mąż mnie wyłaje.ŻONAŻegnam cię, Henryku.ŻONA DOKTORATo JW. Hrabia sam w osobie swojej!MĄŻMario, Mario !Ściska ją.ŻONADobrze mi, bo umieram przy tobie.Spuszcza głowę.ŻONA DOKTORAJaka czerwona. - Krew rzuciła się do mózguMĄŻAle jej nic nie będzie!Wchodzi D o k t o r i zbliża się do kanapy. DOKTORJuż jej nic nie ma - umarła.Czemu, o dziecię, nie hasasz na kijku , nic bawisz się lalką, much nie mordujesz, nie wbijasz na pal motyli, nie tarzasz się po trawnikach, nie kradniesz łakoci, nie oblewasz łzami wszystkich liter od A do Z? - Królu much i motyli, przyjacielu poliszynela, czarcie maleńki, czemuś tak podobny do aniołka? - Co znaczą twoje błękitne oczy, pochylone, choć żywe, pełne wspomnień, choć ledwo kilka wiosen przeszło ci nad głową? - Skąd czoło opierasz na rączkach białych i zdajesz się marzyć, a jako kwiat obarczone rosą, tak skronia twoje obarczone myślami?A kiedy się zarumienisz, płoniesz jak stulistna róża i pukle odwijając w tył wzroczkiem sięgasz do nieba - powiedz, co słyszysz, co widzisz, z kim rozmawiasz wtedy? - Bo na twe czoło występują zmarszczki, gdyby cieniutkie nici płynące z niewidzialnego kłębka - bo w oczach twoich jaśnieje iskra, której nikt nic rozumie - a mamka twoja płacze i woła na ciebie, i myśli, że jej nie kochasz - a znajomi i krewni wołają na ciebie i myślą, że ich nie poznajesz - twój ojciec jeden milczy i spogląda ponuro, aż łza mu się zakręci i znowu gdzieś przepadnie.Lekarz wziął cię za puls, liczył bicia i ogłosił, że „masz nerwy". - Ojciec Chrzestny ciast ci przyniósł, poklepał po ramieniu i wróżył, że będziesz obywatelem pośród wielkiego narodu. - Profesor przystąpił i macał głowę twoją, i wyrzekł, że masz zdatność do nauk ścisłych. - Ubogi, któremuś dał grosz, przechodząc, do czapki, obiecał ci piękną żonę na ziemi i koronę w niebie. - Wojskowy przyskoczył, porwał i podrzucił, i krzyknął: „Będziesz pułkownikiem." - Cyganka długo Czytała dłoń twoją prawą i lewą, nic wyczytać nie mogła, jęcząc odeszła, dukata wziąć nie chciała. - Magnetyzer palcami ci wionął w oczy, długimi palcami twarz ci okrążył i przeląkł się, bo czuł, że sam zasypia. - Ksiądz gotował się do pierwszej spowiedzi i chciał ukląc przed tobą jak przed obrazkiem. - Malarz nadszedł, kiedyś się gniewał i tupał nóżkami, nakreślił z ciebie szatanka i posadził cię na obrazie dnia sądnego między wyklętymi duchamiTymczasem wzrastasz i piękniejesz - nie ową świeżością dzieciństwa mleczną i poziomkową, ale pięknością dziwnych, niepojętych myśli, które chyba z innego świata płyną ku tobie - bo choć często oczy masz gasnące, śniade lica. zgięte piersi każdy, co spojrzy na ciebie, zatrzyma się i powie: „.Takie śliczne dziecię." - Gdyby kwiat, co więdnie, miał duszę z ognia i natchnienie z nieba. gdyby na każdym listku, chylącym się ku ziemi. anielska myśl leżała miasto kropli rosy, ten kwiat byłby do ciebie podobnym, o dziecię moje- może takie bywały przed upadkiem Adama.Cmentarz - Mąż i Orcio przy grobie w gotyckie filary i wieżyczkiMĄŻZdejm kapelusik i módl się za duszę matki.ORCIO Zdrowaś Panno Maryjo, łaskiś Bożej pełna, Królowa niebios, Pani wszystkiego, co kwitnie na ziemi, po polach, nad strumieniami...MĄŻCzego odmieniasz słowa modlitwy? - Módl się jak cię nauczono, za matkę, która dziesięć lat o tej właśnie godzinie skonała.ORCIOZdrowaś Panno Maryjo, łaskiś Bożej pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś między Aniołami i każdy z nich, kiedy przechodzisz, tęczę jedną z skrzydeł swych wyziera i rzuca pod stopy Twoje. - Ty na nich, jak gdyby na falach...MĄŻOrcio!ORCIOKiedy mi te słowa się nawijają i bolą w głowie tak, że proszę Papy, muszę je powiedzieć.MĄŻWstań, taka modlitwa nie idzie do Boga. - Matki nie pamiętasz - nie możesz jej kochać.ORCIOWiduję bardzo często Mamę.MĄŻ Gdzie, mój maleńki?ORCIOWe śnie, to jest, niezupełnie we śnie, ale tak, kiedy zasypiam, na przykład zawczoraj.MĄŻDziecko moje, co ty gadasz?ORCIOByła bardzo biała i wychudła.MĄŻA mówiła co do ciebie?ORCIOZdawało mi się, że się przechadza po wielkiej i szerokiej ciemności, sama bardzo biała, i mówiła:Ja błąkam się wszędzie,Ja wszędzie się wdzieram,Gdzie światów krawędzie,Gdzie aniołów pienie,I dla ciebie zbieramKształtów roje,O dziecię moje!Myśli i natchnienie.I od duchów wyższych,I od duchów niższychFarby i odcienie,D1/4więki i promienieZbieram dla ciebie,Byś ty, o synku mój,Był, jako są w niebie,I ojciec twójKochał ciebie. Widzi Ojciec, że pamiętam słowo w słowo - proszę kochanego Papy, ja nie kłamię. MĄŻopierając się o filar grobuMario, czyż dziecię własne chcesz zgubić, mnie dwoma zgonami obarczyć?.. Co ja mówię? - Ona gdzieś w niebie, cicha i spokojna, jak za życia na ziemi - marzy się tylko temu biednemu chłopięciu.ORCIOI teraz słyszę głos jej, lecz nic nie widzę.MĄŻSkąd - w której stronie?ORCIOJak gdyby od tych dwóch modrzewi, na które pada światło zachodzącego słońca.Ja napojęUsta twojeD1/4więkiem i potęgą,Czoło przyozdobięJasności wstęgąI matki miłościąObudzę w tobieWszystko, co ludzie na ziemi, anieli w niebieNazwali pięknością-By ojciec twój,O synku mój,Kochał ciebie.MĄŻCzyż myśli ostatnie przy zgonie towarzyszą duszy, choć dostanie się do nieba - możeż być duch szczęśliwym, świętym i obłąkanym zarazem?ORCIOGłos Mamy słabieje, ginie już prawie za murem kośćtnicy, ot tam - tam - jeszcze powtarzaO synku mój,By ojciec twójKochał ciebie.MĄŻBoże, zmiłuj się nad dzieckiem naszym, którego, zda się, że w gniewie Twoim przeznaczyłeś szaleństwu i zawczesnej śmierci - Panie, nie wydzieraj rozumu własnym stworzeniom, nie opuszczaj świątyń któreś Sam wybudował Sobie - spojrzyj na męki moje i aniołka tego nie wydawaj piekłu. - Mnieś przynajmniej obdarzył siłą na wytrzymanie natłoku myśli, namiętności i uczuć, a jemu? - dałeś ciało do pajęczyny podobne, które lada myśl wielka rozerwie - o Panie Boże- o Boże !Od lat dziesięciu dnia spokojnego nie miałem - nasłałeś wielu ludzi na mnie, którzy mi szczęścia winszowali, zazdrościli, życzyli - spuściłeś na mnie grad boleści i znikomych obrazów, i przeczuciów, i marzeń - łaska Twoja na rozumspadła, nie na serce moje - dozwól mi dziecię ukochać w pokoju i niechaj stanie mir' już między Stwórcą i stworzonym - Synu, przeżegnaj się i chod1/4 ze mną. Wieczny odpoczynek. Wychodzą.Spacer - damy i kawalerowie - F i l o z o f - M ą ż.FILOZOFPowtarzam, iż to jest nieodbitą, samowolną wiarą we mnie, że czas nadchodzi wyzwolenia kobiet i Murzynów.MĄŻPan masz rację.FILOZOFI wielkiej do tego odmiany w towarzystwie ludzkim w szczególności i w ogólności - z czego wywodzę odrodzenie się rodu ludzkiego przez krew i zniszczenie form starych.MĄŻTak się Panu wydaje. FILOZOFPodobnie jako glob nasz się prostuje lub pochyla na osi swojej przez nagłe rewolucje.MĄŻCzy widzisz to drzewo spróchniałe?FILOZOFZ młodymi listkami na dolnych gałązkach.MĄŻDobrze. - Jak sądzisz - wiele lat jeszcze stać może? FILOZOFCzy ja wiem? Rok - dwa lata.MĄŻA jednak dzisiaj wypuściło z siebie kilka listków świeżych, choć korzenie gniją coraz bardziej.FILOZOFCóż z tego?MĄŻNic - tylko że gruchnie i pójdzie precz na węgle i popiół, bo nawet stolarzowi nie zda się na nic.FILOZOFPrzecie nie o tym mowa.MĄŻJednak to obraz twój i wszystkich twoich, i wieku twego, i teorii twojej.Przechodzą.Wąwóz pomiędzy góramiMĄŻ Pracowałem lat wiele na odkrycie ostatniego końca wszelkich wiadomości, rozkoszy i myśli, i odkryłem - próżnię grobową w sercu moim. - Znam wszystkie uczucia po imieniu, a żadnej żądzy, żadnej wiary, miłości nie ma we mnie- jedno kilka przeczuciów krąży w tej pustyni - o synu moim, że oślepnie - o towarzystwie, w którym wzrosłem, że rozprzęgnie się - i cierpię tak, jak Bóg jest szczęśliwy, sam w sobie, sam dla siebie.GŁOS ANIOŁA STRÓŻASchorzałych, zgłodniałych, rozpaczających pokochaj bli1/4nich twoich, biednych bli1/4nich twoich, a zbawion będziesz.MĄŻKto się odzywa?MEFISTOprzechodzącKłaniam uniżenie - lubię czasem zastanawiać podróżnych darem, który natura osadziła we mnie. - Jestem brzuchomówca.MĄŻpodnosząc rękę do kapeluszaNa kopersztychu podobna twarz gdzieś widziałem.MEFISTOna stronieHrabia ma dobrą pamięćgłośnoNiech będzie pochwalen. MĄŻNa wieki wieków - amen.MEFISTOwchodząc pomiędzy skatyTy i głupstwo twoje.MĄŻ Biedne dziecię, dla win ojca, dla szału matki przeznaczone wiecznej ślepocie - nie dopełnione, bez namiętności, żyjące tylko milczeniem, cień przelatującego anioła rzucony na ziemię i błądzący w znikomości swojej. - Jakiż ogromny orzeł' wzbił się nad miejscem, w którym ten człowiek zniknął!ORZEŁWitam cię - witam.MĄŻ Leci ku mnie, cały czarny - świst jego skrzydeł jako świst tysiąca kul w boju. ORZEŁSzablą ojców twoich bij się o ich cześć i potęgę.MĄŻRoztoczył się nade mną - wzrokiem węża grzechotnika ssie mi 1/4rzenice - ha! rozumiem ciebie.ORZEŁNie ustępuj, nie ustąp nigdy - a wrogi twe, podłe wrogi twe pójdą w pył.MĄŻŻegnam cię wśród skał, pomiędzy którymi znikasz - bąd1/4 co bąd1/4, fałsz czy prawda, zwycięstwo czy zaguba, uwierzę tobie, posłanniku chwały. - Przeszłości, bąd1/4 mi ku pomocy - a jeśli duch twój wrócił do łona Boga, niechaj się znów oderwie, wstąpi we mnie, stanie się myślą, siłą i czynem.Zrzuca żmiję.Id1/4, podły gadzie - jako strąciłem ciebie i nie ma żalu po tobie w naturze, tak oni wszyscy stoczą się w dół i po nich żalu nie będzie - sławy nie zostanie - żadna chmura się nie odwróci w żegludze, by spojrzeć za sobą na tylu synów ziemi, ginących pospołu. Oni naprzód - ja potem.Błękicie niezmierzony, ty ziemię obwijasz - ziemia niemowlęciem, co zgrzyta i płacze - ale ty nie drżysz, nie słuchasz jej, ty płyniesz w nieskończoność swoją.Matko naturo, bąd1/4 mi zdrowa - idę się na człowieka przetworzyć, walczyć idę z bracią moją.Pokój - Mąż - Lekarz - OrcioMĄŻ Nic mu nie pomogli - w Panu ostatnia nadzieja.LEKARZBardzo mi zaszczytnie...MĄŻ Mów panu, co czujesz.ORCIOJuż nie mogę ciebie, Ojcze, i tego pana rozpoznaé - iskry i nicie czarne latają przed moimi oczyma, czasem z nich wydobędzie się na kształt cieniutkiego węża - i nuż robi się chmura żółta - ta chmura w górę podleci, spadnie na dół,pryśnie z niej tęcza - i to nic mnie nie boli.LEKARZ Stań, Panie Jerzy, w cieniu - wiele Pan lat masz?patrzy mu w oczy.MĄŻSkończył czternaścieLEKARZTeraz odwróć się do okna.MĄŻA cóż?LEKARZPowieki prześliczne, białka przeczyste, żyły wszystkie w porządku, muszkuły w sile.do OrciaŚmiej się Pan z tego - Pan będziesz zdrów jak ja.do MężaNie ma nadziei. - Sam Pan Hrabia przypatrz się 1/4rzenicy- nieczuła na światło - osłabienie zupełne nerwu optycznegoORCIOMgłą zachodzi mi wszystko - wszystko.MĄŻPrawda - rozwarta - szara - bez życia.ORCIOKiedy spuszczę powieki, więcej widzę niż z otwartymi oczyma.LEKARZMyśl w nim ciało przepsuła - należy się bać katalepsji.MĄŻ odprowadzając Lekarza na stronęWszystko, co zażądasz - pół mojego majątkuLEKARZ Dezorganizacja nie może się zreorganizować.Bierze kij i kapelusz.Najniższy sługa Pana Hrabiego, muszę jechać zdjąć jednej pani kataraktę.MĄŻZmiłuj się, nie opuszczaj nas jeszczeLEKARZMoże Pan ciekawy nazwiska tej choroby?MĄŻI żadnej, żadnej nie ma nadziei?LEKARZZowie się po grecku: amaurosis.Wychodzi.MĄŻ przyciskając syna do piersi .Ale ty widzisz jeszcze cokolwiek?ORCIOSłyszę głos twój, OjczeMĄŻSpojrzyj w okno, tam słońce, pogoda.ORCIOPełno postaci mi się wije między 1/4rzenicą a powieką - widzętwarze widziane, znajome miejsca - karty książek czytanych.MĄŻTo widzisz jeszcze?ORCIOTak, oczyma duszy, lecz tamte pogasły.MĄŻpadając na kolana - chwila milczeniaPrzed kim ukląkłem - gdzie mam się upomnieć o krzywdę mojego dziecka ?Milczmy raczej - Bóg się z modlitw, Szatan z przeklęstw śmieje.GŁOS SKĄDSIŚTwój syn poetą - czegóż żądasz więcej? Lekarz, Ojciec ChrzestnyOJCIEC CHRZESTNYZapewnie, to wielkie nieszczęście być ślepym.LEKARZI bardzo nadzwyczajne w tak młodym wiekuOJCIEC CHRZESTNYBył zawsze słabej kompleksji, i matka jego umarła nieco... tak...LEKARZJak to ?OJCIEC CHRZESTNYPoniekąd tak - Wać Pan rozumiesz - bez piątej klepki.MĄŻPrzepraszam Pana, żem go prosił o tak pó1/4nej godzinie. Ale od kilku dni mój biedny syn budzi się zawsze około dwunastej, wstaje i przez sen mówi - proszę za mną.LEKARZ Chod1/4my. - Jestem bardzo ciekawy owego fenomenu.Pokój sypialny - Służąca - Krewni - Ojciec Chrzestny - Lekarz - MażKREWNYCicho.DRUGIObudził się, a nas nie słyszy.LEKARZProszę Panów nic nie mówić.OJCIEC CHRZESTNYTo rzecz arcydziwna. ORCIOwstającO Boże - Boże!KREWNYJak powoli stąpa.DRUGIJak trzyma ręce założone na piersiach.TRZECINie mrugnie powieką - ledwo że usta roztwiera, a przecię głos ostry, przeciągły z nich się dobywa.SŁUŻĄCYJezusie Nazareński !ORCIOPrecz ode mnie, ciemności - jam się urodził synem światła i pieśni - co chcecie ode mnie? - czego żądacie ode mnie?Nie poddam się wam, choć wzrok mój uleciał z wiatrami i goni gdzieś po przestrzeniach - ale on wróci kiedyś, bogaty w promienie gwiazd, i oczy moje rozogni płomieniem.OJCIEC CHRZESTNYTak jak nieboszczka, plecie, sam nie wie co - to widok bardzo zastanawiający.LEKARZZgadzam się ż Panem Dobrodziejem.MAMKANajświętsza Panno Częstochowska, we1/4 mi oczy i daj jemu.ORCIO Matko moja, proszę cię - matko moja, naślij mi teraz obrazów i myśli, bym żył wewnątrz, bym stworzyĺ drugi świat w sobie, równy temu, jaki postradałem.KREWNY Co myślisz, bracie, to wymaga rady familijnej?DRUGICzekaj - cicho.ORCIONie odpowiadasz mi - o matko ! nie opuszczaj mnie !LEKARZdo MężaObowiązkiem moim jest prawdę mówić.OJCIEC CHRZESTNYTak jest - to jest obowiązkiem - i zaletą lekarzy, Panie Konsyliarzu.LEKARZPański syn ma pomieszanie zmysłów, połączone z nadzwyczajną dra1/4liwością nerwów, co niekiedy sprawia, że tak powiem, stan snu i jawu zarazem, stan podobny do tego, który oczywiście tu napotykamy.MĄŻna stronie Boże, patrz, on Twoje sądy mi tłumaczy.LEKARZChciałbym pióra i kałamarza - Cerasi laurei dwa grana etc., etc. ...MĄŻW tamtym pokoju Pan znajdziesz - proszę wszystkich, by wyszli.GŁOSY POMIESZANEDobranoc - dobranoc - do jutra.ORCIObudząc sięDobrej nocy mi życzą - mówcie o długiej nocy - o wiecznej może - ale nie o dobrej, nie o szczęśliwej.MĄŻWesprzyj się na mnie, odprowadzę cię do łóżkaORCIO Ojcze, co to się ma znaczyć?MĄŻOkryj się dobrze i zaśnij spokojnie, bo doktor mówi, że wzrok odzyskasz.ORCIOTak mi niedobrze - sen mi przerwały głosy czyjeś. Zasypia.MĄŻNiech moje błogosławieństwo spoczywa na tobie - nic ci więcej dać nie mogę, ni szczęściá, ni światła, ni sławy - a dobija godzina, w której będę musiał walczyć, działać z kilkoma lud1/4mi przeciwko wielu ludziom. - Gdzie się ty podziejesz, sam jeden i wśród stu przepaści, ślepy, bezsilny, dziecię i poeto zarazem, biedny śpiewaku bez słuchaczy, żyjący duszą za obrębami ziemi, a ciałem przykuty do ziemi - o ty nieszczęśliwy, najnieszczęśliwszy z aniołów, o ty mój synu !MAMKAu drzwiPan Konsyliarz każe JW. Pana prosić.MĄŻDobra moja Katarzyno, zostań się przy małym.Wychodzi.Do pieśni - do pieśni !Kto ją zacznie, kto jej dokończy? - Dajcie mi przeszłość zbrojną w stal, powiewną rycerskimi pióry. - Gotyckie wieże wywołam przed oczy wasze - rzucę cień katedr świętych na głowy wam. - Ale to nie to - tego już nigdy nie będzie.Ktokolwiek jesteś, powiedz mi, w co wierzysz - łatwiej byś życia się pozbył, niż wiarę jaką wynalazł, wzbudził wiarę w sobie. Wstyd1/4cie się, wstyd1/4cie wszyscy mali i wielcy- a mimo was mimo żeście mierni i nędzni, bez serca i mózgu, świat dąży ku swoim celom, rwie za sobą, pędzi przed się, bawi się z wami, przerzuca, odrzuca - walcem świat się toczy, pary znikają i powstają, wnet zapadają, bo ślisko - bo krwi dużo - krew wszędzie - krwi dużo, powiadam wam.Czy widzisz owe tłumy, stojące u bram miasta wśród wzgórzów i sadzonych topoli - namioty rozbite - zastawione deski, długie, okryte mięsiwem i napojami, podparte pniami, drągami? - Kubek lata z rąk do rąk - a gdzie ust się dotknie, tam głos się wydobędzie, gro1/4ba, przysięga lub przeklęstwo - On lata, zawraca, krąży, tańcuje, zawsze pełny, brzęcząc, błyszcząc, wśród tysiąców. - Niechaj żyje kielich pijaństwa i pociechy!Czy widzicie, jak oni czekają niecierpliwie - szemrzą między sobą, do wrzasków się gotują - wszyscy nędzni, ze znojem na czole, z rozczuchranymi włosy, w łachmanach, z spiekłymi twarzami, z dłoniami pomarszczonymi od trudu - ci trzymają kosy, owi potrząsają młotami, heblami - patrz- ten wysoki trzyma topór spuszczony - a tamten stemplem żelaznym nad głową powija; dalej w bok pod wierzbą chłopię małe wisznię do ust kładzie, a długie szydło w prawej ręce ściska. - Kobiety przybyły także, ich matki, ich żony, głodne i biedne jak oni, zwiędłe przed czasem, bez śladów pięknaśei - na ich włosach kurzawa bitej drogi - na ich łonach poszarpane odzieże - w ich oczach coś gasnącego, ponurego, gdyby przedrze1/4nianie wzroku - ale wnet się ożywią - kubek tata wszędzie, obiega wszędzie. - Niech żyje kielich pijaństwa i pociechy !Teraz szum wielki powstał w zgromadzeniu - czy to radość czy rozpacz? - Kto rozpozna, jakie uczucie w głosach tysiąców? - Ten, który nadszedł, wstąpił na stół, wskoczył na krzesło i panuje nad nimi, mówi do nich. - Głos jego przeciągły, ostry, wyra1/4ny - każde słowo rozeznasz, zrozumiesz- ruchy jego powolne, łatwe, wtórują słowom, jak muzyka pieśni - czoło wysokie, przestronne, włosa jednego na czaszce nie masz, wszystkie wypadły, strącone myślami - skóra przyschła do czaszki, do liców, żółtawo się wcina pomiędzy koście i muszkuły - a od skroni broda czarna wieńcem twarz opasuje - nigdy krwi, nigdy zmiennej barwy na licach - oczy niewzruszone, wlepione w słuchaczy - chwili jednej zwątpienia, pomieszania nie dojrzeć; a kiedy ramię wzniesie, wyciągnie. wytęży ponad nimi, schylają głowy, zda się, że wnet uklękną przed tym błogosławieństwem wielkiego rozumu - nie serca - precz z sercem, z przesądami, a niech żyje słowo pociechy i mordu!To ich wściekłość, ich kochanie, to władzca ich dusz i zapału - on obiecuje im chleb i zarobek: - Krzyki się wzbiły, rozciągnęły, pękły po wszystkich stronach - „Niech żyje Pankracy ! - chleba nam, chleba, chleba !" - A u stóp mówcy opiera się na stole przyjaciel czy towarzysz, czy sługa.Oko wschodnie, czarne, cieniowane długimi rzęsy - ramiona obwisłe, nogi uginające się, ciało niedołężnie w bok schylone - na ustach coś lubieżnego, coś złośliwego, na palcach złote pierścienie - i on także głosem chrapliwym woła - „Niech żyje Pankracy!" Mówca ku niemu na chwilę wzrok obrócił. - „Obywatelu Przechrzto, podaj mi chustkę"Tymczasem trwają poklaski i wrzaski. - „Chleba nam, chleba, chleba! - Śmierć panom, śmierć kupcom - chleba; chleba !"Szałas - lamp kilka - księga rozwarta na stole - Przechrzty. PRZECHRZTABracia moi podli, bracia moi mściwi, bracia kochani, ssajmy karty Talmudu jako pierś mleczną, pierś żywotną, z której siła i miód płynie dla nas, dla nich gorycz i trucizna.CHÓR PRZECHRZTÓWJehowa pan nasz, a nikt inny. - On nas porozrzucał wszędzie, On nami, gdyby splotami niezmiernej gadziny, oplótł świat czcicielów Krzyża, panów naszych, dumnych, głupich, niepiśmiennych . - Po trzykroć pluńmy na zgubę im - po trzykroć przeklęstwo im.PRZECHRZTACieszmy się, bracia moi. - Krzyż, wróg nasz, podcięty, Zbutwiały, stoi dziś nad kałużą krwi, a jak raz się powali, nie powstanie więcej. - Dotąd pany go bronią.CHÓRDopełnia się praca wieków, praca nasza markotna, bolesna; zawzięta. - Śmierć panom - po trzykroć pluńmy na zgubę im - po trzykroć przeklęstwo im!PRZECHRZTANa wolności bez ładu, na rzezi bez końca, na zatargach i złościach, na ich głupstwie i dumie osadzim potęgę Izraela- tylko tych panów kilku - tych kilku jeszcze zepchnąć w dół- trupy ich przysypać rozwalinami Krzyża.CHÓRKrzyż znamię święte nasze - woda chrztu połączyła nas z lud1/4mi - uwierzyli pogardzający miłości pogardzonych Wolność ludzi prawo nasze - dobro ludu cel nasz - uwierzyli synowie chrześcijan w synów Kaifasza . - Przed wiekami wroga umęczyli ojcowie nasi - my go na nowo dziś umęczym i nie zmartwychwstanie więcej.PRZECHRZTAChwil kilka jeszcze, jadu żmii kropel kilka jeszcze - a świat nasz, nasz, o bracia moi!CHÓRJehowa Pan Izraela, a nikt inny. - Po trzykroć pluńmy na zgubę ludom - po trzykroć przeklęstwo im!Słychać stukanie.PRZECHRZTADo roboty waszej - a ty, święta księgo, precz stąd, by wzrok przeklętego nie zbrudził kart twoich.Talmud chowa. Kto tam?GŁOS ZZA DRZWISwój ! - W imieniu Wolności, otwieraj !PRZECHRZTABracia do młotów i powrozów!Otwiera.LEONARDwchodzącDobrze, Obywatele, że czuwacie i ostrzycie puginały na jutro.Do jednego z nich przystępuje.A ty co robisz w tym kącie?JEDEN Z PRZECHRZTÓWStryczki, Obywatelu.LEONARDMasz rozum, bracie - kto od żelaza nie padnie w boju, ten na gałęzi skona.PRZECHRZTAMiły obywatelu Leonardzie, czy sprawa pewna na jutro?LEONARDTen, który myśli i czuje najpotężniej z nas wszystkich, wzywa cię na rozmowę przeze mnie. - On ci sam na to pytanie odpowie.PRZECHRZTAIdę - a wy nie ustawajcie w pracy - Jankielu, pilnuj ich dobrze.Wychodzi z Leonardem.CHÓR PRZECHRZTÓWPowrozy i sztylety, kije i pałasze, rąk naszych dzieło, wyjdziecie na zatratę ím - oni panów zabiją po błoniach - rozwieszą po ogrodach i borach - a my ich potem zabijem, powiesim. - Pogardzeni wstaną w gniewie swoim, w chwałę Jehowy się ustroją; słowo Jego zbawienie, miłość Jego dla nas zniszczeniem dla wszystkich. - Pluńmy po trzykroć na zgubę im, po trzykroć przeklęstwo im!Namiot - porozrzucane butelki, kielichy. PANKRACYPięćdziesięciu hulało tu przed chwilą i za każdym słowem moim krzyczało: -"Vivat" - czy choć jeden zrozumiał myśli moje? - pojął koniec drogi, u początku której hałasuje? Ach! - fervidum imitatorum pecus .wchodzi Leonard i Przechrzta Czy znasz hrabiego Henryka?PRZECHRZTAWielki Obywatelu. z widzenia raczej niż z rozmowy - raz tylko, pamiętam, przechodząc na Boże Ciało, krzyknął mi- „ustąp się" - i spojrzał na mnie wzrokiem pana - za co mu ślubowałem stryczek w duszy mojej.PANKRACYJutro jak najraniej wybierzesz się do niego i oświadczysz, że chcę się z nim widzieć osobiście, potajemnie, pojutrze w nocy.PRZECHRZTAWiele mi dasz ludzi? Bo nieostrożnie byłoby się puszczać samemu.PANKRACYPuścisz się sam, moje imię strażą twoją - szubienica, na której powiesiliście Barona zawczoraj, plecami twymi.PRZECHRZTAAj wai !PANKRACYPowiesz, że przyjdę do niego o dwunastej w nocy pojutrze.PRZECHRZTAA jak mnie każe zamknąć lub obije?PANKRACYTo będziesz męczennikiem za Wolność Ludu.PRZECHRZTAWszystko, wszystko za Wolność Ludu!na stronieAj waj !PANKRACYDobranoc, Obywatelu.Przechrzta wychodzi.LEONARDNa co ta odwłoka, te półśrodki, układy - rozmowy?- Kiedym przysiągł uwielbiać i słuchać ciebie, to że cię miałem za bohatera ostateczności, za orła lecącego wprost do celu, za człowieka stawiającego siebie í swoich wszystkich na jedną kartę. PANKRACYMilcz, dziecko.LEONARDWszyscy gotowi - przechrzty broń ukuli i powrozów nasnuli - tłumy krzyczą, wołają o rozkaz; daj rozkaz, a on pójdzie jak iskra, jak błyskawica i w płomień się zamieni, i przejdzie w grom.PANKRACYKrew ci bije do głowy - to konieczność lat twoich, a z nią walczyć nie umiesz i to nazywasz zapałem.LEONARDRozważ, co czynisz. Arystokraty w bezsilności swojej zawarli się w Świętej Trójcy i czekają naszego przybycia jak noża gilotyny - Naprzód, Mistrzu. bez zwłoki naprzód, i po nich.PANKRACYWszystko jedno - oni stracili siły ciała w rozkoszach, siły rozumu w próżniactwie - jutro czy pojutrze legnąć muszą.LEONARDKogóż się boisz - któż cię wstrzymuje?PANKRACYNikt - jedno wola moja.LEONARDI na ślepo jej mam wierzyć?PANKRACYZaprawdę ci powiadam - na ślepo. LEONARDTy nas zdradzasz.PANKRACYJak zwrotka u pieśni, tak zdrada u końca każdej mowy twojej - nie krzycz, bo gdyby nas kto podsłuchał...LEONARDTu szpiegów nie ma, a potem cóż?...PANKRACYNic - tylko pięć kul w twoich piersiach za to, żeś śmiał głos podnieść o ton jeden wyżej w mojej przytomności.Przystępuje do niego Wierz mi - daj sobie pokój.LEONARDUniosłem się, przyznaję - ale nie boję się kary. - Jeśli śmierć moja za przykład służyć może, sprawie naszej hartu i powagi dodać, rozkaż.PANKRACYJesteś żywy, pełen nadziei i wierzysz głęboko - najszczęśliwszy z ludzi, nie chcę pozbawiać cię życia.LEONARDCo mówisz?PANKRACY Myśl więcej, gadaj mniej, a kiedyś mnie zrozumiesz. - Czy posłałeś do magazynu po dwa tysiące ładunków?LEONARDPosłałem Dejca z oddziałem.PANKRACYA składka szewców oddana do kasy naszej?LEONARDZ najszczerszym zapałem się złożyli co do jednego i przynieśli sto tysięcy.PANKRACYJutro zaproszę ich na wieczerzę - Czy słyszałeś co nowego o hrabim Henryku?LEONARDPogardzam zanadto panami, bym wierzył temu, co o nim mówią - upadające rasy energii nie mają - mieć nie powinny, nie mogą.PANKRACYOn jednak zbiera swoich włościan i, zaufany w ich przywiązaniu, gotuje się iść na odsiecz zamkowi Świętej Trójcy.LEONARDKto nam zdoła się oprzeć - przecię w nas wcieliła się Idea wieku naszego.PANKRACYJa chcę go widzieć - spojrzeć mu w oczy - przeniknąć do głębi serca - przeciągnąć na naszą stronę:LEONARDZabity arystokrata.PANKRACYAle poeta zarazem. - Teraz zostaw mnie samym.LEONARDPrzebaczasz mi, Obywatelu?PANKRACYZaśnij spokojnie - gdybym ci nie przebaczył, już byś zasnął na wieki.LEONARDJutro nic nie będzie?PANKRACY Dobrej nocy i miłego marzenia.L e o n a r d wychodzi.Hej, Leonardzie !LEONARD wracającObywatelu wodzu.PANKRACYPojutrze w nocy pójdziesz ze mną do hrabiego HenrykaLEONARDSłyszałem.Wychodzi.PANKRACYDlaczegóż mnie, wodzowi tysiąców, ten jeden człowiek na zawadzie stoi? - Siły jego małe w porównaniu z moimi- kilkaset chłopów, ślepo wie