Był sobie raz pewien Paszczak, który pracował w lunaparku, co przecież nie musi od razu znaczyć, że było mu bardzo wesoło. Dziurkował bilety odwiedzających lunapark, żeby nie mogli się przypadkiem zabawić więcej niż raz, a już tylko taka rzecz może przyprawić o smutek, jeśli się ją robi przez całe życie.Paszczak dziurkował wciąż i dziurkował, i podczas tego zajęcia marzył o tym, co będzie robił, błędy wreszcie pójdzie na emeryturę.W razie gdyby ktoś nie wiedział, co oznaczają słowa: pójść na emeryturę - wypada wyjaśnić, że to jest taki okres czasu, kiedy można robić w całkowitym spokoju wszystko, na co ma się ochotę, byleby się było dostatecznie starym.Przynajmniej krewni Paszczaka wytłumaczyli mu to w ten sposób.Paszczak miał ogromnie dużo krewnych, całą masę olbrzymich, hałaśliwych i gadatliwych Paszczaków, którzy klepali się wzajemnie po plecach i wytaczali z siebie kolosalne kaskady śmiechu.Lunapark był ich wspólną własnością; poza tym grali na puzonie, rzucali młotem lub opowiadali wesołe historyjki, czyli, ogólnie rzecz biorąc, zajmowali się straszeniem wszystkich dookoła.Nie mieli jednak złych zamiarów.Paszczak zaś nie posiadał nic, wywodził się z bocznej linii, to znaczy był krewnym pół na pół, a ponieważ nigdy nie umiał nikomu niczego odmówić i nie czynił hałasu swoją osobą, zatrudniano go jako niańkę do dzieci, kręcił też karuzelą oraz, jak powiedzieliśmy, dziurkował bilety.- Jesteś samotny i nie masz nic do roboty - mówili życzliwie jego krewni. - Rozruszasz się trochę, jeśli nam co nieco pomożesz, a poza tym będziesz w towarzystwie!- Ja nigdy nie jestem samotny - próbował im tłumaczyć Paszczak. - Nie mam na to czasu. Tyle jest osób, które chcą mnie rozruszać. Przepraszam, ale ja bym tak chętnie...- Dobrze - mówili krewni, klepiąc go po ramieniu. - Tak być powinno. Nigdy sam, zawsze na pełnych obrotach!Paszczak dziurkował więc dalej i marzył o wielkiej, cudownej, cichej samotności, w nadziei, że postarzeje się możliwie jak najszybciej.Karuzele kręciły się, trąby grzmiały, a Gapsy, Homki i Mimble pokrzykiwały co wieczór w wagonikach torpedy.Niejaki Edward wygrał pierwszą nagrodę za tłuczenie porcelany i wokół rozmarzonego, smutnego Paszczaka tańczono i krzyczano, śmiano się i kłócono, jedzono też i pito, aż w końcu Paszczak zaczął się po prostu bać hałaśliwego tłumu, który zabawiał się w lu naparku.Sypiał zaś w pokoju dziecinnym Paszczaków, jasnym i miłym za dnia, lecz nie najprzyjemniejszym w nocy, gdyż dzieciarnia budziła się co chwilę, a on musiał je uciszać nastawiając pozytywkę, aby zasnęły.Potem, w ciągu dnia, zatrudniano go przy najróżniejszych drobnostkach, wszędzie, gdzie tylko potrzebna była pomocna ręka, w domu pełnym Paszczaków, i miał towarzystwo aż do nocy, a wszyscy wokół byli w dobrych humorach i opowiadali, co myślą, co robią i co będą robili. Ale nigdy nie dawali mu czasu na odpowied1/4.- Czy ja będę już niedługo stary? - spytał raz Paszczak podczas obiadu.- Stary? Ty? - wykrzyknął wesoło jego stryjaszek. - Nie, jeszcze długo nie. Bąd1/4 w weselszym nastroju - każdy ma tyle lat, na ile się czuje.- Ale ja czuję się okropnie stary - powiedział Paszczak z nadzieją.- Tere-fere - odrzekł stryjaszek. - Dziś wieczór będziemy mieli fajerwerki, żeby się trochę rozruszać, a orkiestra dęta będzie przygrywała aż do wschodu słońca.Ale fajerwerków nie było, natomiast spadł ogromny deszcz, który padał całą noc i nazajutrz, i następnego dnia, i przez cały tydzień.Prawdę powiedziawszy deszcz padał bez przerwy przez osiem tygodni. Nikt nigdy w tych stronach nie słyszał o czymś podobnym.Lunapark stracił kolor i zwiądł jak kwiat. Zbladł, zardzewiał i skurczył się - a że był zbudowany na piasku, wszystko powoli zaczęło się rozpadać.Torpeda osiadła z westchnieniem, karuzele kręciły się w koło w wielkich, szarych kałużach i zjeżdżały dzwoniąc cicho do nowych rzek, które wyżłobił deszcz. Cała dzieciarnia - małe Homki, Mimble, Gapsy i jak się tam jeszcze nazywały, przykładając pyszczki do szyb, patrzyły, jak lipiec przemija w deszczu i odpływa od nich wraz z muzyką i barwami.Zwierciadła z Gabinetu Luster rozprysły się na miliony mokrych odłamków, a namokłe papierowe róże z Pawilonu Cudów płynęły przez pola. W całej okolicy rozlegało się żałosne zawodzenie dzieciarni.Doprowadzała ona swoich tatusiów i mamy do rozpaczy, dzieci bowiem nie miały co robić i tylko jęczały nad utraconym lunaparkiem.Z drzew zwisały oklapłe proporczyki i puste powłoki balonów. Pawilon Cudów pełen był błota, a słynny krokodyl z trzema głowami wyruszył w kierunku morza, pozostawiając po sobie dwie głowy, gdyż, jak się okazało, były one przymocowane za pomocą kleju biurowego.Paszczaków to wszystko niezwykle bawiło. Stali w oknach i śmiejąc się klepali nawzajem po plecach, pokazywali palcami i krzyczeli:- Patrzcie! Płynie kurtyna z Tajemnic Arabii! A tam podłoga do tańca!- Spójrzcie, na dachu Filifionki siedzi pięć nietoperzy z Domku Strachów! Czy to nie wspaniałe!Postanowili, w znakomitych humorach, uruchomić ślizgawkę, ma się rozumieć, wówczas, gdy woda przemieni się w lód, i pocieszali Paszczaka, że znowu będzie mógł dziurkować bilety.- Nie! - rzekł nieoczekiwanie Paszczak. - Nie, nie, nie! Nie chcę! Chcę natomiast iść na emeryturę. I robić to, na co mam ochotę. I być absolutnie sam, gdzieś, gdzie jest cicho.- Ależ, mój kochany - powiedział ze zdziwieniem jego bratanek. - Czy mówisz poważnie?- Tak - odrzekł Paszczak. - Każdziutkie słowo.- Dlaczego więc nie powiedziałeś nam tego wcześniej? - zapytali jego krewni zdumieni. - Sądziliśmy, że jest ci wesoło.- Nie miałem odwagi - wyznał Paszczak.Wtedy śmieli się znowu, uważając, że to okropnie komiczne, że Paszczak przez całe życie robił to, na co nie miał ochoty, tylko dlatego, że nie potrafił odmówić.- No, więc na cóż masz ochotę? - spytała jego ciotka tonem zachęty w głosie.- Chciałbym wybudować dom dla lalek - wyszeptał Paszczak. - Najładniejszy na świecie dom dla lalek, wielopiętrowy, z ogromną ilością pokoi, które byłyby jednakowo puste i ciche.Wówczas Paszczaki tak zaczęły się śmiać, że aż część z nich musiała usiąść. Kuksając się nawzajem w boki, krzyczały:- Dom dla lalek! Słyszeliście! Powiedział: dom dla lalek! - i śmiały się, wycierając łzy z oczu, i mówiły: - Ależ, kochany! Rób to, na co masz ochotę! Damy ci stary park, ten babci. Powinno tam być teraz zupełnie cicho. I możesz sobie robić, co zechcesz, i bawić się, jak ci się podoba. Życzymy powodzenia i dobrej zabawy.- Dziękuję - powiedział Paszczak, czując skurcz w dołku. - Wiem, że zawsze mieliście wobec mnie dobre zamiary. Marzenie o domu dla lalek z pięknymi cichymi pokojami znikło - Paszczaki przepędziły je swoim śmiechem. Właściwie nie było w tym ich winy. Zmartwiłyby się najpewniej, gdyby powiedziano im o tym. Tak. Opowiadać przedwcześnie o swoich najskrytszych tajemn icach jest rzeczą bardzo niebezpieczną.Paszczak poszedł do starego parku, który teraz był jego własnością. Klucz miał z sobą. Park był zamknięty i pusty od czasu, gdy babcia puszczając fajerwerki zaprószyła kiedyś ogień w domu, a potem wyprowadziła się wraz z całą rodziną.Było to dawno temu i Paszczak z trudnością odnajdywał drogę.Las rozrósł się, a ścieżki zalała woda. Gdy szedł, deszcz przestał padać równie nagle, jak zaczął przed ośmioma tygodniami. Ale Paszczak nie zauważył tego. Był całkowicie pochłonięty żalem z powodu utraconych marzeń i ogromnie zmartwiony, że nie miał już ochoty zbudować domu dla lalek.Po jakimś czasie spostrzegł, że między drzewami prześwituje mur. Tu i ówdzie był wyszczerbiony, lecz nadal pozostał jeszcze bardzo wysoki. Żelazna furtka zardzewiała i Paszczak z trudnością otworzył zamek.Wreszcie wszedł i zamknął furtkę za sobą. I nagle zapomniał o domu lalek. Bowiem po raz pierwszy w życiu otworzył własne drzwi, a także zamknął je za sobą. Był u siebie. Nie mieszkał już u kogoś.Deszczowe chmury z wolna rozpraszały się i wyjrzało słońce. Mokry ogród parował i skrzył się wokół niego zielony i beztroski. Nikt nie przycinał tu gałęzi i nie sprzątał od bardzo dawna. Drzewa sięgały gałęziami aż do ziemi, krzewy wspinały się na drzewa, a wśród zieleni dzwoniły strumyki, które babcia zaprojektowała w swoim czasie i kazała przekopać. Teraz nie służyły już nawadnianiu, istniały same dla siebie, pozostało jednak nad nimi wiele mostków, chociaż ścieżki znikły od dawna.Paszczak pogrążył się w zielonej przyjaznej ciszy, otulał się w nią, nasiąkał nią i czuł się młody jak nigdy przedtem. "Och, jak to przyjemnie być wreszcie starym i przejść na emeryturę - myślał. - 0, jakże kocham swoich krewnych! A szczególnie teraz, gdy nie potrzebuję o nich myśleć".Brodził w wysokiej błyszczącej trawie, obejmował drzewa, aż w końcu zasnął na polance w samym środku ogrodu. Tam właśnie ongiś był dom babci. Czasy jej wielkich festynów z fajerwerkami dawno już się skończyły. Rosły tu młode drzewa, a na miejscu sypialni wyrósł olbrzymi krzew polnej róży z tysiącem czerwonych kwiatów.Nadeszła noc pełna wielkich gwiazd, a Paszczak wędrował zakochany w swoim ogrodzie, tak rozległym i tajemniczym, że nawet można było w nim zabłądzić. Ale nie miało to większego znaczenia, bowiem przez cały czas było się w domu.Wędrował i wędrował.Odnalazł stary sad owocowy, gdzie jabłka i gruszki leżały rozsiane po ziemi, i przez chwilę myślał: "Jaka szkoda. Nie zdołam zjeść nawet połowy. Trzeba by..." - ale potem zapomniał o tym, oczarowany samotnością i ciszą. Jego własnością było światło księżyca między pniami, zakochał się w najpiękniejszych drzewach, wiązał wieńce z liści i wkładał je sobie na szyję, i żal mu było przespać tą pierwszą noc.Rano zad1/4więczał stary dzwonek, który jeszcze wisiał przy furtce. Paszczak zaniepokoił się. Ktoś chciał wejść z zewnątrz, ktoś czegoś chciał od niego. Ostrożnie sunął pod krzakami wzdłuż muru, starając się czynić to bez szelestu. Dzwonek odezwał się po raz drugi. Paszczak wyciągnął szyję i zobaczył zupełnie małego Homka, który stał i czekał przed furtką.- Id1/4 sobie! - krzyknął Paszczak. - To jest teren prywatny. Ja tu mieszkam.- Wiem - odpowiedział mały Homek. - Paszczaki przysłały mnie tu z obiadem dla ciebie.- Ach, tak, to milo z ich strony - powiedział pojednawczo Paszczak.Otworzył furtkę, wziął przez szparę koszyk, po czym zamknął ją na powrót. Homek stal jeszcze i patrzył. Przez chwilę panowała cisza. - No, jak ci się wiezie? - spytał Paszczak niecierpliwie. Stał, przestępując z nogi na nogę; pragnął jak najszybciej wrócić do ogrodu.- Źle - odpowiedział Homek szczerze. - Wszystkim wiedzie się bardzo 1/4le. Nam, którzy jesteśmy mali. Nie mamy już lunaparku. Nic, tylko się smucimy.- O - powiedział Paszczak patrząc w ziemię. Nie chciał, by zmuszano go do myślenia o czymś smutnym, ale był tak przyzwyczajony, żeby słuchać, gdy ktoś mówi, że nie mógł odejść.- I tobie, widzę, smutno - powiedział Homek ze współczuciem. - Dziurkowałeś bilety. Ale jeśli ktoś był bardzo mały, obdarty i brudny, to dziurkowałeś w powietrzu! I pozwalałeś nam wchodzić dwa albo trzy razy na ten sam bilet!- Tylko dlatego, że trochę niedowidzę - wyjaśnił Paszczak. - No, co? Nie idziesz jeszcze do domu?Homek kiwnął głową, ale stał dalej. Podszedł do furtki i wsunął pyszczek między pręty.- Wujku - szepnął. - Mamy tajemnicę. Paszczak przeraził się, ponieważ nie lubił cudzych tajemnic i zwierzeń. Ale Homek, wyra1/4nie poruszony, mówił dalej:- Uratowaliśmy prawie wszystko. Złożone jest w szopie Filifionki. Nie masz pojęcia, jakżeśmy tyrali - ratowaliśmy i ratowali. Wymykaliśmy się w nocy i wyciągaliśmy wszystko z wody. Ściągaliśmy z drzew, suszyliśmy i doprowadzali do porządku, jak tylko się dało!- O czym ty mówisz? - zapytał Paszczak.- O lunaparku, jasne! - krzyknął Homek. - Wszystko, co zdołaliśmy znale1/4ć, wszystkie kawałki, które pozostały! Czy to nie wspaniale! Może Paszczaki poskładają części, a wtedy będziesz mógł znowu dziurkować bilety.- Oh! - wymamrotał Paszczak i postawił koszyk na ziemi.- Pięknie, co? Ale żeś się zdziwił! - powiedział Homek, po czym roześmiał się, pomachał łapką i znikł.Nazajutrz rano Paszczak, niespokojny, czekał przy .furtce i gdy tylko pojawił się Homek z obiadem w koszyku, zaraz zawołał:- No? Jak poszło?- Nie chcą - odrzekł Homek; był przygnębiony. - Mają zamiar zrobić ślizgawkę. A większość z nas zasypia snem zimowym; zresztą, skąd byśmy wzięli łyżwy...- To przykre - powiedział Paszczak i kamień spadł mu z serca.Homek nie odpowiedział. Był zanadto rozczarowany. Postawił tylko koszyk na ziemi i poszedł z powrotem."Biedne dziecko" - pomyślał Paszczak. Potem zajął się rozmyślaniami nad budową szałasu z gałęzi, który miał zamiar wznieść na ruinach domu swojej babci.Paszczak budował szałas cały dzień i cieszyło go to okropnie; budował, dopóki nie zrobiło się zbyt ciemno, żeby cokolwiek widzieć, i zasnął szczęśliwy i zmęczony, i spał bardzo długo następnego ranka.Kiedy przyszedł do furtki, żeby wziąć obiad, okazało się, że Homek już tam jest. Na wieku koszyka leżał list podpisany przez całą masę dzieci.Kochany wujku - czytał Paszczak. - Oddajemy ci wszystko, ponieważ jesteś dobry, i może będziemy mogli wejść do środka i pobawić się z tobą, ponieważ lubimy cię.Paszczak nic nie mógł zrozumieć, ale straszne przeczucie zaczęło uciskać mu żołądek.Potem to zobaczył. Przed furtką dzieciaki poznosiły wszystko, co znalazły w lunaparku. Nie było tego mało. Większość rzeczy była połamana i zestawiona w niewłaściwy sposób, a wszystko razem wyglądało bardzo dziwnie i bezsensownie. Utracony, ale kolorowy świat z drewna, jedwabiu, drutu, papieru i z zardzewiałego żelaza. Świat ten patrzył na Paszczaka z żałoscią i oczekiwaniem, a Paszczak odpowidał mu spojrzeniem pełnym paniki.W końcu wrócił do ogrodu i dalej budował swój szałas pustelnika.Budował i budował, ale nic mu się nie udawało. Pracował niecierpliwie, w zamyśleniu, aż nagle dach runął, a cały szałas położył się płasko na ziemi.- Nie, nie - powiedział Paszczak. - Nie chcę. Akurat właśnie nauczyłem się odmawiać. Jestem na emeryturze. Robię to, na co mam ochotę. I nic poza tym. - Mówił tak kilkakrotnie, za każdym razem coraz gro1/4nej. Potem wstał, przeszedł na przełaj przez ogród, aby otworzyć furtkę, i zaczął wciągać wszystkie połamane graty do środka.Dzieciarnia siedziała na wysokim, pobtłukiwanym murze wokół ogrodu Paszczaka; niby szare wróble, tyle że zupełnie cicho.Czasem któryś szepnął:- Co on teraz robi?- Ciicho - odpowiadał inny. - On nie chce rozmawiać.Paszczak porozwieszał na drzewach lampiony i papierowe róże, miejscami uszkodzonymi odwracając je do pni. Potem zajął się tym, co kiedyś było karuzelą. Części jednak nie pasowały do siebie, a polowy było brak.- Nic z tego nie będzie! - krzyknął ze złością. - Spójrzcie tylko! Wszystko to złom i rupiecie! Nie! Nie wolno wam tu wchodzić i pomagać mi!Z muru rozległ się pomruk zachęty i sympatii, ale nikt nic nie powiedział.Tymczasem Paszczak próbował zrobić dla siebie mieszkanie z resztek karuzeli. Potem ustawił konie w trawie i łabędzie w strumyku, resztę zaś odwrócił do góry nogami i pracował tak, że pot zalewał mu czoło. "Dom dla lalek! - myślał z goryczą. - Szałas pustelnika! Wszystko to na nic, cała robota do luftu, będzie tylko gwar i krzyki, tak jak było przez całe życie..."Potem spojrzał w górę i krzyknął:- Nie sied1/4cie tam i nie gapcie się! Biegnijcie do Paszczaków i powiedzcie, że jutro nie chcą obiadu. Natomiast niech mi przyślą gwo1/4dzie i młotek, świecę, sznur i parę dwucalowych desek. I to prędko!Dzieciaki roześmiały się zachwycone i pobiegły.- A nie mówiliśmy - zawołały Paszczaki klepiąc się nawzajem m plecach. - Smutno mu tam, biedakowi. Tęskni biedaczek za swoim lunaparkiem!Posłali więc dwa razy tyle wszystkiego, o co prosił, a poza tym jedzenia na cały tydzień, dziesięć metrów czerwonego aksamitu, długie arkusze złotego i srebrnego papieru i na wszelki wypadek pozytywkę.- Nie, nie - powiedział Paszczak - pudła z muzyką tu nie wpuszczę. I niczego, co hałasuje!- Oczywiście, że nie - odrzekły dzieci, posłusznie stawiając pozytywkę przed furtką.Paszczak budował i budował. A podczas gdy budował, stwierdzał mimo woli, że ta praca sprawia mu przyjemność. Na drzewach migotały tysiące odłamków luster, kołysząc się na wietrze, a wysoko na wierzchołkach Paszczak wbudował małe ławeczki i miękkie gniazdka, gdzie można było siedzieć i pić sok, nie będąc przez nikogo widzianym, lub też spać. A na mocnych konarach powiesił huśtawki. Umieścić torpedę było bardzo trudno. Szyny musiały być trzy razy krótsze niż dawniej, bo tylko tyle z nich zostało. Paszczak pocieszał się jednak, że teraz nikt ze zjeżdżających nie będzie miał stracha. A na zakończenie jazdy lądowało się w strumieniu,z czego przecież większość dzieci będzie zadowolona. Paszczak sapał i stękał. Ilekroć ustawił jeden bok, drugi się wywracał, w końcu więc krzyknął ze złością:- Chod1/4cie i pomóżcie mi, który tam! Nie można przecież robić dziesięciu rzeczy naraz! Dzieciarnia zeskoczyła z muru i przybiegła, żeby mu ten bok przytrzymać.Od tej pory wszystko budowali razem, a Paszczaki przysyłały tyle jedzenia, że dzieci mogły przebywać w ogrodzie cały dzień.Wieczorem szły do domu, ale o wschodzie słońca stały już wszystkie przed furtką. Któregoś ranka przyprowadziły na sznurku krokodyla.- Macie pewność, że będzie się zachowywał cicho? - spytał Paszczak podejrzliwie.- 0, tak - odpowiedział Homek. - On nie mówi ani słowa. Taki jest zadowolony i spokojny teraz, kiedy się pozbył tych swoich dodatkowych dwóch głów.Innego znów dnia syn Filifionki znalazł węża na w kaflowym piecu. A że był grzeczny, zabrano go zaraz do ogrodu babci.Wszyscy zbierali różne dziwne rzeczy do lunaparku Paszczaka lub też po prostu przysyłali ciastka, rondle, firanki, cukierki i co komu przyszło na myśl. Przysyłanie przez dzieci prezentów każdego ranka stało się swego rodzaju manią, a Paszczak przyjmowałwszystko, co nie sprawiało hałasu.Ale nikomu poza dziećmi nie wolno było wejść do ogrodu, który stawał się coraz bardziej i bardziej fantastyczny. W samym jego środku stał zrobiony z karuzeli domek, w którym mieszkał Paszczak, pstry i krzywy, przypominający dużą kolorową torbę od cukierków, zmiętą i rzuconą w trawę. Wewnątrz domu rósł krzak polnej róży pełen czerwonych kwiatów.A potem, w pewien piękny, łagodny wieczór, wszystko było gotowe. Było gotowe nieodwołalnie i Paszczaka ogarnął na chwilę żal, że się już wszystko dopełniło.Zapalili lampiony i stali przyglądając się swemu dziełu.Na wielkich ciemnych drzewach migotały odłamki lustra, srebro i złoto, wszystko stało gotowe i czekało - sadzawki, lodzie, tunele, torpeda, kiosk z sokiem, huśtawki, strzelnice, drzewa doskonale do włażenia, jabłonie...- Możecie zaczynać - powiedział Paszczak - ale pamiętajcie, że to nie jest lunapark, a ogród ciszy.Dzieci bezgłośnie pogrążyły się w ogród i czary. Tylko Homek odwrócił się i zapytał:- Nie będzie ci smutno, że nie możesz dziurkować biletów?- Nie - odpowiedział Paszczak. - Ja bym przecież i tak dziurkował tylko w powietrzu.Wszedł do karuzeli i zapalił księżyc z Pawilonu Cudów. Potem położył się w hamaku Filifionki i przez dziurę w dachu patrzył na gwiazdy.Na zewnątrz panowała cisza. Słyszał tylko strumyki i nocny wiatr.Nagle Paszczak zaniepokoił się. Usiadł i zaczął nasłuchiwać. Nie dobiegł go żaden d1/4więk."Może im nie jest wesoło - pomyślał zatroskany. - Może nie potrafią się bawić, jeśli się nie drą wniebogłosy... Może poszły do domu!" Wskoczył na komodę Gapsy i wytknął głowę przez dach. Nie, dzieci są. Cały ogród szeleścił i roił się tajemniczym życiem. Zewsząd rozlegało się chlupotanie, cichy śmiech, plaśnięcia, odgłosy kroków. Więc jednak było im wesoło."Jutro - pomyślał Paszczak - jutro powiem im, że wolno się śmiać i że mogą ponucić sobie trochę, jeśli będą miały na to ochotę. Ale nie więcej. Absolutnie nic więcej".Zszedł z komody i znów położył się w hamaku. Zasnął szybko, nie troszcząc się już o nic.Przed zamkniętą na klucz żelazną furtką stał stryjaszek Paszczaka usiłując zajrzeć do środka."Nie słychać, żeby się szczególnie dobrze bawili - pomyślał. - Ale jak sobie kto pościele, tak się wyśpi. A mój biedny bratanek zawsze był trochę dziwny".I odszedł zabierając z sobą pozytywkę, ponieważ zawsze kochał muzykę.